smukke

Natural Mum

Napisała Asia @ Maj 22, 2015

 

Dzień Mamy już tuż tuż, także powoli zaczęłam plądrować sieć w poszukiwaniu czegoś wyjątkowego dla mojej Mamy. Pewnie nie wiecie, ale to w sumie po niej mam gust jaki mam. A jaki gust ma moja Mama: raczej nie lubi krzykliwych kolorów, zawsze ubierała się w stonowane rzeczy, beże i brązy, lny, ewentualnie czerń i biel oraz szarości  - to zdecydowanie jej gama kolorystyczna.

Jak widać tą samą kolorystykę przenoszę do moich projektów i raczej staram się bazować na neutralnych barwach dodając łatwo wymienialne akcenty kolorystyczne. Po 30-stce zauważyłam też, że do własnego domu coraz bardziej idę w ‘natural look’, naturalne materiały, spokój i wizualne wyluzowanie.

Mama nawet kwiatki lubi głównie białe i zielone. Kiedy natrafiłam na stronę Natural Chic, wiedziałam, że o to właśnie chodzi! W końcu ktoś wpadł na to, że po pierwsze kwiat nie muszą być krzykliwe, mieć miliona wstążek i skomplikowanej aranżacji, po drugie, że muszą być dostępne online, bo w centrum handlowym czy kwiaciarni to mnie nie widzieli od urodzenia Leosia.

Lubię dawać cięte kwiaty, ale lubię tez podarować często kwiata doniczkowego, bo zostaje dłużej z bliską mi osobą. Oto co wybrałam plus mała niespodzianka w pięknie zapakowanym naturalnym papierze (moja Mam czyta naszego bloga jak mało kto, więc chociaż coś musi pozostać niespodzianką J)

Od niedawna 26 maja jest też moim świętem. Jorge nie czyta bloga tak często jak Mama, także jak go spotkacie (wiecie, taki przystojny Meksykanin, rzuca się w oczy:) ), to możecie mu podpowiedzieć, że oprócz laurek i kwiatków, Asia też lubi naturalne kolory i że na kilka pięknych dodatków znajdzie się miejsce w naszym domu. Oto moja plansza życzeń:

świecznik    biała butla    szklany dzbanek   brązowy szklany wazon   szklanki   kubek   deska kuchenna   pufa  

 poduszka    koszyki    świeczka zapachowa     torba dla mam

A Wy o czym marzycie na Dzień Matki? 

asia real

Que bonito mi jardin!

Napisała Asia @ Maj 20, 2015

Cóż to za cudo pewnie się zastanawiacie? A to nasz nowy domek, czwarty z kolei!

Nasz dom składa się ze starej części wybudowanej w latach czterdziestych, oraz nowej dobudowanej w 2000 roku, mamy też domek do zabawy dla dzieci, a 2 tygodnie temu dorobiliśmy się drewutni!

A jak to się stało?

Nasz dom jest niepodpiwniczony, a że rodzice już dawno wyeksmitowali mnie ze swojego garażu, a Mama dostaje białej gorączki jak chce jej oddać kolejny karton z ciuszkami dzieci, postanowiliśmy znaleźć domek do ogrodu, który będzie służył nie tylko jako sezonowa skrytka na kosiarkę i narzędzia ogrodowe, ale pomieści nasze rowery oraz inne rzeczy, które normalnie trzymalibyśmy w piwnicy, której nie ma. Długo szukałam w sieci tego typu konstrukcji, bo mimo, że jest ich trochę na rynku, to większość albo mi się nie podobała, albo nie odpowiadała mi stylistycznie, a przede wszystkim konstrukcje były zbyt lekkie i nie wytrzymałyby z nami nawet roku.

To Beata znalazła firmę Drewnolandia, która wykonała dla niej domek dla dzieci. A że wykonanie było mistrzowskie, to do razu wzięłam do nich namiar, Jorge poprosiłam, żeby o 1 w nocy w naszym ‘czasie wolnym’ rozrysował domek, który idealnie wypełni martwą przestrzeń w ogrodzie i stylistycznie będzie pasował do naszego domu i wnętrza. Miły Pan Michał dograł ze mną wszystkie szczegóły techniczne telefonicznie i dziarska ekipa nadjechała o 7 rano w piątek ze Szczecina. Niestety pechowo tego dnia dopadła mnie straszna angina, więc Jorge przejął aparat i z zacisza ciemnej sypialni ustawiałam mu światło, żeby mógł zrobić jakieś zdjęcia. Całość udało się udokumentować całkiem fajnie, bo i ja byłam ciekawa jak to możliwe, że cała taka konstrukcja przyjeżdża z tak daleka i jest gotowa w parę godzin! I to z papą na dachu, okiennicami i małym tarasem! Pełen profesjonalizm.  Nawet nasz mały błąd w postaci tego, że przewidzieliśmy szerokość domku na styk do drzewa, zapominając, iż daszek powinien lekko wystawać został zakamuflowany przez kreatywnych monetarzystów i jabłonka wystaje przez dziurę w dachu co podwójnie dodaje uroku całości.

Wszyscy nasi goście, rodzice i znajomi śmieją się, że możemy tam mieszkać, jak nam się noga powinie, albo, że będziemy tam imprezy robić, żeby dzieci nie pobudzić. Żarty żartami, domek zdobi nasz ogród i mega nas cieszy, bo jest to kolejny krok w urządzaniu nowego gniazda.

A oto fotorelacja z jego montażu:

 

Nowy element ogrodu zmusił mnie do zamknięcia tematu projektu przestrzeni wokół domu.  Już od paru miesięcy zbierałam inspiracje i starałam się ustalić z Jorge jak mamy urządzić podjazd, ścieżkę wokół domu i jakie rośliny zasadzić, aby nadać ogrodowi NASZ charakter. Przyznam, że myślałam, że jako para architekt-projektantka wnętrz bez problemu sobie poradzimy, a tu nic! Zero nici porozumienia, wieczny chaos co jak zrobić i za ile, no i w efekcie zastał nas maj i nie mamy nic zrobione. Wtedy przypomniałam sobie o znajomej, która projektuje ogrody. Kiedyś poleciłam ją naszym Klientom do projektu tarasu i byli bardzo zadowoleni, a że Klienci mieli podobny gust stwierdziłam, że chyba jednak nie poradzimy sobie bez porady eksperta i zastanie nas zima zanim coś sami wymyślimy i zorganizujemy. Agnieszka od 5 lat prowadzi firmę APPO projekt. Mijałyśmy się kilka razy na targach wnętrzarskich, gdzie wystawiała się swoją kolekcję donic, którą na pewno pokażemy Wam jeszcze na blogu. Agi historia jest ciekawa i trochę podobna do naszej i to właśnie dlatego chyba od razu złapałam z nią nić porozumienia. Projektowanie zieleni było drugim kierunkiem, który wybrała po zdaniu sobie sprawy, że minęła się trochę z powołaniem. No i bardzo słusznie, bo jej projekty są świeże i szczerze na międzynarodowym poziomie, a o to ciężko w Trójmieście. A fakt, że lubi Portugalię i ma chłopaka surfera sprawia, że nie można się z nią nie polubić.

Także zaprosiłam ją na taras mojego nowego domku, zaparzyłam herbatki i zaczęłam opowiadać o moich zielonych marzeniach. Jorge się przyłączył i Agnieszka zaczęła powoli godzić nasze marzenia. Ciekawe było się znaleźć po drugiej stronie barykady w roli Klienta projektanta, ale dobrze też mieć poczucie, że ktoś się na tym zna, że ma podobny gust jak Ty i że jest w stanie sprawić, że będzie nam się lepiej żyło. APPO projekt szykuje się do otwarcia showroomu w Gdańsku, więc myślę, że częściej będziemy ją polecać Klientom, aby nasze projekty miały swoje przedłużenie na tarasach i w ogrodach naszych realizacji, a sama z niecierpliwością czekam na dzieło Agi! Na pewno pokaże Wam efekty na blogu.

Tak, tak dobrze widzicie, moja Maluchy też się dorobiły domku! To mamy ich juz cztery! Kto da więcej?? :)

asia real

Metamorfoza boazerii

Napisała Asia @ Maj 18, 2015

Sosnowa, lakierowana boazeria królowała w mieszkaniach Polaków dwadzieścia pięć lat temu. Sprawiała, że przedpokoje przytłaczały nas na samym wejściu, a pokoje przypominały podhalańskie pensjonaty. Kupując mieszkanie z rynku wtórnego często musimy wznieść się na wyżyny naszej wyobraźni, żeby nie uciec od agenta pokazującego nam kolejne mieszkanie urządzone w latach osiemdziesiątych. Tak było w moim przypadku. Musiałam szybko wyobrazić sobie efekt końcowy metamorfozy jadalni ( zresztą nie tylko) w moim potencjalnym nowym domu.


 

Kiedy następnym razem będziecie się musieli zmierzyć z taką oto nieruchomością – nie zapominajcie, że drewniana boazeria może mieć wiele twarzy! Mojej jadalni chciałam nadać nieco skandynawski charakter. Zawsze podobały mi się białe deski – motyw pojawił się już w poprzednim mieszkaniu. Postanowiłam przemalować je na biało z efektem kryjącym, co niesamowicie rozjaśniło przytłaczające niegdyś pomieszczenie.

Deski w jadalni były pokryte błyszczącym lakierem bezbarwnym (najprawdopodobniej nie był on akrylowy), dlatego niestety moja metamorfoza musiała rozpocząć się od

1.zmatowienia boazerii papierem ściernym (gradacja 180-240).

2.Deski trzeba dokładnie oczyścić z pyłu, najlepiej na mokro. Kolejną bardzo ważną rzeczą przed malowaniem jest

3.odtłuszczenie powierzchni specjalnym środkiem chemicznym. Po wyschnięciu producent zaleca ponowne

 

4.przeciągnięcie drewna papierem ściernym.

Żeby powierzchnia została równo pokryta i żadne sęki żywiczne nie przedostały się na zewnątrz struktury farby, polecam

5.użycie podkładu.

Możemy to zrobić pędzlem, wałkiem lub natryskiem. Ja przy tak sporej powierzchni wybrałam wałek. Po aplikacji znowu musimy uzbroić się w cierpliwość i poczekać, aż deski dokładnie wyschną – producent poleca odczekanie 16 godzin do kolejnego malowania.

 

Ostatnim etapem jest

6.malowanie boazerii produktem powierzchniowym, aż do uzyskania jednolitego, pełnego efektu kryjącego. Możemy wybrać sobie rodzaj wykończenia – mat, półmat, połysk. Farby te dostępne są w przeróżnych kolorach – nasza wyobraźnia jest niczym nieograniczona.

Moim celem był efekt kryjący, ale istnieją też produkty, które są transparentne i zachowają strukturę usłojenia drewna.

Pamiętajcie, żeby przed każdym malowaniem, niezależnie od pożądanego efektu końcowego – dokładnie oczyścić i odtłuścić drewno ! Dzięki temu uzyskamy gładką powierzchnię a farba będzie lepiej przylegała do podłoża.

Tak więc wszystkich posiadaczy boazerii zachęcam do ukochania swojego wnętrza, zakupienia dużej ilości białej farby i wolnego weekendu. Jesteście szczęściarzami, wystarczy pędzel, a Wasze wnętrze zmieni sie w jasny skandynawski kątek.


asia real

sesja zdjęciowa w angielskim stylu

Napisała Beata @ Maj 15, 2015

Kochani! Zabieramy Was ze sobą do pracy. Wiemy, że weekend w zasadzie się zaczął,  ale co tam. Sami zobaczycie, że post niby o pracy – ale w gruncie rzeczy bardzo relaksujący.

Nie wiem, czy wiecie, że oprócz pisania i projektowania, zdarza się nam stylizować sesje zdjęciowe i aranżować na ich potrzeby wnętrza. Czasem dla czasopism, czasem dla własnych potrzeb. Zabawy przy tym co niemiara, można puścić wodze wyobraźni i szaleć z weną do upadłego. Sesja, którą przedstawimy Wam dziś, miała miejsce w Domu Angielskim, w Gdańsku Głównym, gdzie miałyśmy przyjemność zrealizować projekt pensjonatu. Udało nam się zrobić zdjęcia tuż przed oficjalnym otwarciem, kiedy nie było w nim jeszcze gosci.

038

 

034

036

Taki dzień to również wyzwanie dla mięśni. Niezbadana ilość tkanin i dodatków, wypełniająca nasze auta po sam sufit, musi być dostarczona do pokoi. Zatem trzeba zakasać rękawy i śmigać do góry i na dół opróżniając tym samym wnętrze bagażnika. Nie jest to łatwe zadanie, ale zastępuje poranny fitness ; )

Zobaczcie teraz jak wyglądają pokoje w Domu Angielskim. 

007 

Każdy z apartamentów ubrany jest w podobną paletę barw. Piękny widok z okna dodaje uroku każdemu z nich.

Dużą rolę odgrywają tu tkaniny i gra świateł. Dekoracje w postaci fototapet z widokiem na historyczne, najważniejsze obiekty Gdańska zdobia ścianę we wszystkich pokojach.

004

  008 010 011 013  015

Kolejny Apartament – dla osób podróżujących w pojedynkę, z widokiem na Motławę. Cicho, przytulnie, elegancko – ale bez przepychu…i te niebieskie okiennice, ah…

 019  021 023 024

Łazienki utrzymane są w barwach szarości, a wisienką na torcie każdej z nich jest grafika drukowana na szkle. Dzięki niej nie tylko optycznie powiększamy przestrzeń, ale również oddajemy klimat miejsca, w którym mieści się pensjonat. Taki widok przypomina okno, a odbicie w lustrze potęguje efekt.

025 026 027 028

Zwykle sesja w takim miejscu jak to, trwa kilka godzin. Z setek zrobionych zdjęć wybiera się maksymalnie trzydzieści. Wykorzystuje się połowę. Więc nie jest to takie proste, jak mogłoby się wydawać : )

Dzięki zgranemu teamowi, można przejść przez to bezbolesnie, a nawet z uśmiechem…zobaczcie sami…i jak tu się można nudzić ; )

037 

fot. Magdalena płoszaj

Miłego weekendu!!!

 

beata kwiatkowska