Wystarczy tylko CHWILA….

Napisała Beata @ Wrzesień 14, 2013

Dziś kolorowo, lekko, świeżo. Na nasze wielkie szczęście Gdynia dość prężnie rozwija się i stawia nie tylko na przedsiębiorczość i innowacje, ale również na design. Dzięki temu w ostatnich miesiącach powstało w naszym mieście kilka godnych uwagi restauracyjek, w których nie tylko można coś zjeść, ale po prostu miło spędzić czas z książką, koleżanką przy kawce lub deserze. Zapraszamy Was dziś do Chwili i Momentu, a w zasadzie do Chwili…Moment znajduje się na pierwszym piętrze…yyy..no dobrze to może zacznę od początku.

Przed wakacjami na skrzyżowaniu ulicy Świętojańskiej i 10 Lutego powstał piękny przeszklony budynek, zwany InfoBoxem, w którym, jak sama nazwa wskazuje, można zasięgnąć informacji o mieście, rzucić okiem na jego plan (miniaturkę), w końcu wejść na ostatnie piętro i podziwiać widok na skwer i morze. To właśnie w tym miejscu, na dwóch poziomach, znajdują się Chwila i Moment.

Na oficjalnej stronie czytamy, że pomysł oparty jest na nowej koncepcji kulinarnej, której nadrzędnym przesłaniem jest: Zwolnij, zatrzymaj się na chwilę, moment i rozkoszuj się tym, co dla Was przygotowaliśmy. Atmosfera paryskiej kawiarenki z domowymi wypiekami i grillowy taras sprawiają, że miejsce to skłania do relaksu, odpoczynku i złapania oddechu.

Czy tak jest naprawdę – postanowiłyśmy się o tym przekonać i z Wami podzielić. Zapraszamy na wirtualną wizytę w Chwili.

Świetny pomysł na lampę – prosty do wykonania samemu. Kolorowe kable i abażury pomalowane sprayem na niebiesko, żółto, czerwono – pyk i efekt murowany! Zobaczcie jak niewiele trzeba by pomysłowymi detalami nadać wnętrzu charakter.

Na parterze znajduje się piekarnia, w której możemy kupić pyszne ciasteczka, rogaliki oraz wiele innych rodzajów pieczywa w 100% wyrobu własnego.

Podobno piekarze pracują pod czujnym okiem technologa z Francji, który dba o najwyższą jakość i niepowtarzalny smak wypieków.

W okresie wakacyjnym śniadanie można było zjeść na zielonej trawce tuż przed "Chwilą"

Powiem szczerze, że ślinka cieknie ; )

Podobno piekae

Na posadzce piękne kolorowe, wzorzyste kafle. Odcienie żółci, czerwieni, niebieskości przewijają się w dodatkach w całym pomieszczeniu i niezwykle trafny sposób ożywiają drewniano – szarą bazę użytych materiałów.

Ciekawym akcentem kolorystycznym są odnowione fotele z lat 60 tych. Używane meble, którym nadano nowe życie – coś co lubimy najbardziej. Siedziska obite w różne tkaniny tworzące patchwork, kolorystycznie spójne z resztą dodatków.

Chyba kazda bagietka, kanapka, owoc, sok, kawa…. w takim otoczeniu smakuje wyśmienicie. Smacznego ! 

 

beata kwiatkowska

Workspace

Napisała Asia @ Wrzesień 11, 2013

Beatka szaleje z rozterkami wnętrzarskimi, a mi jesień daje ochotę zmian i pracy.

Pogoda powoli się psuje, więc w końcu mogę bez wyrzutów sumienia spokojnie usiąść, poszukać nowych inspiracji, projektów, niekoniecznie związanych z wnętrzami.

Nasze mieszkanie nie jest duże, bo ma tylko 42 m2, jednak bonusem jest poddasze, które zaadoptowali porzedni właściciele, a którego metraż nie liczy się do księgi wieczystej. Używamy go głównie do składowania rzeczy, dzięki skrzętnie porobionym schowkom pod zabudowę. Jest to też nasze biuro, gdzie możemy spokojnie usiąść i odciąć się na chwilę od domowego gwaru. 

Muszę bez bicia przyznać, że nie wyszło ono tak jak sobie wyobrażałam, więc będzie to bardziej post – czego nie róbcie, żeby było dobrze…

Pierwszą rzeczą jest biurko otwarte – strasznie się kurzy i mimo, iż tak pięknie wygląda na inspiracjach, które Wam również dziś przedstawię, to niestety w praktyce się nie sprawdza. Dodatkowym minusem tego typu biurka jest brak przestrzeni do składowania. Przestrzeń w blacie, która miala do tego służyć jest niepraktyczna, zbyt mała i nie da się jej wyczyścić!

Plusem jest umiejscowienie biurka pod oknem, pozwala na odrobinę oddechu w tym dość niskim i zamkniętym pomieszczeniu. 

Dodatkowo tego typu stół zmusza do utrzymywania porządku ( przynajmniej mnie, bo Jorge nie zawsze 😉 )

Dość narzekania, czas pokazać Wam o czym mówię.

fot. Magdalena Płoszaj

Ja widać tragicznie nie wyszło, ale będę nadal pracować nad tym pomieszczeniem, aby wyglądało tak:

A Wy jak zapatrujecie się na nadchodzącą jesień? Czy również budzi w Was chęć zmian?

Podzielcie się z nami swoimi spostrzeżeniami, w grupie będzie raźniej!

Do zobaczenia….

asia real

 

 

Wrzesień plecień bo przeplata trochę szkoły trochę lata

Napisała Beata @ Wrzesień 8, 2013

Wrzesień za pasem,  ukochane seriale i telenowele powróciły do naszych domów, by umilić niekończące się, coraz to dłuższe wieczory, a mnie, jak zwykle, zaczyna rozpierać chęć wprowadzania zmian, która jest silniejsza niż możliwość wyspania się w niedzielny poranek. Wczoraj byłam u Asi na sobotnich plotkach i zwierzałam się z tej dziwnej sezonowości jaka panuje w mojej głowie i nie wiedzieć czemu powtarza się nieustannie, z takim samym natężeniem co kwartał. Mianowicie – na wiosnę marzę o domu, szukam miejsca, zbieram inspiracje, układam projekt w głowie etc. Następnie przychodzi lato i dochodzę do wniosku, że przecież mi tu dobrze, że wszędzie blisko, nie ma co ciągnąć rodziny za miasto i szukać półśrodków ( nawet jeśli to tylko 15 min od centrum …ale zawsze ) , potem jesień, kiedy już wiem że wolę zostać tu gdzie jestem, domownicy nie nadążają za rozwijającą się sytuacją, mają jej trochę dosyć i boją się, że opad emocji związanych z chęcią przeprowadzki to nie koniec tylko początek…Mają rację, gdyż wraz z jesienią zaczynam planować zmiany w mieszkaniu, myśleć o kolejnym remoncie, przemeblowaniu. W końcu zima – czas kiedy realizuję moje założenia, uspakajam się…do momentu przyjścia wiosny. 

To w sumie niezły temat na pracę magisterską np. z psychologii, bo chyba nie jest to powszechnie znane zachowanie ( żeby nie napisać, że nie jest to do końca normalne : ) )

Na szczęście jest blog, Wy i możliwość projektowania dla innych. Inaczej chyba bym eksplodowała z nadmiaru myśli o ładnych wnętrzach i chęci wprowadzania zmian w swoim otoczeniu. 

Od jakiegoś czasu pracujemy nad aranżacją mieszkania pewnej młodej mamy i jej rodzinki. Projekt bardzo przyjemny, ale nie należy do łatwych, bo dzięki bogu – właścicielka mieszkania jest bardzo wymagająca. W chwili obecnej pracujemy nad dodatkami i między innymi miejscem pracy dla małej księżniczki. A że z pewnością wśród nas znajdzie się liczne grono młodych mam, które pierwszy raz zaprowadziły w tym roku swoją pociechę do szkoły, przedszkola, pomyślałam, że temat może okazać się interesujący.

Zebrałam kilka inspiracji, kierunek ( styl ) mamy już obrany. Jeśli również jesteście w trakcie organizowania stoliczka do odrabiania lekcji, podpowiem, że powinniśmy pamiętać o tym by miejsce pracy dla naszej pociechy było jasne, proste, by natłok bibelotów, obrazków, plakatów , kolorów nie odciągał uwagi najmłodszych od ich zajęć. Sama jestem zdania, że im prościej i czyściej jest w strefie pracy, tym łatwiej się skupić  i milej się w niej przebywa. Czy macie podobne zdanie? Napiszcie koniecznie.

Tym czasem zapraszam do oglądania, może i Was natchnie któraś z inspiracji. 

 

źródło : pinterest

beata kwiatkowska

 

 

Welcome to my kitchen

Napisała Asia @ Wrzesień 5, 2013

Zbliża się jesień, czyli wiele z Was zapewne przymierza się do remontu lub chociaż małego przemeblowania. 

Wiele razy pytacie jak tanim kosztem można odświeżyć kuchnię, ewentualnie delikatnie ją zmienić, bo nie stać nas na wymianę. Myślę, że moja kuchnia jest idealnym przykładem. 

Kiedy wprowadziłam się do naszego mieszkania, wiedziałam, że na nową kuchnię nie starczy funduszy. Priorytetem dla mnie była drewniana podłoga czy nowe drzwi, bo te po poprzednich właścicielach niestety nie nadawały się do użytku. Miałam to szczęście, że trafiłam na kuchnię fornirowaną ( czyli płytę meblową obklejoną cieńką warstwą drewna dla niewtajemniczonych). Resztę zatem trzeba było sprytnie zakamuflować.

W przestrzeni między szafkami były beżowe małe kafelki. Myślę, że niejedna Pani Domu wie, że czyszczenie fug w okolicy płyty grzewczej nie należy do łatwych zadań. Stąd moja decyzja o skuciu kafelek na tym małym odcinku i pokryciu ściany tapetą.

Całośc była naprawdę bezbolesna. Skucie kosztowało około 100 zł, wyszpachlowanie na gładko tez ok. 100 zł. Doszedł koszt tapety 150zł za rolkę ( zużyta została tylko połowa) no i szyba przeźroczysta, która była najdroższa. Wraz z montażem wyniosła 400zł. 

Decyzję podjęłam naprędce, ale jej nie żałuję, bo tapeta ta ( Fiona Wall Design by Flugger) nadała klimat całemu pomieszczeniu i uwolniła mnie od ciągłego sprzątania. 

Kolejnym elementem, który zdecydowałam się wymienić był blat. Niestety laminowane nigdy nie należały do moich ulubionych, więc poprosiłam znajomego stolarza o zrobienie szalunku i wylanie blatu ze zwykłego betonu oraz zabezpieczenie go żywicą epoksydową. Blat jest nie do zdarcia, a jego niedoskonałości zdobią zamiast szpecić. Cieżko mi okresłić koszt, bo był to samorobny prototyp, ale myślę, że warto zapytać Waszego fachowca czy nie podjąłby się takiego zadania, bo naprawdę nie nalezy do trudnych. Jakością blat równa się kamieniowi, a cenę ma niższą. Czego więcej chcieć?

W związku z tym, że byłam zmuszona zmienić zlewozmywak, zdecydowałam lekko zaszaleć i kupiłam porcelanowy zlew Domsjo z IKEI. Jest on większy niż przeciętny zlew i wystaje poza linię mebli od frontu co sprawia, ze kuchnia nabiera charakteru retro. Jest on też wygodny w użytkowaniu. W mojej kuchni oznaczało to równoczesne poszerzenie szafki pod zlewem i dobranie nowych frontów drzwiczek. Niestety dopasowanie identycznego forniru jest niemożliwe, zwłaszcza do kuchni, która ma parę lat. Odcień zawsze będzie się różnił. Wybrałam więc najtańszy szaro-srebrny laminat i dodatkowo wymieniałam za 60 zł cokół w całej kuchni na srebrny, aby motyw ten powtórzył się. Myśle, że wyszło całkiem zgrabnie.

Modnym elementem jest ściana, na której można pisać kredą. U mnie dość wąska, ale to główny element dialogu całej mojej rodziny. Zapisujemy tu wszystko co niegdyś, zanim weszła moda na zabudowane lodówki, można było przyczepić magnesem na drzwi od niej 🙂 Ściana dodatkowo jest pomalowana najpierw farba magnetyczną firmy Flugger, co daje możliwość używania w/w magnesów!

Moim ulubionym elementem są jednak stół i krzesła. Stół udało mi się kupić z ogłoszenia za 100zł. Był w dość dobrym stanie, więc wystarczyło pomalować go na biało. Krzesła z okresu międzywojennego to zdobycz z gdyńskich wystawek. Po zeszlifowaniu politury do drewna, obiciu szarym lnem i dodaniu srebrnej ćwiekowej taśmy ozdobnej – stanowią serce salonu i całego mieszkania. Całość uwieńcza lampa, która przywędrowała z nami z poprzedniego mieszkania, choć chyba niedługo zostanie wymieniona na inną.

Zapraszam do ogladania zdjęć i zachęcam do dopieszczania Waszych gniazdek. Miło wraca się do czystego, ładnie urządzonego domu, a jeszcze milej jeśli mamy świadomość, że zmian choć częsciowo dokonaliśmy własnymi rękami!

fot. Magdalena Płoszaj

 

asia real