Wiosenne porządki-nietypowo

Godzina zero nastała, a wraz z nią ostateczny koniec z wszelkimi przejawami wymówek. Próbowałam już wszystkiego. Regularne bieganie-poza kontuzją kolana spowodowaną uskutecznianiem amatorskich sposobów na przebycie ośmiu kilometrów po lesie- nic z tego nie wyszło. Potem była dieta i trener personalny. Wspaniały człowiek, cierpliwy, wymagający…ale nie przetrwał wstawania trzy razy w tygodniu na szóstą rano, by potowarzyszyć mi na siłowni. Jaka byłam zrozpaczona, kiedy mi o tym powiedział. Tak dobrze mi szło…i znowu klaps. Zasiadłam w listopadzie na sofie i tak zostałam na niej aż do lutego, oglądając powtórki kuchennych rewolucji. Brzmi jak słaby żart? Niestety to smutna prawda, historia z życia wzięta. Tak więc…wnioski. Już dziś wiem, że cudów nie ma i tylko połączenie wysiłku fizycznego i totalna zmiana nawyków żywieniowych doprowadzić mnie może do „planu bikini". 

Zapewne każda z Was znajduje się co sezon w tym samym punkcie, w którym jestem aktualnie ja. Nie ważne, w jakim wieku jesteśmy, z jakim bagażem życiowym, czy mamy dwójkę dzieci, czy kota, psa, pracę, szkołę-każda z nas marzy, by wraz z nadejściem wiosny włożyć na siebie wystrzałowe jeansy. Przeszkód na swojej drodze napotykamy tysiące, a tak naprawdę wszelkie ograniczenia stwarzamy sobie sami w głowach. A to czas, a to zmęczenie po dniu, które nie pozwala nam na podejście z entuzjazmem do wysiłku fizycznego. Znalazłam na to sposób i mam nadzieję, że i Wy z niego skorzystacie. 

Moja mała domowa siłownia, bo do tego zmierzam, zajmuje w domu około cztery metry kwadratowe. Nie przeznaczyłam na nią dodatkowego pokoju, nie przeprowadzałam żadnych remontów, a co najważniejsze, dedykowany na ten cel budżet należał zdecydowanie do tych rozsądnych. Sprzęty do ćwiczeń, jakie udało mi się zebrać, są raczej nieskomplikowane, proste w użyciu i poza piłką-nie zajmują dużo miejsca. Pozostaje tylko naładować akumulatory odżywczym śniadaniem i do dzieła.

 W skład wyposażenia mojej domowej siłowni wchodzą: piłka -33 zł, mata do ćwiczeń-31 zł;  kółko do ćwiczeń-34 zł ; skakanka26 zł, twister obrotowy-27 zł ; ekspander gumowy-24 zł. Te i inne przyrządy możecie kupić w sklepie Kronos-shop. W ofercie znajdziecie również masę innych produktów, które idealnie sprawdzą się w domowych miejscach do ćwiczeń. Marzy mi się jeszcze bieżnia…ale powoli. Przebrnę najpierw przez podstawowy zestaw ćwiczeń.

Powiadają, że zrzucanie wagi to proces. Nic nie dzieje się samo, a zdrowa dieta to połowa sukcesu. Nie należy się głodzić, lecz postawić na regularne zdrowe posiłki, wykluczyć z diety cukier, nie najadać się tuż przed snem i pilnować by nasze śniadanie było zdrowe i pożywne. Swoją przemianę zaczynam od sokowego detoksu. Od dziś przez siedem kolejnych dni planuję wypijać pięć soków owocowo-warzywnych dziennie, samodzielnie przygotowanych w domu. Takie oczyszczenie można wprowadzać do diety raz na kwartał-nie częściej. Wiem na pewno, że każdy powinien podejść do tego tematu indywidualnie. Jestem ciekawa jakie Wy macie sposoby na wiosenne porządki.  Mam nadzieję, że uda mi się przetrwać. Trzymajcie za mnie kciuki: ).

beata kwiatkowska

kuchnia na każdą kieszeń

Kuchnia to serce domu. Chyba nie ma osoby, która nie ma żadnych marzeń co do kuchni. Nawet jeśli jest ona mała, nawet jeśli nie gotujemy to zawsze mamy jakieś wyobrażenie i wymagania co do tego wyjątkowo ważnego pomieszczenia. Projektując, kierujemy się złotą zasadą trójkąta roboczego. To jest raczej niezmienne. Mimo wszystko trend, aby aneks kuchenny nie zwracał na siebie uwagi bardziej niż salon, bardzo mi odpowiada. Pozwala to na wprowadzenie elementów nietypowych, zmiękczenie tego technicznego w swym charakterze pomieszczenia. W końcu serce jest żywe, jest miękkie, rusza się, napędza całe ciało, więc ograniczenia go do jednej funkcji byłoby niesprawiedliwe.

Jeśli marzy Wam się udomowienie i ocieplenie Waszych prostych szafek kuchennych, zalecam trzy zabiegi:

1. Zrezygnujcie z szafek wiszących.

Rozumiem, że nie zawsze jest to możliwe. Przy standardowej wielkości mieszkania nie jest łatwo wygospodarować miejsce dla niemałej ilości sprzętów kuchennych. Warto jednak zrobić porządek, zostawiając w domu najpotrzebniejsze przedmiot i tym samym sprawić, by aneks nabrał bardziej charakteru kredensu lub meblościanki niż przytłaczającej wnętrze zabudowy. To sprawi, że będzie spójny się z sąsiadującym salonem i stanowiąc jego integralną część. Pomieszczenie będzie się też dzięki temu wydawało większe. Szafki górne ograniczają przestrzeń, zabierając sporą część kubatury. Jeśli jest to niemożliwe wymieńcie, choć część szafek na otwarte półki. Zabudowa dzięki temu stanie się po prostu lżejsza.

2. Wprowadźcie zieleń.

Skoro macie już otwarte półki to można na nich postawić kwiatka : ) Dekoracja raczej nietypowa, chyba że jest to bazylia, mięta lub rozmaryn. Kaktus, sukulent czy inna zielona roślina doda życia prostym szafkom. Doda też koloru, bo nasze kuchnie są przeważnie białe lub szare. Zestawienie ich z zielenią działa bardzo na ich korzyść. Dla odważniejszych polecam prosty wazon i uzupełnianie ich regularnie świeżymi roślinami, które znamy jako ozdoby do bukietów, o których pisałam na blogu w lutym.

3. Postawcie na uchwyty.

To tak naprawdę jedyny dekor kuchni, jeśli mamy proste szafki. Wybór na rynku poszedł niesamowicie do przodu. Skórzane uchwyty, za które zapłaciłam krocie blisko trzy lata temu – dziś możemy kupić w IKEA. Złoto jest też bardzo modnym dodatkiem. Im bardziej oryginalnie, tym lepiej. Puśćcie wodze fantazji i pozwólcie sobie na odrobinę szaleństwa. Nawet jeśli moda się zmieni, uchwyt możecie sami wymienić na nowy niedużym kosztem.

Zapraszam do oglądania ciekawego wnętrza oraz tradycyjnie już recepty na ożywienie wnętrza w rozsądnym budżecie. Jestem ciekawa czy któreś z moich rad uwzględnicie podczas wiosennych remontów w Waszych domach?

uchwyt: tańszy / droższy ; półka: tańsza / droższa; sztućce: tańsze / droższe; wazon: tańszy / droższy;

krzesło: tańsze / droższe

źródło: fb architektura wnętrz

asia real

motlava

Bohaterem dzisiejszego posta jest restauracja, którą prezentowałyśmy na łamach bloga już w ubiegłym roku. Wówczas pisałyśmy o niej z punktu widzenia projektanta, wszak miałyśmy wielką przyjemność zaprojektować wnętrze Motlavy. Do samego projektu mamy duży sentyment. Właścicielami restauracji są nasi bliscy znajomi, małżeństwo idealne, para pełna energii i wspólnych pasji, którą po wielu latach połączyło codzienne zajęcia z miłością do…kuchni. Zadzwonili do nas pewnego dnia z propozycją współpracy przy aranżacji wnętrza, obdarzyli nas zaufaniem, dali swobodę działania w kontekście pracy nad projektem. Dzięki temu dziś możemy zjeść pyszne jedzenie w cieszącym oko wnętrzu. Wizja była od początku spójna i jasna. Położenie lokalu dopuszczało do myśli jedną właściwą koncepcję nawiązującą ściśle do Gdańska, Motławy i Starego Miasta. To rzeczywiście był strzał w dziesiątkę. Zarówno nazwa Restauracji, jak i materiały we wnętrzu utrzymują klimat tego, co dzieje się w najbliższej okolicy. Dziś opowiemy Wam ciut więcej o tym miejscu, już nie z perspektywy projektanta, tylko gościa. 

Na stronie internetowej Restauracji, można przeczytać o historii nazwy rzeki „Motlava”, ktora w takim brzmieniu po raz pierwszy pojawiła się w dokumentach z 1280 r. Obecnie Motława przepływa przez Gdańsk, w którym od średniowiecza znajdował się port morski. W porcie tym wymieniano nie tylko towary, ale i kulturowe nawyki z całej Europy. Tradycyjne podejście właścicieli ma swoje odzwierciedlenie również w menu Restauracji. Wielbiciele i smakosze polskiej kuchni będą mogli rozpieścić swoje kubki smakowe, degustując wyśmienity żurek lub białą kiełbasę, przygotowaną według autorskiego przepisu kucharzy Motlavy. Nie bez powodu piszę Wam o tym. Od dwunastego marca, można składać zamówienia w restauracji na świeże, wyrabiane według własnego przepisu nie tylko żurek i kiełbasę, ale również pasztety, faszerowane jajka i inne świąteczne potrawy, do czego Was namawiam. Smak potraw zdecydowanie jest tego warty.

Z Mają nie widziałyśmy się długo, tym bardziej miło było móc znowu spotkać się, by porozmawiać o tym, co słychać u nich po prawie roku działania Motlavy, jak czuje się w nowej roli restauratorki. Opowiadała o tym, kto do nich zagląda i o stałych klientach, którzy odwiedzają ich nie tylko przez wzgląd na kuchnię. Sama nie wiedziałam, że restauracja ma też w swojej karcie tak bogatą ofertę win. W moim odczuciu klimat, jaki panuje z Motlavie, skutecznie obala mit o kulturze polskiej kuchni dziś. Do tego miejsca możemy przyjść ze znajomymi nie tylko po to, by najeść się do syta. W Motlavie miło można spędzić czas również w porze wieczornej, by przy ciepłej przekąsce i smakowitym winie (osobiście polecam Albret French Oak Crianza D.O. Navarra Hiszpania). 

Jestem bardzo ciekawa Waszych wrażeń z fotorelacji. Mamy nadzieję, że zachęciłam Was do odwiedzin Motlavy…do zobaczenia!

beata kwiatkowska

Dzień Kobiet

Jak zwykle zaczęło się niewinnie. Miałyśmy celebrować nadejście marca i wiosny. Jak to bywa w naszym klimacie, w drodze na zaplanowany babski piknik zaczął padać śnieg. Na początku niewinnie, potem coraz mocniej, po chwili masywne płaty śniegu spowiły cały park. Wybór był prosty: idziemy do domu albo jak zwykle wyciskamy jak najwięcej z życia i dostosowujemy się do zaistniałych przeciwności! Dojechałyśmy do najpiękniejszej części Gdyni, Orłowa, gdzie pod zadaszonym wejściem do drewnianej szopy rozłożyłyśmy koc, wyjęłyśmy termos, ciastka i wino. Nie od dziś wiadomo, że najlepiej plotkuje się na łonie natury, prawda? 

Dla tych, którzy nie czytają bloga od początku, opowiem w skrócie, że poznałyśmy się w korporacji. Beata była moją szefową stosunkowo krótko. Czas był jednak wystarczający, byśmy już wtedy zorientowały się, że nadajemy na tych samych falach. Szczególnie kiedy obie po godzinach regularnej pracy zasuwałyśmy do znajomych, by służyć im poradą dekoratorską w ich własnych domach. Beata spodziewała się wówczas pierwszego dziecka, dlatego udała się na urlop, zaraz po zakończeniu mojego okresu próbnego. Przed samym rozwiązaniem zadzwoniłam sprawdzić co u niej słychać i od słowa do słowa stwierdziłyśmy, że nadszedł czas, by nasze uprzednio czysto amatorskie zamiłowanie do wnętrz, przemienić w sposób na życie. Postanowiłyśmy połączyć siły, a że jesteśmy raczej z tych, co działają żwawo, po pół roku biuro było gotowe, a my miałyśmy pierwsze zlecenia.

Nasze podejście do prowadzenia firmy bardzo się zmieniło, odkąd ją założyłyśmy. Można je podzielić na trzy etapy. Pierwszą była faza ekscytacji. Cieszyłyśmy się niesamowicie, że jesteśmy „na swoim". Wyobrażałyśmy sobie codzienne lunche na mieście, chodzenie do pracy na dowolną godzinę, jednym słowem-wolność i swoboda. Zderzenie z rzeczywistością było dość szybkie. Zorientowałyśmy się, że pracując w taki sposób, nie zajdziemy daleko. Wtedy przeszłyśmy do fazy pracy niemal 24h/dobę. Przyznaję, dało to pożądany efekt. Firma się rozwijała, ale jednocześnie my nie mogłyśmy pojechać nawet na wakacje, miałyśmy coraz mniej czasu dla siebie, dla rodziny, która powoli zaczynała nam się jeszcze bardziej powiększać. Nasza przyjaźń też zaczęła ciut na tym cierpieć, bo miałyśmy czas rozmawiać ze sobą tylko o pracy. Zupełnie nie tak to sobie wyobrażałyśmy. Punktem kulminacyjnym w naszym życiu była również decyzja prowadzeniu bloga. Ten pomysł uratował naszą codzienną rutynę, pozwolił znaleźć czas na rozwój artystycznych dusz, podczas codziennego poszukiwania nowych tematów na wpisy dla Was : )

Od jakiegoś czasu mam jednak wrażenie, że wkroczyłyśmy w nowy etap. Szukamy czasu dla naszej dwójki, w biurze rozmawiamy częściej o prywatnych problemach i radościach. Chodzimy też czasem na randki. Beata wyszła wręcz z propozycją, żeby raz w miesiącu wyszukać ciekawe wydarzenie w Trójmieście, na które możemy się wspólnie wybrać. Pomysł rewelacyjny, bo oprócz tego, że odżyjemy jako przyjaciółki, to również odżyje nasze życie kulturalne. 

Dziś serwujemy Wam dawkę pozytywnych zdjęć z pikniku, życząc Wam tego, abyście dbały o siebie i bliskie Wam koleżanki.

…a najpiękniejsze jest to, że w samym środku sesji wyszło słońce!!! Wszystkiego najlepszego Kochane Kobietki!

koc/ kosz piknikowy/ poduszki/ lampion/ podstawka 

asia real