Co czytamy

Domowa biblioteka zajmuje u nas coraz więcej miejsca. Niektóre pozycje są pamiątką z podróży, inne zostały sprezentowane przy okazjach wyjątkowych. Zawsze najbardziej cieszę się z niespodzianek w postaci, książki lub albumu o wnętrzach i chętnie sama kupuję takie prezenty. To trochę jak z biżuterią i czekoladkami u większości kobiet. Cieszy oko i zmysły, pozwala zatrzymać się na chwilę, poczuć wyjątkowo i przenieść się do innego świata.

Jak dobrać odpowiedni album i czym się zasugerować wybierając dane wydanie? Z pewnością najbardziej ponadczasowe są i w tym przypadku, wnętrza minimalistyczne i monochromatyczne. Przetrwają dłużej, tym samym dłużej posłużą nam jako podręczny pomocnik dekoracji wnętrz. Inspiracje do modnych wnętrz możemy również na bieżąco czerpać z czasopism. Trafnie wybrana książka to nie wszystko. Równie ważna dla mnie jest atmosfera, w której spędzam z nią czas. Już wiele lat temu w Meksyku, w którym przeżyliśmy z Mężem pierwsze miesiące wspólnego życia, miałam taką refleksję. Wiele godzin spędziłam w księgarni Ghandi – raju dla książkomaniaków. Ogromna loftowa powierzchnia, podzielona na działy tematyczne, z patio oraz pufami i kanapami, gdzie można było napić się kawy i oglądać albumy cały boży dzień. To była moja mała wersja raju. Dzięki temu nie tęskniłam tak za domem i łatwiej odnalazłam się w nowej rzeczywistości. U nas jeszcze wtedy nie było takich miejsc, tym bardziej dziwił mnie fakt, że mogę dniami oglądać i wybierać co mi tak naprawdę odpowiada, co chciałabym zabrać do domu i mieć w naszej domowej biblioteczce. Wciąż myślę, że kiedyś mogłabym stworzyć właśnie takie miejsce w Trójmieście…księgarnię, która jednocześnie byłaby miejscem spotkań z książką, ze sztuką…może kiedyś uda się to marzenie spełnić.

Dziś przedstawię Wam 3 pozycje, które ostatnio zawitały do naszego domu. 

Pierwsza to pozycja od Label Magazine – & Living. Tym razem przedstawiają nam nowoczesne domy i przestrzenie. Dla niektórych mogą wydawać się dość surowe, ale to właśnie ta prostota zapewnia im ponadczasowość.

Kolejny łup udało mi się kupić podczas wizyty w sklepie Westwing w Warszawie. Bohemian Modern autorstwa Emily Henderson wpisuje się w modny i szeroko promowany również na Westwingu styl Boho we wnętrzach. Ja się w nim zakochałam, chętnie też podpatrzyłam jak kolor we wnętrzu może dodać energii i pomóc nam przygotować się na przyjście wiosny. To też rewelacyjny pomysł na prezent w tym sezonie. 

Ostatnia pozycja powinna pojawić się w domu każdego miłośnika skandynawskich wnętrz. Ich odmiana w czystej formie zdobi każdą kolejną stronę obszernego albumu Northern Delights od rewelacyjnego wydawnictwa Gestalten.  To wnętrza, do których wracam i wracać będę. Spokojne, stonowane, dużo w nich drewna, prostoty, ikon designu i ciepła…. chyba to ciepło w domu mimo wszystko jest najważniejsze. Pozostaje mi tylko zaparzyć sobie kawę i oddać się lekturze!

asia real

Urban Jungle

Figowiec lirolistny znalazł się w czołówce najmodniejszych roślin domowych. Jeśli sami korzystacie z Pinteresta lub Instagramu, z całą pewnością zauważyliście ten egzemplarz w roli dopełnienia wielu unikatowych ujęć. Nie bez powodu uznawany jest za najpiękniejszą odmianę tej rośliny. W moim domu znalazł się przypadkiem. Dokładnie tak samo, jak poprzedni okaz z pierwszego posta cyklu Urban Jungle. Był ustawiony w koszu wraz z uschniętymi goździkami, miał połamane liście, co tłumaczyło, dlaczego kosztował niecałe dziesięć złotych. Zabrałam go do domu i ku mojemu zdumieniu zregenerował się w niecałe trzy miesiące. Liście, które kształtem przypominają skrzypce, osiągają długość trzydzieści centymetrów. Odmiana tej rośliny pochodzi z Afryki Wschodniej. Preferuje duże jasne pomieszczenia, pewnie dlatego w moim salonie czuje się bardzo dobrze, co widać po jego dość szybkim, jak na przeciętna roślinę doniczkową, wzroście.

Ficus lyrata dobrze rośnie w miejscach oświetlonych, lubi ciepłą temperaturę około dwudziestu stopni Celsjusza. Preferuje wilgotne powietrze. Zimą, gdy w mieszkaniach jest sucho, wówczas przynajmniej raz na cztery dni zraszam roślinę delikatną wodną mgiełką. Dodatkowo liście zawsze potrzebują regularnego mycia i zraszania, jednak w okresie innym niż zimowy, można robić to ciut rzadziej. Podobno Ficus lyrata jest wymagającą odmianą i rośnie dość wolno, co w moim przypadku nie potwierdza się zupełnie. Młode okazy należy palikować, by ich wiotka na początku łodyga nie przekrzywiała się, chcąc wychylić się bardziej w stronę światła. Roślinę należy podlewać średnio obficie, utrzymując wilgoć. Roślina sama sygnalizuje nam, kiedy potrzebuje zmiany w pielęgnacji. Na zbytnie nawodnienie reaguje brązowiejącymi liśćmi, a na brak światła po prostu je gubi.

U nas znalazł miejsce w sąsiedztwie szafki stojącej pod telewizorem. Rośnie w niezwykle praktycznej doniczce z IKEA (seria PS). Wyjątkowo dobrze reaguje na muskającą jej liście piłkę i jest łaskawa dla ocierającego się o nią psa. Polecam wszystkim, którzy twierdzą, że do roślin nie mają ręki. Na pocieszenie dodam, że sama do nich należę.

 

Zimowy bukiet

Zieleń wkracza nie tylko do naszych donic, pojawia się regularnie w naszych szafach, na nadrukach na meblach, tekstyliach domowych.

Niedawno pisałam Wam o trendzie Wabi Sabi. Ukochanie niedoskonałości regularnie widoczne jest na naszych sesjach, zresztą nie tylko naszych…od dawna króluje na blogach. Użycie wiązanki kwiatów jako ozdoby nabrało zupełnie innego charakteru. Bukiet równo przyciętych róż, tulipanów czy nawet goździków można spokojnie zastąpić naturalnymi kompozycjami. Jak taki efekt uzyskać zimą?

Mam na to dwa sposoby. Pierwszy realizuję podczas spaceru w lesie lub przechadzki w ogródku. Zima nie sprzyja bujnej roślinności, dlatego właśnie przeważająca większość roślin, które wybrałam do ogrodu, jest zimozielona. Iglaki niestety nie do końca mi odpowiadają, wolę miękką formę roślin liściastych. W moim ogrodzie przeważa laurowiśnia. W trzy lata urosła w wielu miejscach do rozmiarów bardzo dużych krzaków, osłoniła nas od ulicy, przyozdobiła całą boczną fasadę domu. Ucięte gałązki wytrzymują nawet do 2 tygodni w wodzie. Polecam szklane, przeźroczyste wazony, dodają lekkości przyciętym gałązkom. Ususzone też całkiem fajnie się prezentują.

Drugim sposobem jest wycieczka do pobliskiej kwiaciarni i zakup dodatków do bukietów. To właśnie amarantus, monstera, lawenda, gipsówka- sprawią, że Twój dom będzie wyglądał, jakbyś właśnie wróciła ze spaceru po łące. Najbliżej mojego domu, genialnie zaopatrzoną w zaskakujące i bardzo plastyczne przyozdobienia jest kwiaciarnia Narcyz w Gdyni, którą gorąco polecam.

Jeśli planujemy taki bukiet sprezentować, fajnie przyozdobić go naturalnym sznurkiem, bibułą lub papierem ozdobnym, owinąć w jutę ogrodniczą, lub wpleść materiałową wstążkę. Dodatek w formie zdjęcia uzupełni naszą stylizację i będzie piękną pamiątką. Miłośnikom polaroidów z pewnością pomysł się spodoba. 

Czy udało mi się pzekonać Was do zimowej przechadzki po lesie? 

 

asia real

Balonowe Walentynki

Nareszcie Walentynki. Czas miłości, uczuć, ciepła, docenienia drugiej osoby, a często samego siebie. Dzień, w którym wszyscy są dla siebie mili, w którym znajdujemy chwilę, by wybrać się na wspólną kolację lub przygotować taką w domu. To okazja, która sprzyja miłości w każdym wydaniu-miłości do męża, chłopaka, również do przyjaciela, dziecka i w końcu domowego pupila…czemu nie : ) Uwielbiam to święto za to, że każdy, bez względu na wiek, płeć i status, może się nim cieszyć w swój indywidualny sposób.

Walentynki obchodzone są w Europie południowej i zachodniej od średniowiecza. Do pozostałej części kontynentu dołączyła znacznie później. Brytyjczycy uważają to święto za własne, jednak można doszukać się jego zaczątków już w starożytnym Rzymie, kiedy w podobnym terminie szukano wybranki swego serca poprzez losowanie jej imienia ze specjalnej urny. W Polsce znaczenie Walentynek umocniło się w latach dziewięćdziesiątych, a moda na miłość z upływem lat nabiera coraz większego znaczenia. I tak zbliżamy się do kontrowersyjnego tematu, a mianowicie globalnej i wszechobecnej komercjalizacji święta. Niestety wielu przeciwników bojkotuje Walentynki z uwagi na rosnące w siłę uhandlowienie czternastego lutego. Czy jednak jest sens  by się na tym koncentrować? Każdy powinien czerpać z Walentynek to, co dla niego jest najlepsze. Jeśli ktoś lubi swetry i piżamy w serca-proszę bardzo, niech w nich wystąpi tego dnia i wyposaży dodatkowo sypialnię w serduszkową pościel. My skupmy uwagę na tym co naprawdę nas cieszy. Jak mawiała moja babcia-każda okazja jest dobra, by ją celebrować…a niech pierwszy rzuci kamieniem, kto uważa, że wszechobecne na witrynach sklepów serca nie wprowadzają unikalnego klimatu :  )

W tym roku mam dla Was niezwykłe Walentynkowe DIY. Miłosne kupony, na których możemy pisać wszystko, co przyjdzie nam do głowy. Wyznać uczucie, powiedzieć komplement lub podarować voucher na poranny masaż. Do realizacji potrzebujemy:

– balonów (nie muszą być to balony w serca, choć prezentują się pięknie)

– wstążkę

– kartonowe bileciki (możemy je sami wyciąć z tektury lub kartek albo kupić w sklepie)

– pisak

– hel lub taśmę dwustronną, którą przyczepimy balony do sufitu

Teraz pozostaje tylko dać upust swojej wyobraźni i działać według własnej fantazji. Pracy niewiele, a miłosny efekt gwarantowany. Zobaczcie jakie to proste.

Napiszcie, jakie macie pomysły na spędzenie tego dnia, moze uda Wam się zainspirować innych czytelników. 

beata kwiatkowska