Gdzie to słońce?

Napisała Asia @ Listopad 28, 2017

Czy Wy też tęsknicie trochę za słońcem? Nie chcę narzekać, lubię jesień, nostalgia jest wpisana w naszą kulturę, jednak szarość króluje od wielu sezonów we wnętrzach, w modzie i jak to zwykle w Polsce króluje tez za oknem. Postanowiłam przełamać ten brak koloru! Wybrałam się do salonu Abacosun. Powiem Wam szczerze, nie była to moja pierwsza i na pewno nie ostatnia wizyta w tym miejscu. Nie jest to typowy salon odnowy jaki spotykam na każdym kroku. Nie znalazłam tutaj sterylnego wystroju, przepełnionego białymi dodatkami, ścianami oraz wyposażeniem, które zlewa się ze ścianą. Nie wiem jak Wy, ale ja źle się czuję w takich miejscach. Salon urody powinien dla mnie emanować dobrą energią, gdzie mogę odpocząć, naładować baterie. Taki spokój odnalazłam zaraz po wejściu do tego pięknego moim zdaniem wnętrza . Jest ono całkowicie inne i niespotykane w innych salonach. Od razu wyobraziłam sobie, że jestem w innym świecie, na wakacjach, a nie w pochmurnym, listopadowym Trójmieście. Całkowicie straciłam poczucie czasu. Z każdej strony otaczały mnie kolorowe płytki, w których się zakochałam. Bogactwo barw oraz kształtów od razu pozytywnie mnie nastawiło. Poczułam się jak na południu Hiszpanii. Odczuciami trafiłam w założenia salonu. Charakter wnętrza miał oddawać atmosferę panującą w Andaluzji, nawiązywać do pałaców w Alhambrze i Sewilli. Boże jak mi się zachciało wakacji!

Dotychczas nie wiedziałam, że Instytut Abacosun istnieje już od ponad 10 lat. W swojej ofercie ma ogromny wachlarz usług, kosmetyków oraz zabiegów. Jednak największym zaskoczeniem okazał się dla mnie fakt, że instytut oferuje nowoczesne technologie oraz własne opatentowane urządzenia. Nie jest to spotykane w każdym salonie.

Po wizycie w tym miejscu dostałam nowej energii do działania. Nie jest to tylko zasługa zabiegów, ale również wnętrza, które mnie ujęło. Chwila relaksu była mi potrzebna, ponieważ ostatnie dni były bardzo pracowite i nawet nie miałam czasu w spokoju wypić kawy.

Zastanawiałam się ostatnio nad upominkami świątecznymi i chyba znalazłam idealną propozycję na prezent. Asia chodzi wykończona, Daria i Weronika oraz ich zespoły też nie czują się lepiej. Myślę, że sprezentowanie chwili relaksu osobom, które są mi bliskie będzie wspaniałym pomysłem. Bo w końcu, kto z nas nie chciałby się zrelaksować i przenieść chociaż na chwilę do innego, cieplejszego świata tak odmiennego od tego co mamy za oknem.  

A Was co isnpiruje do szukania nowych destynacji wakacyjnych?

 

beata kwiatkowska

W poszukiwaniu świątecznego spokoju

Napisała Asia @ Listopad 25, 2017

Co u Was słychać? Gonicie już Mikołaja? W związku z tym, że w zeszłym roku spędziliśmy święta w Meksyku to nie przystrajaliśmy domu i cały świąteczny klimat mi lekko umknął. Ten rok była dla mnie wyjątkowo ciężki, zarówno prywatnie, jak i pracowo. Od wielu tygodni szukam balansu. Najgorszy okres za mną, ale zdecydowanie jest to proces. Jedną ze zmian, którą postanowiłam wprowadzić to wolne piątki. Pozwala mi to zrobić zakupy na ryneczku, dzięki czemu łatwiej dbać mi o zdrowie moje i mojej rodziny. Warzywa są zawsze świeże, ryby prosto od rybaka, no i sam rytuał rozmowy ze znanymi sprzedawcami, pozdrawiania ich co tydzień i odkrywania coraz to nowych pyszności koi moje nerwy. Po wizycie na rynku czasami udaje mi się wyrwać godzinkę, żeby pójść nad morze lub kawę. Ostatnie parę razy towarzyszył mi mój Przyjaciel Gaweł. Kiedyś mieszkaliśmy razem, jednak w codziennym życiu mamy coraz mniej czasu na spotkania. Te wspólne piątki to swoista terapia i sposób na powrót do równowagi. Mamy te same zainteresowania, rozmowy o niczym i wszystkim pozwalają się oderwać od codziennych problemów. Taka nowa świecka tradycja…..

W tym tygodniu wybraliśmy się do Drukarni na ul. Mariackiej w Gdańsku. Miejsce spokojne, w moim klimacie no i to ciasto czekoladowe z toffi! Palce lizać!

Po kawie postanowiliśmy wybrać się na poszukiwania świątecznego klimatu. Przeczytałam, że ludzie, którzy wcześniej przystrajają domy na święta są szczęśliwsi. Brzmi banalnie, ale czemu nie spróbować. Od tygodnia puszczam w domu płyty winylowe z świątecznymi piosenkami, w weekend mam zamiar wyciągnąć ozdoby i zacząć dekorować nasz dom. Mam nadzieję, że dzięki temu uniknę świątecznej gorączki i po 20-stym grudnia będę wyłącznie pić gorącą czekoladę i przystrajać z dziećmi pierniki.

Ostatnio ktoś mnie spytał co mi daje szczęście. Smutne było to, że nie potrafiłam odpowiedzieć. Wiem, że są to wyjazdy do naszego domku nad jeziorem, ale w zimie jest to niestety niemożliwe. Dlatego trochę przyglądam się sobie i staram szukać tych małych przyjemności. Wystawy i kontakt ze sztuką zdecydowanie przynosi ten spokój. Dlatego po kawie wybraliśmy się na chwilę do Gdańskiej Galerii Miejskiej. Wiedzieliście, że Gunter Grass oprócz pisania również tworzył litografie? Możecie je podziwiać w przestrzeni na ul. Szerokiej  w Gdańsku.

Po takim poranku miło jest wrócić i popracować w domowym zaciszu. Nasz zawód wymaga ciągłych inspiracji i trochę ciężko ją znaleźć siedząc wiecznie w biurze. Ważne jest też, aby nie stracić radości z tego co się robi. Mamy z Beatą to szczęście, że nasze hobby stało się pracą, ale to hobby również trzeba pielęgnować, bo inaczej stanie się tylko pracą.

A Wy jakie macie rytuały, które pomagają Wam przełamać codzienną rzeczywistość?

fot. Gaweł Czajka

asia real

Now in stores

Napisała Beata @ Listopad 22, 2017

Co by nie mówić, jak by nie kochać świąt i jak wiele cierpliwości by nie mieć do grudniowej gonitwy, nie znam istoty, która lubi szał zakupów prezentów, zwykle robionych na ostatnią chwilę, z mocnym akcentem stania w kolejkach do kasy włącznie. Od lat staram się do końca listopada zgromadzić prezenty dla wszystkich, by nie utonąć w amoku nieprzemyślanych zakupów. Przeszłam się do sklepu i specjalnie dla Was wybrałam kilka pomysłów na designerskie prezenty, które w większości nie kosztują więcej niż 50 zł. Modne, ponadczasowe dodatki do mieszkania ucieszą każdego. Dziś w propozycjach na prezent dla najbliższych mam dla Was akcesoria w najmodniejszych w tym sezonie materiałach i kolorach: zieleń, przybrudzone złoto, czarny metal w połączeniu z lustrzanym detalem. Eleganckie, proste detale wpasują się w każdą przestrzeń.

Bardzo proszę, oto przepis na aranżację: Poduszka – 45 zł, wazon – 24.95 zł , kwiat – 9.95 zł , świecznik – 8.50 zł , ramka – 24.95 zł , mix świec – 16.50 zł , panel lustrzany – 34.95 zł, koc/pled – 85 zł.

 

Podzielcie się swoimi pomysłami na unikanie zatłoczonych sklepów i realizowanie zakupów tak, by wszystkich zadowolić i nie zbankrutować jednocześnie : )

beata kwiatkowska

 

 

Pieskie życie

Napisała Beata @ Listopad 19, 2017

Niebawem miną dwa lata od kiedy Traffka zamieszkała z nami. Niecodziennie zdarza mi się o niej pisać na łamach bloga, ale czas sprzyja poruszeniu tematu zwierzaków w domu. Niebawem święta i zjawisko traktowania zwierząt jak prezent dla dziecka…niestety często bez przemyślenia wszystkich pozostałych aspektów. Niekiedy wymagających wysiłku z naszej strony, często pochłaniających nasz wolny, na wagę złota przy dzisiejszym trybie życia – czas. Opowiem co zmieniło się u nas w domu od kiedy mieszkamy w piątkę. 

Wychowywałam sie wśród zwierząt. Od dziecka były u nas ryby, gady, ptaki, płazy i ssaki, w każdej możliwej postaci. W okresie letnim, moim ulubionym zajęciem było znoszenie chorych ptaszków i kotków do domu, by móc je dokarmić na balkonie i wypuścić na wolność kiedy odzyskały siły. Zatem posiadanie zwierzaka w domu, po rozstaniu się z mieszkaniem rodziców – było tylko kwestią czasu. Nie wyobrażam sobie by moje szkraby wychowywały się bez czworonoga. Nasz pies nie należy do najłagodniejszych w odniesieniu do intruzów, ale ilość palców trafiających do oka i zaglądań do ucha z liczeniem zębów włącznie, sprawiła że dziś Helen, Fil i Traffka są nierozłączni.

Po pierwsze… czas. Czas na spacer, czas na pieszczoty, czas na higienę, czas na karmienie, mycie misek i czas na dziesiątki innych mikro czynności, o których nie wolno zapominać. Można się do tego przyzwyczaić, ale opieka nad zwierzakiem jest niekiedy bardziej zajmująca od opieki nad dzieckiem. Pies nie weźmie sobie jedzenia sam, nie wypuści się na spacer. Ważne by pamiętać o tym na samym początku i zwyczajnie polubić. 

Po drugie miejsce w domu… Każdy z nas powinien mieć swoje miejsce. My mamy sypialnię, dzieci pokoje, goście pokoje gościnne. Dlaczego więc tak często nie bierzemy pod uwagę lokalizacji posłania dla czworonoga, lub w skranych przypadkach – nie myslimy o tym wcale, bo mamy miękki dywan. Sama jestem wymagająca i długo szukałam ładnego psiego legowiska w rozmiarze XL, które dla zwykłego śmiertelnika nie jest z reguły dostępne w sklepie stacjonarnym. Więc postawiłam na internet i wybór padł na legowisko zakotanych (zakotani.eu) , których śmiało mogę Wam polecić. Niezwykle praktyczne, estetyczne i przedewszystkim wygodne. 

Wakacje…i co teraz. Tak właśnie – i co? Fakt- wymaga to większej dyscypliny i planowania, ale dla chcącego nic trudnego. Jak widzicie, nasza sunia nie jest mała, więc problem mamy potrójny. Jeśli jedziemy gdzieś na weekend, o pomoc w opiece nad psem prosimy sąsiada lub przyjaciela. Jeśli wyjeżdżamy gdzieś na dłużej, staramy się zabierać psa ze sobą. Jeśli miejsce na to nie pozawala, bądź jest to podróż samolotem, zapraszamy do domu moją mamę. Wczesniej musimy uprzedzić, by mogła wziąć urlop, ale zdarza się to na tyle rzadko, że nie mamy z tym kłopotu. Co innego, kiedy nie mamy możliwości skorzystania z pomocy najbliższych. Wprawdzie można skorzystać z psich hoteli, ale traktujemy to jak ostateczność. Z pewnością w przyszłości będziemy musieli taką opcję wziąć pod uwagę, ale obecnie nie jestem na to gotowa emocjonalnie. Wszystko w swoim czasie.

Kolejną ważną rzeczą jest niestety dyscyplina i konsekwencja. Zapominamy czasem, że pies – jak dziecko, potrzebuje wychowania. Uczy się wówczas odróżnienia zachowań pozytywnych i tych na które w żadnym wypadku nie można sobie pozwolić. Nie ma złych psów. Są tylko źle ułożone przez ich właścicieli/rodziców. Dokładnie tak jak z dziećmi. Miałam kiedyś psa rasy amstaff – muchy nie skrzywdził, bronił nas i nie spuszczał z oczu. Ludzie dziwili się – wszak rasa uznana za jedną z najbardzej niebezpiecznych stałą się w naszym domu kanapowcem. Taką samą sytuację mamy dziś. Nasz owczarek – fakt, nie przepada za niechcianymi gośćmi i broni domu lepiej niż niejeden security system. Kiedy jednak wychodzi z nami – czyli ze swoim stadem na dłuższy spacer, tradcyjnie na piątkową rodzinna kolację do Serio w Gdyni – jest potulny jak pudelek. 

Jestem ciekawa jakie Wy macie doświadczenie ze swoimi psiakami. Podzielcie się swoimi refleksjami dotyczącymi zmian jakie wniosły w Wasze życie. Teraz lecę na spacer do lasu, wszyscy czekają już na mnie i wołają z ogrodu…ze szczekającym psem na czele. I to są właśnie te piękne chwile, po których wycieranie obłoconych łap po gonitwie wśród jesiennych liści, postrzegać można jako przyjemność. Miłej niedzieli!!!