Zmiany, zmiany, zmiany

Napisała Asia @ Wrzesień 24, 2018

 

Dzieci rosną szybko, to fakt, który zauważy każdy rodzic.

Róża urosła wyjątkowo szybko. Ma już 6.5 roku, 134 cm wzrostu i rozmiar stopy 34. Ostatnio była u mnie przyjaciółka o rozmiarze stopy 35 i delikatnie poprosiła, czy nie moglibyśmy zatrzymać dla niej nowych tenisówek Róży, jak z nich wyrośnie, bo bardzo przypadły jej do gustu. Wraz z decyzją, aby poszła do szkoły, przyszła pora na przemeblowanie w jej pokoju. W związku z tym, że nadal mieszka w nim z młodszym bratem, odłożyliśmy w czasie zakup biurka, jednak zmiana łóżeczka była już nieodzowna. Czułam się jak wyrodna matka, tłumacząc jej przez ostatnie kilka miesięcy, że przecież i tak nigdy nie śpi wyprostowana, więc może jeszcze wytrzymać w swoim poprzednim łożu, aż Mamusia dokona wiekopomnego wyboru nowego mebla. Wybór nie była łatwy. Nie chciałam decydować się na sklepy sieciowe, bo wierzę w polskie wzornictwo i lubię poczucie, że je wspieram. Lubię też uczucie, że moje dzieci od małego chłoną specyficzne poczucie estetyki. Nie wiem, na ile to się zda, jak wejdą w okres dorastania, ale sama wierzę, że mój przypadkowy zawód projektanta wyssałam z mlekiem matki, która karmiła mnie wokół antyków i tylko jednej meblościanki. A nóż widelec i moim dzieciom przyda się kiedyś ta zdolność, tak silnie zauważalna w krajach skandynawskich. Wybór padł na sklejkę w naturalnym kolorze, bo wiem, że się nie nudzi i pasuje zarówno do sześcio, jak i piętnastolatki – kwestia doboru dodatków. Po długich zmaganiach wybór padł na My Label i ich proste wzornictwo.

W związku z tym, że Mamusia Róży lubi zestawy, to zaopatrzyliśmy pociechę w nową pościel z mięsistej bawełny, lekką narzutę i pojemnik na zabawki ze skórzanymi uchwytami, takimi samymi jak mamy w kuchni. Motyw leśny już u dzieciaków był, więc bardzo przypasowały nam delikatne nadruki, a Róży szaro różowy kolor narzuty, która również służy jej jako przykrycie podczas drzemki.

Całości dopełniły dodatki w postaci baldachimu zrobionego z naszej moskietiery z podróży do Tajlandii oraz świeżych kwiatów, jak przystało na pokój młodej damy. Nie mogło też zabraknąć klocków z wygrawerowanym jej imieniem, które Tatuś sprezentował jej na pierwsze urodziny.

Powoli przygotowujemy się na kolejny rok, kiedy Leon wyemigruje do pokoju obok, efekty na pewno pokażemy Wam na blogu.

A jak Wy dokonaliście wyboru? Czy Wasze dzieci uczestniczą w procesie projektowania swojego pokoju? Czym się kierujecie?

asia real

table life – zatrzymajmy się na chwilę i wypijmy herbatę

Napisała Beata @ Wrzesień 21, 2018

W ubiegłym tygodniu miałyśmy okazję wybrać się na weekend do Sztokholmu, by zarazić się świeżymi inspiracjami przed sezonem jesienno-zimowym. Staramy się czasem zmieniać otoczenie, choćby na chwilę, by oderwać się od codziennej rutyny. To znacznie ułatwia nasze nastawianie do twórczej pracy i jej kreatywną realizację. Czekając na taksówkę na lotnisko, w recepcji hotelu, w którym mieszkałyśmy, zamieniłyśmy kilka słów z pracującym w recepcji młodym człowiekiem. Niezwykle miłym, uśmiechniętym. Powiedział, że kilka lat temu przyjechał na stałe do Sztokholmu z Australii, dodając, iż różnorodność pór roku, jaką odczuwa w obecnym domu, jest jednym z aspektów, przemawiających za pozostaniem w Europie. Niesamowite – pomyślałam – że to na co my narzekamy, czyli upał w lecie, deszcz jesienią, mrozy zimą … (wiosną raczej nie narzekamy:) dla kogoś innego może mieć zupełnie inne znaczenie. A może to kolejny dowód na to, że każdego dnia w gonitwie za „wszystkim” zapominamy o sobie, o emocjach i typowym dostrzeganiem małych radości?

Ta krótka rozmowa zainspirowała mnie do napisania dzisiejszego postu o tym, jak cieszyć się z nadejścia nowej pory roku i znaleźć plusy przemijającego lata. Czas wydaje się dobry, bo koniec wakacji, bo nowy plan lekcji nasz lub naszych pociech (więc i tak ostatecznie nasz) lub jesienne projekty wdrażane w pracy. Jednym słowem sporo intensywnych zmian, które dynamicznie narzucają rytm naszej już jesiennej codzienności. Jak uratować się przed pogarszającym nasz nastrój, coraz krótszym dniem? Przepis jest niezwykle skuteczny i prosty. Wszak najłatwiejsze rozwiązania są najlepsze, a to wiadomo nie od dziś. Wśród dziesięciu sposobów na zwolnienie tempa i cieszenie się życiem, jeden z moich ulubionych bloggerów i autorów książek Leo Babauta wymienia trzy, które szczególnie warto według mnie pielęgnować:

1. Be present, czyli bądźmy tu i teraz, obecni nie tylko ciałem, ale również naszymi myślami, działaniami i uwagą. 2. Focus on people, nie zawsze spotkania z ludźmi oznaczają spędzanie z nimi czasu, bycie z nimi. Poświęćmy więcej uwagi tym momentom, rozmawiajmy i uczmy się słuchać. To bezcenna umiejętność. 3. Appreciate nature… mamy to szczęście, że Polskie krajobrazy, uchodzą za jedne z najpiękniejszych, szczególnie na przełomach kolejnych pór roku. Naszym zadaniem jest tylko znalezienie kilku chwil w napiętym grafiku, by dostrzec i nauczyć się tym cieszyć.

Nic tak nie jednoczy ludzi ze sobą, jak wspólne posiłki. Od niedawna staram się wygospodarować więcej czasu na spotkania z przyjaciółmi. Wiek moich dzieci zaczyna mi na to zwyczajnie pozwalać. Ukrytym celem koleżeńskich biesiad jest zamiana spontanicznego „how do you do” na wspólny relaks i wypicie herbaty, korzystając jednocześnie z uroków nadchodzącej już jesieni. Zwykle na wspólne drugie śniadanie umawiam się po tym właściwym, domowym. Dziś zrobiłam trochę więcej pancake'ków z syropem klonowym-poranne spełnienie marzeń dzieciaków, dzięki czemu miałam usprawiedliwienie dla kulinarnego grzechu. W domu zawsze mam świeże kwiaty, po prostu je lubię, w komodzie porcelanę Altom z serii Today, której optymistyczny wzór i estetyka, spodki i kubki z widocznym napisem Awesome Today! napawają pozytywnym nastrojem. Do tego świeże jabłka z naszej dzikiej jabłonki i ziołowa herbatka, którą przywiozłam z Juchowa, z tegorocznych wakacji u przyjaciółki. Zaparzona nabiera bardzo żywych kolorów  i wprowadza w dobry humor…zapewne stąd jej nazwa. To wszystko otulone ciepłymi i wzorzystymi tekstyliami, również z kolekcji Today, skusi na wspólne drugie śniadanie każdego. Ewelina, narzeczona mojego brata, która od niedawna jest naszą sąsiadką, podziela mój optymizm: ).

Podzielcie się swoimi sposobami na odnajdywanie małych radości. Czyto to też są wspólne śniadania, lunche, kolacje? Jestem bardzo ciekawa. Ja czekam na kolejną sobotę.

beata kwiatkowska

Interior Doors – Using A Color Other Than White

Napisała Beata @ Wrzesień 19, 2018

Drzwi bezprzylgowe coraz skuteczniej wypierają tradycyjne skrzydło z przylgą. Zanim jednak opowiem Wam o zaletach tego typu drzwi, powinnam wyjaśnić różnicę pomiędzy terminami przylgowe i bezprzylgowe. W przeciwieństwie do drzwi bezprzylgowych te z przylgą wyróżniają się charakterystycznym wykończeniem krawędzi skrzydła z wcięciem, które zachodzi na ościeżnicę. To bardzo popularny, klasyczny model właśnie ze względu na przylgę, która ukrywa zamek. Jeżeli chodzi o drzwi bez przylgi, tak naprawdę sprawa jest bardzo prosta i daje się zauważyć gołym okiem, gdy wie się, na co zwrócić uwagę. W drzwiach bezprzylgowych zawiasy są chowane, nie widać ich po zamknięciu, dzięki czemu ich krawędź jest zupełnie gładka. Takie rozwiązanie pozwala na idealne połączenie się drzwi z ościeżnicą i sprawia, że skrzydło wygląda, jakby miało znacznie masywniejszą krawędź.

Drzwi z przylgą, jak może ktoś Wam podpowiedział, są bardziej klasyczne, co nie zmienia faktu, że i drzwi bezprzylgowe na dobre zagościły już w wielu domach. Warto też dodać, że taki układ jednopłaszczyznowy powiększa optycznie wolną przestrzeń podłogi. Skrzydła o takim profilu krawędzi cieszą się coraz większym zainteresowaniem i uznaniem stąd pomysł, aby pokazać Wam dziś, jak tego typu drzwi prezentują się we wnętrzach o różnym stylu wykończenia.

1. 2. 3. 4. 5. 6.

 

Na zdjęciach przedstawiam Wam drzwi marki Voster, które charakteryzują się masywną konstrukcją oraz wysoką odpornością na uszkodzenia mechaniczne. System zamykania i otwierania opiera się na działaniu dwóch niewidocznych zawiasów 3D, z możliwością regulacji w trzech płaszczyznach. Ponadto drzwi zostały wyposażone w zamek magnetyczny, który umożliwia ciche zamykanie.

1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. 8.

 

W przypadku modelu Rumby drzwi dodatkowo wyróżniają się odważną, rzadko spotykaną kolorystyką. I to kolejny powód, dla którego warto się nimi zainteresować. Urządzając nasze cztery kąty, warto pomyśleć o drzwiach jako o elemencie nie tylko praktycznym, ale i dekoracyjnym. Odpowiednio dobrane skrzydła drzwiowe nie tylko podkreślą aranżację, ale mogą jej także nadać ostatecznego charakteru. Kolor powinniśmy dopasować do całości wnętrza, błędem jest więc sugerowanie się jedynie barwą podłogi lub listew podłogowych. Najpopularniejszym, a także najbardziej uniwersalnym wyborem są drzwi w kolorze białym. Utarło się, że pasują niemal do wszystkiego – doskonale łączą się przecież z białymi obramowaniami okien i pasują do każdego koloru ścian, od śnieżnej bieli, przez delikatne szarości, aż po intensywne, barwne odcienie. Białe drzwi, jak w przypadku modelu Mobi, sprawdzą się doskonale w małych pomieszczeniach, szczególnie jeśli zostaną zestawione z równie białą ścianą – taki przejrzysty i czysty efekt nie przytłoczy wnętrza, a nawet sprawi, że wyda się ono przestronniejsze. Wybierając kolory, zawsze powinniśmy brać pod uwagę metraż pomieszczenia. Na małych przestrzeniach, oprócz bieli sprawdzą się też jasne odcienie drewna takie jak brzoza, jesion czy jasne odmiany dębu, jak w prezentowanym na zdjęciu modelu Bergamo. Stosując wzory drewna w całym mieszkaniu, warto zwrócić uwagę na to, by były ze sobą zgrane. Najważniejszym kryterium wyboru powinny być zawsze indywidualne preferencje – jeżeli Wasza wizja odbiega od reguł standardowego doboru drzwi do wnętrza, posłuchajcie swojej intuicji i wybierzcie drzwi, które najbardziej podobają się Wam! Macie ochotę na szalone, różowe drzwi w białej sypialni? Świetnie! Kreatywne rozwiązania to zawsze doskonały sposób na stworzenie nieszablonowego wnętrza.

 

Jeżeli spodobało Wam się, któreś z prezentowanych przeze mnie wnętrz to dodatkowo przygotowałam produkty, które pomogą Wam w uzyskaniu podobnego efektu w Waszych domach.

Wystarczy, że klikniecie odpowiedni numer z linkiem;)

1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. 8. 9.

beata kwiatkowska

Sztuka stworzenia wspólnej przestrzeni – IKEA 2019

Napisała Beata @ Wrzesień 17, 2018

Niemowlę trzeba nakarmić, dzieci chcą coś namalować, nastolatka domaga się prywatności, a rodzice chcieliby poczytać (choć tak naprawdę powinni trochę popracować). W dużej rodzinie najważniejsze jest stworzenie odpowiedniej przestrzeni – dla każdego z osobna i dla całej gromadki, często w tym samym momencie (i w tym samym pokoju). Takim opisem IKEA charakteryzuje wnętrze jednego z domów w swoim nowym katalogu. Jak co roku – bo stało się to już tradycją, miałyśmy przyjemność wybrać się na premierę nowego katalogu IKEA, która odbył a się w Warszawie. Zaproszeni goście mieli niepowtarzalną okazję zobaczyć na żywo wszystkie siedem domów, prezentowanych w katalogu IKEA. Każda z aranżacji była w jasny sposób dedykowana stylowi i rytmowi życia ludzi, w zależności od ich potrzeb i etapu, na którym aktualnie są. 
#1 Azyl w środku miasta, #2 Ograniczona przestrzeń  bez ograniczeń, #3 Gdy więcej znaczy więcej, #4 Dobre pomysły  – naturalnie!, #5 Pełna chata, #6 Otwórz się  na zmiany, #7 Miejsce  na wielkie pomysły…oto siedem domów, wokół których kręci się życie nowejgo katalogu IKEA. Nowego, nie tylko z uwagi na kolejne świeże wzory. Również z uwagi na świeże podejście do codzienności, do sposobu na funkcjonalność dotychczas istniejących produktów i wreszcie nowego, ponieważ pełnego prawdziwej, namacalnej, bliskiej dla każdego z nas codzienności, w której nie martwimy się, że nasze wnętrza nie są tak uporządkowane, jak te z pierwszych stron gazet wnętrzarskich. 
Najbliższy nam obu chyba, był dom #5 Pełna chata. Czułam, jakby ktoś podglądał, jak żyjemy w naszej rodzinie (model 2+2) i w odsłonie wspomnianej aranżacji odpowiedział ze zrozumieniem na wszystkie nasze potrzeby. Wspólne życie, dzielenie się przestrzenią, radością, troskami, by później zjeść obiad i nakruszyć na rodzinnej sofie – tak właśnie żyje się w moim domu. Mimo że dzieciaki mają swoje pokoje, a my sypialnię, w której również możemy odpocząć od codziennego gwaru, ostatecznie i tak każdy dzień toczy się w jednej dużej, wspólnej przestrzeni, która tętni życiem dosłownie przez 25 godzin na dobę :). Walka z porozrzucanymi zabawkami po wizycie koleżanek u córki lub piłką, która miota się między ścianami za każdym razem, kiedy do Filipa przyjdą kumple. Dawno przestałam się tym przejmować i aktualnie powiem Wam w tajemnicy – lubię to i dziwnie mi jest, kiedy w naszej wspólnej przestrzeni panuje zbytnio dopracowany ład. Stworzenie przestrzeni, w której każdy będzie lubił być i spędzać czas nie należy do prostych zadań.
 

Co takiego zaprezentowała IKEA w naszej ulubionej aranżacji? Przede wszystkim pomysły na wszechstronne wykorzystanie mebli, akcesoriów i przedmiotów. Stolik KVISTBRO, który jest jednocześnie pojemnikiem na pled, poduszki i gazety. DJUNGELSKOG, torba na zabawki, która jest wymarzonym przedmiotem pomagającym w jednej chwili uprzątnąć przestrzeń z wszechobecnych zabawek, a jej gabaryty są na tyle wystarczające, że pomieszczą kilkanaście ukochanych pluszaków. PLUFSIG- składana mata gimnastyczna, która jest dobra i dla dzieciaków, kiedy chcą sobie zwyczajnie pofikać, i dla mnie, kiedy usprawiedliwiając się z kolejnej nieobecności na "siłce", postanowię trochę się porozciągać. Po złożeniu zamienia się w niezwykle praktyczne siedzisko, na którym wygodnie można przycupnąć w okolicach sofy, spałaszować popcorn i obejrzeć ulubiony serial. No i oczywiście RÅSKOG, wózek, który może służyć w kuchni jako podręczny podajnik kuchenny, przechowujący przyprawy, serwetki, owoce. W salonie ten sam wózek lub inaczej patrząc, mobilny zestaw półek, jest typowym dla rodziny 2+2 miejscem na wszystko – od kawy i książki począwszy, na zabawkach i chipsach kończąc. Wszechstronnych zastosowań wielu mebli i akcesoriów IKEA ma moim zdaniem setki… Zobaczcie, jak wygląda przestrzeń, która tak bardzo przypomina mi moją własną.

Popołudniowe korki w mieście wykończyłyby świętego, galopem z pracy odebrać dzieciaki ze szkoły, no i jeszcze ta myśl z tyłu głowy, czy w lodówce jest coś oprócz przeciągu, czy jednak warto zajechać do sklepu. Ostanie, o czym się myśli po męczącym dniu, to doprowadzenie domu do wzorców odpowiadających designerskim fotografiom. Moje ulubione chwile, to te, kiedy już po obiedzie mamy czas wspólnie napić się herbaty i opowiedzieć jak komu minął dzień. Podjadające słodycze szkraby, które najlepiej czują się na stole lub blacie kuchennym, bo z tej perspektywy widzą świat tak samo, jak ich rodzice. Ja między nimi, lawirująca w szpilkach, starając się pomalować paznokcie i marząc w myślach, by magicznie wyschły  w dziesięć sekund, zanim piękny kolor nude zetrze się na nowej sukience. I jeszcze pies! Nie, zaraz, dwa psy!  (teraz już wiem, czemu dziś dzieciaki podjadają ciasto)…i tak sobie myślę…czy to ja jestem w katalogu? Czy ktoś w końcu odważył się pokazać, jak to jest naprawdę i w sposób niezwykle trafny ujął normalne życie każdego z nas, pokazując, że taki obrazek jest dużo ładniejszy niż poukładany świat z telewizyjnych programów. Co by nie mówić, IKEA kolejny raz dała radę, stawiając na to, co prawdziwe, tworząc mój ulubiony chyba trend na nieudawanie, pokazując, że wszystkie nasze potrzeby, które są przecież tak różne – można ze sobą pogodzić.

beata kwiatkowska