test

Prosty sposób na odświeżenie pokoju dziecka

Pokój Helenki rośnie razem z nią. Na początku miałam lekki niedosyt i delikatne wyrzuty sumienia, że nie dopracowałam go na tip top. Wyszłam z założenia, że dzieciaki będą rosły szybko, a wraz z nimi ich upodobania i zainteresowania, dlatego jedynym słusznym ruchem było nastawienie się na ponadczasową bazę kolorów i materiałów. Nawet nie wiecie jak korciło mnie by przenieść modne na dany czas rozwiązania z katalogów, wprost do pokoju mojej małej dziewczynki. Oj nie było łatwo się powstrzymać. Jedyną rzeczą, która ostała się w pokoju Helenki jest półka na książki i szafa Ikea Pax, która daje wiele możliwości konfiguracji pod kątem aktualnego zapotrzebowania na miejsce w jej wnętrzu. Sama spędzam godziny na Pintereście, jednak mam wielkie opory by wprowadzać modne, sezonowe pomysły do swojego domu. Czy to oznacza, że mój do jest nudny? Zupełnie nie. Stawiam na łatwo wymienialne elementy dekoracyjne, staram się nie wiercić dziur w ścianach, jeśli nie ma takiej konieczności. Dziś jestem pewna, że najważniejsza w pokojach najmłodszych jest funkcjonalność i baza. Reszta zmieniać się może-i bedzie się zmieniać praktycznie co roku…przynajmniej z taką częstotliwością inicjują to moje dzieciaki. 

W pokojach na piętrze mamy skosy. Nie są one wcale takie złe, oprócz tego, że ograniczają możliwości aranżacyjne przestrzeni, z punktu widzenia wystroju, mogą działać jako atut dekoracyjny, co postanowiłam podkreślić. Na ścianie, na której niegdyś była tapeta, przytwierdziłam cienką sklejkę, którą w planach mam pokryć bezbarwną bejcą. 

Łóżko "domek". O tym marzyła moja córeczka. Dzięki wspominanemu skosowi, udało się zrealizować pomysł za pomocą farby, bez konieczności wymiany mebla. Zdjęcie ciut przekłamuje kolor i w rzeczywistości jest on bardziej "brudny". 

O tym, jak przytwierdzałam chmurki na sklejce-opowiadałam na Instastories : ). Dziś natomiast pierwszy raz prezentuję Wam najprostszy na świecie sposób na zupełnie nieinwazyjne dekorowanie ściany za pomocą naklejek. Jeśli nie macie swojego pomysłu, to znajdziecie go wśród wielu propozycji u Pastelovelove. Extra mapy nad biurko młodych uczniów, a nawet naklejki w rozmiarze XXL- to wszystko znajdziecie w sklepie Pastelovelove, w znakomitej jakości i bardzo przystępnej cenie. Moimi faworytami są właśnie: mapa, wyklejana ulica dla aut. Zatem zabieram się do realizacji.

Podzielcie się swoimi doświadczeniami w temacie dziecięcych aranżacji – zarówno z perspektywy rodzica jak i projektanta, jestem ciekawa jak podchodzicie do tego tematu.

 beata kwiatkowska

Naturalne ozdoby choinkowe

Zwyczaj przystrajania choinki w okresie świątecznym jest bardzo stary i tak naprawdę, jeśli spojrzeć na to z perspektywy historii, z Bożym Narodzeniem kojarzony jest stosunkowo od niedawna. Wielu z Was pewnie złapie się za głowę i zapyta: jak to?! A co to za herezje? Ano szczera prawda! Ludzkość już od zamierzchłych czasów świętowała zwycięstwo coraz dłuższych dni nad ciemnością, a okres przesilenia zimowego przypada właśnie na koniec grudnia. Jodła czy świerk, jako wiecznie zielone drzewo, stały się symbolem odradzającego się życia i niezależnie od tego, jakiego wyznania jesteście, bądźcie pewni, że Wasi przodkowie świętowali na przełomie grudnia i stycznia : ) Ja uważam, że to przepiękna tradycja i niezależnie od tego, skąd się wywodzi, dziś ubieranie świątecznego drzewka stało się nieodłącznym symbolem tego celebrowania i daje mnóstwo radości i to nie tylko dzieciom. Dla mnie choinka zawsze będzie miała zapach nie tylko żywicy, ale i odrobiny magii.

Czy wiecie, że w Polsce choinka jako symbol świąteczny znana jest dopiero od 200 lat? Oczywiście sam zwyczaj dekorowania wiecznie zielonych iglastych gałęzi jest dużo starszy. Podłaźniczka…czy komuś mówi coś to słowo? Jeśli ten termin nasuwa Wam na myśl tylko dziwną roślinę albo wyjątkowo brzydkiego owada, spieszę wyjaśnić, że podłaźniczka to według staropolskiego zwyczaju, ścięty czubek jodły lub świerku, który w Wigilię wieszało się u powały i przystrajało owocami, orzechami i innymi darami natury. W późniejszych czasach z czubka drzewa zrobiło się całe, ale zwyczaj dekorowania go ozdobami pochodzenia naturalnego wraca ciągle jak bumerang, co mnie osobiście bardzo cieszy.

Był okres, kiedy zachłystując się modą zza zachodniej granicy, stroiliśmy nasze choinki według ściśle przyjętych kanonów, bombki musiały być odpowiedniej wielkości, proporcjonalnie rozmieszczone, wszystko dobrze skomponowane, dopasowane kolorystycznie, idealne i……nudne. Oczywiście tak ozdobione drzewka były estetyczne, zwłaszcza w porównaniu z tonącymi w anielskim włosie choinkami z naszego dzieciństwa : ) Ja jednak zawsze tęskniłam do trochę nieidealnych świątecznych drzewek, z ozdobami nie do pary, udekorowanych suszonymi owocami, orzechami lub piernikami własnego wypieku, bez opracowanego planu co dokładnie na której gałązce ma wisieć. I w tym roku do tego właśnie sposobu dekoracji będę Was gorąco namawiać, niech żyją naturalne ozdoby! Mają niezliczoną ilość plusów, nie pobiją się, gdy kot po raz kolejny postanowi eksplorować ten nieznany mu obiekt w naszym domu, część z nich możemy skonsumować po świętach, albo podjadać jeszcze w trakcie, są tanie i każdy może je zrobić samodzielnie no i, co najważniejsze, są przepiękne! 

Do przystrojenia choinki naturalnymi sposobami możemy wybrać różnorodne materiały, wszystko zależy od upodobań. Jeśli lubimy oprócz ładnego wyglądu również piękne aromaty unoszące się w domu, proponuję użyć plasterków suszonych pomarańczy czy bombek wykonanych ze skórek mandarynki, jeśli dodamy do tego laski cynamonu lub gwiazdki anyżu, cudowne zapachy mamy zagwarantowane. Jako dekoracje można wykorzystać również orzechy, szyszki, pierniki, a nawet, jak czynili nasi przodkowie, rajskie jabłuszka, które są mniejsze od tradycyjnych i mają piękną czerwoną barwę. Wystarczy zaopatrzyć się w trochę sznurka i dobre chęci, by stworzyć z darów natury świąteczne ozdoby. Jest to również metoda proekologiczna, wykorzystujemy tylko to, co natura sama stworzyła lub materiały biodegradowalne, nie przyczyniamy się też do kolejnych kilogramów plastiku zalegających na wysypiskach.

I co powiecie na takie podejście do ozdabiania choinki? Na pewno wykonane własnoręcznie ozdoby będą cieszyć Was o wiele bardziej, niż te kupione w sklepie. Możecie też puścić wodze fantacji i stworzyć napradę unikatowe dekoracje, a przy okazji tej czynności nie zapomnijcie dobrze się bawić!

 

beata kwiatkowska

Korzenne inspiracje

Nie wiem jak Wam, ale mi zapach korzennych przypraw oraz pierników od zawsze i jak nic innego kojarzy się ze świętami, kiedy czuję goździki i cynamon od razu mam ochotę ubierać choinkę i tęsknie wyglądać śniegu za oknem, Zawsze marzyło mi się upieczenie ich samodzielnie już w listopadzie, żeby zdążyły skruszeć odpowiednio do grudnia, udekorowanie ich rodzinnymi siłami i talentami, a może nawet ozdobienie nimi choinki. Nie wiem, na czym ten sekret polega, ale zawsze o wiele bardziej smakowały mi te nieidealne, trochę koślawe, uciapane lukrem w abstrakcyjne wzory, które miały być świąteczne, ale moim dzieciom zamiast bałwanka wyszła biała kula, a wzorki rozbiegają się krzywym ściegiem po całym ciastku. O dziwo właśnie takie mają dla mnie smak idealny, o wiele lepszy niż małe arcydzieła z cukierni. Szukając inspiracji, stwierdziłam, że skoro tyle osób umie samodzielnie zrobić takie cuda, to ja też tak chcę i zrobię! Do dzieła! No i wtedy okazało się, że jest problem… a mianowicie ten problem to moje dwie lewe ręce do pierników, a moje dobre chęci to trochę za mało. Wszelkie prace manualne zawsze bardzo mnie cieszyły i wychodziły świetnie, no w końcu niby jestem mistrzem diy… a tu klops! Pierniki nie chcą ze mną współpracować i te mojego wyrobu przypominają… no po prostu coś innego : ) Jako że siłą woli ich niestety nie stworzę, uparłam się jednak przy tych domowego wypieku, ale wytworzonych kolektywnie. Umówiłam się w zeszły weekend z przyjaciółkami na wspólne pieczenie i dekorowanie z dziećmi świątecznych pierników. Na szczęście wśród nich znajdują się takie, które sztukę pieczenia tych opornych ciastek zgłębiły doskonale, postanowiłam skorzystać z ich talentów, a samej zaoferować swoje dekoratorskie umiejętności. Dzieci były w siódmym niebie i co tu kryć, my też!

Takie wspólne spotkania razem z dziećmi to nie tylko czas, żeby nacieszyć się świąteczną atmosferą, chłonąć korzenne aromaty i  fajnie spędzić czas z dzieciakami, to również sposób, żeby je czegoś nauczyć. Ja akurat Helenki pieczenia pierników nie nauczę ; ), ale już robienia lukru owszem! Każdy z Was, kto próbował, wie, że to po prostu połączone w odpowiednich proporcjach cukier puder i sok z cytryny, oczywiście możemy go barwić według uznania, a dzieciom te kolory dają mnóstwo frajdy.

Helena wymarzyła sobie, żeby tegoroczne pierniki ozdobić wzorem śnieżynek, takie drobne wzory są dość skomplikowane do wykonania, bo trzeba tu precyzji. Na szczęście ja przygotowałam się na taką okazję zawczasu i zaopatrzyłam się w specjalny pisak zdobiący z Tescomy i teraz żadne wzory nam niestraszne, posiada pięć końcówek, które umożliwiają zdobienie różnymi technikami, a nawet wykonanie delikatnych napisów, udały się więc i śnieżynki i abstrakcje ala Picasso : ) Dekorowanie to świetna zabawa i uważam, że kreatywnego podejścia i wyobraźni powinniśmy się od dzieci uczyć, bo nie doskonała kreska przecież się liczy, a fantazja! Praca z dziećmi jest bardzo inspirująca. Wszelkie kolorowe posypki mile widziane, a jak wyjdzie trochę krzywo? Tym lepiej – wtedy są najsmaczniejsze. 

Jako gospodyni tego spotkania postarałam się zadbać o odpowiednią atmosferę, oczywiście nie mogło zabraknąć moich ukochanych zapachowych świec roztaczających korzenne aromaty, własnoręcznie wykonany wianek świąteczny już od dawna zdobi ścianę, a w tle leniwie śpiewają, że stary już jest ten rok…. i wiecie co? Czułam się przeszczęśliwa i chciałabym, żeby takie chwile trwały jak najdłużej. O tym właśnie marzyłam, mówiąc, że w tym roku pragnę okres przedświąteczny wycisnąć jak cytrynę i cieszyć się nim ile tylko się da. Mówi się, że najcenniejsze co możemy dać bliskim w dobie pośpiechu i zabiegania, to czas. Nasze dzieci rosną zbyt szybko, więc dzielmy z nimi te chwile i poświęcajmy im ich jak najwięcej.

Kolejnym z moich ulubionych aromatów jest kawa, a znacie inny zapach, który tak świetnie komponuje się z piernikami? Ja nie znam i namiętnie raczę się tym połączeniem. Jestem wielbicielką dobrej kawy, ale zawsze kalam jej czerń mlekiem, tak już mam, a jeśli jeszcze mleczko jest spienione, to już w ogóle przyjemność podwójna. Radek znając moją słabość do kawy z pianką, wyprzedził Mikołąja i sprawił mi nowy ekspres, który i tak był w planach. Wybór padł na Philips 5000 LatteGo, który ma kilka bardzo cieszących mnie udogodnień. Jednym z jego sekretów jest system spieniania mleka LatteGo, który nie tylko podnosi jakość mlecznej pianki na wyższy poziom, ale też wspaniale wydobywa smak każdej kawy. Niewątpliwą zaletą jest też fakt, że ten system nie zawiera żadnych rurek czy wężyków, które bardzo trudno utrzymać w czystości i których szczerze nie cierpię myć. Tutaj mamy tylko pojemnik, który wystarczy opłukać pod bieżącą wodą, można go również myć w zmywarce, a to akurat dla zabieganych cecha bardzo istotna. Natomiast jeśli nie wykorzystacie całego mleka, pojemnik z resztą możecie bez problemu przechowywać w lodówce dzięki dodatkowej pokrywce. W okresie przedświątecznym gorąco polecam ten mój zestaw idealny, czyli kawa z puszystą pianką i pierniki, a jeśli niestety aktualnie dostępu do pierników nie macie, polecam zastępcze rozwiązanie. Zdarza mi się oszukać zmysły i do ulubionej kawy dodać szczyptę przyprawy do piernika albo cynamonu. Też jest smacznie i aromatycznie. Czy wiecie, że zmysł zapachu wyjątkowo mocno pobudza wspomnienia? Mało tego, te wspomnienia są wyjątkowo trwałe w porównaniu z innymi, nasze sentymentalne wycieczki są później tak wyraźne właśnie dzięki aromatom. Rozpieszczajmy zatem nasze powonienie na co dzień, bo miłe chwile wrócą do nas wraz z ulubionym zapachem.

Najlepsze czego można innym życzyć, to ten piękny czas spędzony z bliskimi, wspólne wyczekiwanie pierwszej gwiazdki i przeżywanie przygotowań jak dzieci. Celebrujcie takie momenty, bo to właśnie te ulotne chwile dają nam szczęście i zapadają w pamięć na długo, zatem cudownych, aromatycznych przygotowań Wam życzę!

beata kwiatkowska