test

MINIMALIZM I PONADCZASOWOŚĆ Z EFEKTEM WOW

Kto jest pewien, że łazienka jest jednym z najprostszych pomieszczeń do zaprojektowania, niech wczyta się w tekst i zerknie na naszą ostatnią realizację, by zobaczyć w jak wielkim jest błędzie. Mam za sobą tydzień, który mocno nakłonił  mnie do refleksji w temacie minimalizmu we wnętrzu. Zaczęło się niewinnie. Przyszła do nas para, która zażyczyła sobie projektu wnętrza w klimacie dokładnie doprecyzowanym. Z góry założyli, czego chcą, czego nie zniosą we wnętrzu. Jasno podkreślili, że nie chcą ciepłego drewna, a złoto lub miedź jest kompletnie nie z ich bajki. Wydawało się, że ograniczyli możliwości twórcze do zera. I jak tu się wykazać jako projektant? Jest tak, że by projekt zakończył się sukcesem, trzeba go polubić…. i jak go lubić, kiedy nie można się w nim choć trochę zrealizować. Praca odtwórcza w żadnym zawodzie nie jest motywująca, czyż nie? Dlatego właśnie są to moim zdaniem momenty największych wyzwań. W przestrzeniach salonu, kuchni, sypialni w dość ławy sposób można przemycić detal lub akcent kolorystyczny, wyrazić coś w formie, dodać od siebie coś w dodatkach. Co jednak kiedy w przestrzeni 4 m2, w której układ i wyposażenie jest rzadko negocjowane, ma powstać ciekawe wnętrze. Trudnym zadaniem jest by chęć stworzenia efektu WOW nie poszła w stronę tak zwanego miszmaszu i oczopląsu. Granica jest tu bardzo cienka. Projekt, o którym piszę, jest w fazie koncepcji, ale mogę pochwalić się inną realizacją, w której jestem zakochana dosłownie i w przenośni. Kuchnia z tego mieszkania znalazła swoich amatorów w ilości przekraczającej moje najśmielsze oczekiwania. Dla przypomnienia, był to post: PATAGONIA

Wracając do łazienki tak prezentowały się wizualizacje:

MINIMALIZM I PONADCZASOWOŚĆ Z EFEKTEM WOW

Czas więc przejść do finału. Jestem ciekawa jakie emocje wzbudzi w Was ta aranżacja. Czy porwie tak jak kuchnia? 

O szczegóły pytajcie na instagraie lub w komentarzach. Miłego dnia.

MINIMALIZM I PONADCZASOWOŚĆ Z EFEKTEM WOW

MINIMALIZM I PONADCZASOWOŚĆ Z EFEKTEM WOW MINIMALIZM I PONADCZASOWOŚĆ Z EFEKTEM WOW MINIMALIZM I PONADCZASOWOŚĆ Z EFEKTEM WOW MINIMALIZM I PONADCZASOWOŚĆ Z EFEKTEM WOW MINIMALIZM I PONADCZASOWOŚĆ Z EFEKTEM WOW MINIMALIZM I PONADCZASOWOŚĆ Z EFEKTEM WOW

MINIMALIZM I PONADCZASOWOŚĆ Z EFEKTEM WOW

beata kwiatkowska

WNĘTRZA, KTÓRE SIĘ NIE NUDZĄ

Kiedy kilka lat temu zawodowo zaczęłam zajmować się projektowaniem wnętrz typowo komercyjnych, moja wiedza na temat materiałów wykończeniowych co najmniej się podwoiła. Decyzja o projektowaniu wnętrz hoteli i restauracji zrodziła się z marzeń o przenoszeniu do aranżacji wizji artystycznych, koncepcji zbyt odważnych lub czasem  po prostu – niepraktycznych dla mieszkań i domów, w których żyjemy na co dzień. Kreowanie wnętrz komercyjnych, w których relaksują się ludzie, wyobrażałam sobie jako proces tworzenia scenografii z konkretnym tematem przewodnim. W praktyce wszystko się potwierdziło. Projektowanie większych, dostępnych dla wszystkich przestrzeni jest za każdym razem fascynującą przygodą. Kiedy skupiam się nad analizą koncepcji projektu, mój syn śmieje się że jestem wtedy bardziej skupiona niż on grając w swoje gry komputerowe. Ma rację. To wciąga : ) 

Każdy proces twórczy musi być poprzedzony wyciszeniem, szczególnie jeśli jesteśmy przebodźcowani innymi projektami. Inspiracje czerpię z podróży, spacerów, rozmów z ludźmi, filmów, wystaw, książek. Inspirujący może być spacer po okolicznym parku, po mieście w którym mieszkamy. Bardzo lubię oglądać witryny sklepów, które starannie przygotowane do sezonu, budują aurę jaka ma kierować naszymi zmysłami, w chwili podziwiania najnowszej kolekcji. Lubię spacerować po miastach, w których historia spotyka się z współczesną architekturą. Inspirują mnie kontrasty i połączenia, które mimo różnic epok pasują do siebie, tworząc nową coś zupełnie nowego. Od kiedy towarzyszami moich spacerów są dzieci, więcej się uczę, więcej zauważam, analizuję.

 

WNĘTRZA, KTÓRE SIĘ NIE NUDZĄ

Wnętrza hoteli dziś są bardziej przystępne niż kiedyś. Tak przynajmniej ja to widzę, od kiedy przerwę na kawę w ciągu dnia łączę z badaniem konkurencji. Skanowanie przestrzeni pozostanie już we mnie na zawsze. Chyba się z tym zwyczajnie urodziłam. Kiedy milczę w moim umyśle wirują obrazy z otoczenia, kadry, które rozmaite detale rozbijają na części pierwsze. To uczy, uczy myśleć, rozwijać i zagłębiać wiedzę którą już mam. 

Miniony spacer po ulicach rodzinnego miasta Gdańska urozmaicił nam tym razem pyszny obiad w Garden Bistro hotelu Hilton. Codziennie w godzinach 12:00-23:00 można zjeść tu pyszne dania serwowane z karty hotelu. Tym razem spróbowałam stek z tuńczyka, który rozpływał się w ustach. Helen zaś najbardziej docenia domowe frytki, co byłoby może banalne, gdyby nie to, że ona naprawdę jest smakoszem tej przystawki. Do hotelu na ostatnie piętro, wjedziemy windą. Niemal na dachu znajduje się kawiarnia i część spa. Można z tej strefy korzystać również, jeśli nie jesteś gościem hotelu. Wnętrze urządzone jest w dość bezpiecznym, stonowanym stylu, co czyni je eleganckim i ponadczasowym, takim w którym można odpocząć  i poczuć się bezpiecznie. Wnętrza klasyczne mają jedna dużą zaletę. Budują w nas poczucie stabilizacji,  spokoju, braku pośpiechu. Czy zauważyliście że pracując zdalnie w np. hotelowej restauracji, czas płynie wolniej? Zastanówcie sie dlaczego. I właśnie w tym momencie wraca temat projektowania wnętrz i odpowiedzialności projektanta za stworzenie aury, która da nam poczucie bezpieczeństwa, o którym piszę powyżej. Kompozycja kolorów to jedno. Drugim bardzo istotnym elementem jest dobór materiałów. Muszą być przemyślane, trwałe i odporniejsze na różnego rodzaju uszkodzenia, niż te, które mamy w swoich domach. Tyczy się to również części zewnętrznych obiektów. Meble tarasowe, ogrodowe, leżaki czy bistro ogrodowe – z jakim mamy do czynienia w hotelu Hilton, nie może po kilku sezonach czekać na remont lub wymianę. Na wyposażenie ogródka zwróciłam szczególną uwagę, ponieważ producentem mebli jest ta sama firma, na którą zdecydowałam się użyć na swoim tarasie. DORAM jest w Hiltonie już dziesięć lat. Czy była to dobra inwestycja? Zdecydowanie tak. Meble wystawione na silną ekspozycje słoneczną nie noszą śladów zniszczeń, nie płowieją. Mimo częstego użytkowania – nie mają wyciągniętych siedzisk czy zapadniętych oparć. Wyglądają jak nowe a co najważniejsze – są tak wygodne, jakby przyjechały ze sklepu kilka tygodni temu. To najlepsze potwierdzenie dla jakości produktów danej firmy.

Notując więc skrzętnie firmy, producentów, materiały, poszerzam swoja listę produktów do których wracamy w pracowni pracując nad projektami dla swoich klientów. Moja córka, która obserwuje cały proces mówi, że uczy się ode mnie uważnie oglądać świat. Mam nadzieję, że myśli jeszcze o artystycznej części tych obserwacji : )  My lecimy dziś na spacer a Was zapraszam do fotorelacji z naszych weekendowych odkryć. 

WNĘTRZA, KTÓRE SIĘ NIE NUDZĄ

WNĘTRZA, KTÓRE SIĘ NIE NUDZĄ WNĘTRZA, KTÓRE SIĘ NIE NUDZĄ WNĘTRZA, KTÓRE SIĘ NIE NUDZĄ WNĘTRZA, KTÓRE SIĘ NIE NUDZĄ WNĘTRZA, KTÓRE SIĘ NIE NUDZĄ WNĘTRZA, KTÓRE SIĘ NIE NUDZĄ WNĘTRZA, KTÓRE SIĘ NIE NUDZĄ

 

WNĘTRZA, KTÓRE SIĘ NIE NUDZĄ

WNĘTRZA, KTÓRE SIĘ NIE NUDZĄ WNĘTRZA, KTÓRE SIĘ NIE NUDZĄ WNĘTRZA, KTÓRE SIĘ NIE NUDZĄ

Moja nowa przestrzeń

Czas izolacji, ograniczeń w kontaktach z przyjaciółmi, znajomymi i wogóle ludźmi, mocno skierował mnie i moją rodzinę na działanie dla siebie. Myślę, że każdy z nas szukał jakiejś odskoczni, zajęć dodatkowych, dzięki którym udało nam się wszystkim – dosłownie – przetrwać ten chory czas. W moim przypadku zmiany jakie wprowadziłam stały się nawykami, które paradoksalnie – bez izolacji – nie miałyby prawa zaistnieć. Zwyczajnie w pędzie codziennego życia, ciężko byłoby znaleźć czas by wpleść je w mój codzienny, grafik. Najpierw jako czynność/doświadczenie/próba, by później stały się rutyną.

Moja nowa przestrzeń

Coś o czym pisałam już dawno to zmiana sposobu odżywiania się, czyli zdrowa dieta. W końcu, po tylu latach zrozumiałam, że powrót do wymarzonej wagi nie musi oznaczać męczarni i wyrzeczeń. Zmiana sposobu patrzenia na codzienne posiłki jest podstawą do dobrego samopoczucia a efekt utraty nielubianych kilogramów przychodzi przy okazji, z czasem. Zmianę w podejściu do wielu spraw związanych z ciałem, zawdzięczam również przygodzie z Pilatesem. To kolejna niespodzianka, na której doświadczenie nie miałabym czasu, w trybie działania w normalnej rzeczywistości. Pisałam Wam na ten temat w  tym poście.

By nie zostawiać Was bez feedbacku, dobrze byłoby podsumować swoje odczucia, szczególnie dla tych, którzy zastanawiają się nad tą formą ruchu przy której efektem nie tylko jest piękne ciało. 

Moja nowa przestrzeń

Pilates powstał na początku XX wieku, a za jego twórcę uważa się Josepha Pilatesa, który swoje życie poświęcił na poprawę stanu fizycznego i psychicznego ciała. To konfiguracja ćwiczeń inspirowanych jogą, baletem i treningiem siłowym. Jego fankami są m.in. Madonna, Joanna Krupa i Sandra Bullock. Pilates pomaga się rozluźnić, zapomnieć o całym świecie. To idealny pomysł dla tych, którzy nie lubią szybkiego tempa na zajęciach w klubach fitness i chcieliby pracować nie tylko nad rzeźbą mięśnia, ale też nad postawą i dobrym samopoczuciem. 

Udowodniono wszak, że pilates oczywiście angażuje mięśnie całego ciała, wzmacnia mięśnie brzucha, pośladków, stawy, kolana, dolną część pleców i kręgosłup. Myślę, że fizyczne aspekty są bardziej znane niż te duchowe i … emocjonalne? 

Czy wiecie, że regularne praktykowanie pilatesu zmniejsza stres i ryzyko zachorowań? Działa jak tabletka przeciwbólowa, a praca w odpowiedni sposób przekłada się na szybsze trawienie, wspomaga odchudzanie i co najważniejsze dla osób chcących zachować młodość jak najdłużej – pilates pomaga uwolnić przeciwstarzeniowe substancje. To wszystko brzmi dość niebywale. Jakim cudem jeden typ ćwiczeń może odpowiadać za tyle pozytywnych odczuć i efektów. Nie uwierzy nikt, kto nie spróbuje. 

Mi i Radkowi udało się ćwiczyć pod okiem trenera około dwa miesiące, regularnie, 2-3 razy w tygodniu. Coś co dzięki ćwiczeniom uzyskałam to zażegnanie bólu kręgosłupa do tego stopnia, że dziwnie czuję się do dziś kiedy siedzę przed komputerem i nie doskwiera mi spięcie na wysokości łopatek i szyi. Dzięki temu, że podczas pilatesu pracują uczymy się pracy mięśniami głębokimi, mogłam poznać swoje ciało i w codziennym życiu potrafię utrzymać sylwetkę nie garbiąc się, nie wypinając brzucha i robię to naturalnie, bez wysiłku. Radosław natomiast po miesiącu ćwiczeń niedowierzał, kiedy pełna gdłonią mógł dotknąc podłogi, nie zginając przy tym kolan. Przed zajęciami było to niewykonalne nawet opuszkami palców. Pilates jak żadne inne dotąd ćwiczenie, nie poprawił elastyczności i gibkości naszych ciał. 

Pilates nauczył nas oddychać, lepiej się wysypiać, a co za tym idzie, umożliwił świadome i uważne korzystanie z poranków. Bez pośpiechu, ze spokojem i wdzięcznością za kolejny dzień. 

Osobiście polecam zacząć przygodę z ćwiczeniami pod okiem doświadczonego trenera ( my ćwiczyliśmy w ZipPillates w Gdyni). Później, kiedy opanujecie podstawy, możecie uzupełniać spotkania w studio – pracą w domu. Nie trzeba mieć do tego skomplikowanych rekwizytów a ćwiczyć może każdy – młodzi, starsi, kobiety w ciąży również.

Moja nowa przestrzeń

Moja nowa przestrzeńKolejnym krokiem do polepszenia komfortu swojego życia i czymś, na co nie miałam czasu w tym “normalnym życiu” była minimalizacja otoczenia. Udało mi się sukcesywnie przeczesać najbardziej skryte zakątki naszego domu, od strychu po sam garaż i pozbyc sie tego, co jest nam niepotrzebne. Zaczęłam od rzeczy dużych takich jak rowery po dzieciakach, ubrania, które z sentymentu trzymałam na półce zwanej wspomnienia, pozbyłam się też garderoby z półki “kiedyś to założę”. Wciąż udoskonalam ten proces, ale teraz prawie wszystko ma swoje konkretne miejsce, nie tracę czasu na szukanie np nożyczek czy plastrów, które mogą być zarówno w łazience jak i w jednej z dwunastu szuflad kuchni. To nie tylko oszczędza mój czas, ale daje uczucie lekkości domowej aury. Nie wiem jak to inaczej nazwać, ale to uczucie – połączone z ćwiczeniami i zdrową dietą, uzupełniają się i jak nigdy wcześniej chyba – czuję teraz że w naturalny sposób wypracowałam swój własny balans.

Dzisiejszy wpis nie nauczy Was jak zaaranżować przestrzeń salonu, ani jak przeprowadzić metamorfozę balkonu. Mam nadzieję, że skłoni Was do refleksji nad aranżacją przestrzeni swojego najważniejszego, osobistego wnętrza jakim jest nasze ciało i stan umysłu. I tego Wam życzę  : )

Moja nowa przestrzeń