last month

 

Z postami Last Month jest tak, że zawsze obawiam się o ich spójność, myślę co w nich opisać, by relaksowały, nie skupiały się tylko i wyłącznie na próbkach, kolorach i teksturach, by wpis miał charakter bardziej osobisty niż pozostałe. Wydaje się to być takie trudne…po chwili kiedy siadam do zrobionych w danym miesiący fotek, nie mogę się zdecydować, które z nich opublikować…a kiedy wybiorę już top 20 – zasiadam i myślę o tym ilu chwil w minionych tygodniach nie doceniłam wystarczająco. Zatem ulubiony przez Was cykl jest i moim faworytem, pozwalającym by zwrócić uwagę na małe szczęścia, które gdzieś, w codziennym pośpiechu zwyczajnie się gubią.

W domu czas przygotowań do halloween trwał mniej więcej od połowy miesiąca. Zrobiłam już chyba dwanaście dyniowych lampionów. Niektóre z nich zwyczajnie "wyszły" czyt. spleśniały " od świecących w nich świeczek. Zatem znowu zasiadam z dzieciakami i zdobimy kolejną dyniową buzię. Im straszniejsza tym lepsza rzecz jasna. Czy obchodzenie halloweenowego święta u nas jest jeszcze czymś kontrowersyjnym? Mam nadzieję, że już nie. Wszak dostarczanie sobie małych radości, kiedy za oknem rano i popołudniem panuje już noc jest zdecydowanie naturalnym odruchem. Niech dzieciaki cieszą się, biegają w przebraniach, straszą, przeżywają, pieką rodzinnie dyniowe placki, podjadają nietoperzowe muffinki…

Asia, też znalazła chwilę by zatrzymać się i pobyć troochę "tu i teraz", zadbać o talenty kulinarne, podnieść swoje kwalifikacje w tym temacie przygotowując dla wszystkich dziesiątki słoików z ogórkami małosolnymi – najlepszymi jakie dotąd przyszło mi degustować. Bananowe chlebki wg przepisu z książki Zosi, które piecze odrazu w podwojonych porcjach. To wszytsko działo się w październiku u Joanny.

Dzieciaki sprawdzały się na zajęciach plastycznych w dwóch zmianach – w naszej jesiennej bazie. Asia i Jorge wygrali tez konkurs na najlepszy strój halloween, byli bezkonkurencyjni, kolorowi i mimo, że wogóle nie straszni – zarażali energią święta. Inspirujcie się!

Udało nam się też spędzić kilka dni we wspólnym gronie, zjeść wiele obiadów, zamówić sporo dań tajskich i delektować się dniami leniucha, na które w październiku na szczęście znaleźliśmy wszyscy czas.

Sporo podróżowałyśmy… zawitałyśmy do Boloni, Łodzi, Warszawy, w poszukiwaniu nowych pomysłów, inspiracji, planując kolejne projekty. Widzimy się w listopadzie! 🙂

A wy mieliście czas na swoje małe lenistwa? 

beata kwiatkowska

Pięknie uchwyciłyście te październikowe chwile! Miłego listopada!

Mamy swoje wspaniałe święta i zwyczaje. Nie powinniśmy przenosić do nas amerykańskiego badziewia. Cudna rodzinka

Dodany przez: Inka @

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *