W życiu nie chodzi o czekanie aż burza minie, chodzi o to by nauczyć się tańczyć w deszczu

Vivian Green

Okno na świat

 

Okno na świat

Zmiany, zmiany…przeważnie się ich boję i reaguje nerwowo, ale jak już się wydarzą to dzielnie i z uśmiechem patrzę w przyszłość. Tak właśnie było w przypadku remontu sypialni. Znacie ją z naszego bloga. Kiedyś była pokoikiem Leosia, ostatnie parę lat służyła nam za sypialnię. Niewielkie pomieszcznie, bo po podłodze ma 10 m2, dość ciemne, bo od strony wschodniej, ograniczone zabudowami z boazerii, w których chowaliśmy wszelkie sportowe sprzęty, walizki i milion skarbów, do których zagląda się raz na rok. Początkowo myślałam, że można by je odświeżyć malowaniem, wstawić małe okno połaciowe i może przestawić łóżko, żebyśmy oboje mieli dostęp do niego, bo skakanie przez siebie w nocy, żeby wyjść w wieku 40 lat, zaczęło się robić uciążliwe. A że szewc bez butów chodzi, to oczywiście cały projekt odbył się u mnie w głowie. 

Kiedy ekipa remontowa weszła i opróżniła pomieszczenie, zabrałam się za zakupy, taktyka zupełnie zła, bo przecież można zaplanować niektóre rzeczy, ale czasu ciągle mało, więc wyszło jak zawsze. Weszłam na stronę Velux i buszując po stronie, natrafiłam na balkony dachowe. To była miłość od pierwszego wejrzenia! Wyobraziłam sobie, jak cudownie byłoby mieć widok na ogród, zachodnie słońce padające pod kątem po południu na nasze łóżko i wszystko zaczęło się klarować. Spotkałam się z dekarzami, którzy powiedzieli, że mamy dość wąsko rozłożone krokwie, więc wstawienie tego typu okna, nawet najwęższego będzie wiązało się z dodatkowym kosztem i przebudową dachu. Brzmiało strasznie, ale kiedy przemiły fachowiec dodał, że cała operacja będzie trwała tylko 2 dni, nie zastanawiałam się ani chwili. Wybrałam Balkon dachowy VELUX CABRIO o rozmiarze 114×252 cm oraz pasujący do mojego typu dachówki kołnierz i machina ruszyła. Okno dojechało po remoncie reszty domu, więc po raz trzeci sprzątnęłam nasz przybytek i ochoczo zabrałam się do dalszej pracy. 
 

Okno na świat Okno na świat Okno na świat Okno na świat

W początkowym planie dekarze mieli dosztukować brakującą boazerię po montażu i przywrócić, choć część schowków, które ratowały nam życie. Jednak kiedy zobaczyłam pokój po rozebraniu całości i tą ilość światła i przestrzeni, którą dało nam okno, decyzja zapadła w 5 minut! Zostawiamy pokój tak, jak jest, skos zabudowujemy karton gipsem i zyskujemy możliwość ustawienia łóżka z widokiem na zieleń i piękne ceglane kamienice na sąsiedniej ulicy. 

Okno na świat Okno na świat Okno na świat Okno na świat Okno na świat Okno na świat Okno na świat Okno na świat Okno na świat

Szczerze mogę powiedzieć, że opcja balkonu nie była w naszym przypadku niezbędna, bo mamy ogród. Myślę, że jeśli ktoś mieszka na poddaszu to dobro dodane, które jeszcze bardziej podnosi atrakcyjność tego typu rozwiązania, tym bardziej że można takie okna parować. Okno ma też zabezpieczenie przed dziećmi w postaci kluczyka, więc jestem spokojna o ich pomysłowość w tym temacie. Na co dzień jego górną część mogę uchylić jak tradycyjne okno dachowe VELUX, można je też w prosty sposób ustawić do mycia. Dodatkowo barierka po otworzeniu posiada 2 blokady, żeby okno się nie złożyło. W dwóch słowach – dobra zmiana! Teraz to moje ulubione pomieszczenie w domu. Cieszy mnie fakt, że oprócz walorów estetycznych poprawiła się jakość naszego życia. W kolejnym poście pokażę Wam, jak umeblowaliśmy tę nową przestrzeń. ENJOY!

Okno na świat

asia real

Moja nowa łazienka

 

Moja nowa łazienka

W końcu! Po 6 latach mieszkania doczekałam się nowej łazienki! Kto nas obserwuje regularnie pamięta, w jakim stanie zastaliśmy to pomieszczenie przy wprowadzeniu się do nowego domu w 2014 roku. Cały proces opisywałam tutaj. Pomieszczenie to przeszło metamorfozę, pomalowaliśmy płytki i szafki, przykryliśmy stare kafelki na podłodze linoleum, wyszło ładnie, jednak zawsze z tyłu głowy pamiętałam, że czeka nas remont i że dobrze po pierwsze uczynić to pomieszczenie bardziej ergonomicznym, po drugie miło by było urządzić je po swojemu w 100%. No i udało się! 

Myśl, która przyświecała mi podczas projektowania, była prosta: miało ono być ponadczasowe, jednak cieszyć oko i posiadać nutkę dekadencji i mojego własnego stylu. Wiedziałam, że musi być jasne, bo pomimo że łazienka ma okno, to zarosło ono bluszczem i jest dość ciemne. Wiedziałam, że uczucie sterylności i biel w łazience to podstawa, bo łazienka zawsze wydaje się czysta (jak w hotelu), ale nie mogło zabraknąć drewna, które połączyłoby ją stylem z resztą domu i delikatnie ociepliło. Nie byłabym sobą, gdyby zabrakło odrobiny efektu BLING BLING, czyli złota. 

Projektowanie zaczęłam od lampy BOUTIQUE od marki Markslöjd. Jej retro charakter sprawił, że udało się złamać sterylność i wprowadzić eklektyzm do wnętrza. Odcień mosiądzu zapoczątkował też wybór baterii, lustra i innych dodatków. Ilość światła, które wprowadziła, praktycznie wyeliminowała konieczność innego oświetlenia i zadecydowała też o ostatecznym układzie szafki łazienkowej, bo lampa wisi dość nisko i nie mogło to przeszkadzać w korzystaniu z blatu roboczego. 

Reszta potoczyła się w sumie sama. Wannę przestawiłyśmy pod okno, bo w ten sposób z wąskiego pomieszczenia zrobił się układny kwadrat. Pozwoliło to na uzyskanie miejsca na 2 szafki łazienkowe, ponieważ dzieci rosną i ilość rzeczy w łazience tym samym też. Kolejny ważny wybór dotyczył płytek. Nasze ukochane lastryko nie mogło zostać pominięte, jednak zdecydowałam się na białą, dość zachowawczą jego wersję. Blat roboczy został wykonany z tych samych płytek o wymiarze 120×60 cm w ramach oszczędności. Jedyną rzeczą, która została zmieniona podczas remontu to pralka. Początkowo miała znajdować się koło WC, jednak udało się ją przestawić do pomieszczenia po garderobie na piętrze, dzięki czemu zyskaliśmy miejsce na stolik dekoracyjny.

Nie mogło oczywiście zabraknąć zieleni – Fikus lirolistny przełamał sterylność i pozwolił nam cieszyć się zielenią nie tylko za oknem. 

Jak Wam się podoba efekt? Po tylu latach czekania na ten remont przyjmuję tylko pochwały 🙂

Moja nowa łazienkaMoja nowa łazienka Moja nowa łazienka Moja nowa łazienka

Moja nowa łazienkaMoja nowa łazienka

Moja nowa łazienkaMoja nowa łazienka Moja nowa łazienka

Moja nowa łazienkaMoja nowa łazienka

Moja nowa łazienka

asia real

Odrobina LUXusu w życiu, czyli co zmieniła kwarantanna w moich nawykach zakupowych

 

Odrobina LUXusu w życiu, czyli co zmieniła kwarantanna w moich nawykach zakupowych

Czy ktoś z Was dobrze wspomina kwarantannę? Czy wynieśliście z niej coś dobrego? Czy niektóre nawyki z tego okresu zostaną z Wami na dłużej? W dzisiejszym artykule opowiem o tym, jak ten dziwny czas pozytywnie wpłynął na moje podejście do zakupów, czasu, który im poświęcałam i rodzaju rzeczy, które zaczęłam wybierać.

Zacznę dość banalnie: podczas kwarantanny nie kupiłam nic! Strach przed tym, co nastąpi, czy nasza firma przetrwa, czy nie podupadniemy na zdrowiu i środki kiedyś przeznaczane na przyjemności i zbędne wydatki będą musiały zostać przeznaczone na przeżycie, kompletnie mnie sparaliżował. Pod koniec maja zorientowałam się, że: po pierwsze mam w końcu jakieś oszczędności i mogę zrobić dawno planowany remont łazienki, po drugie, że ilość rzeczy, którą posiadam jest nie 2, nie 3, ale 4 razy za duża, dlatego konsekwentnie zaczęłam pozbywać się nadmiaru ubrań, dekoracji i innych niepotrzebnych rzeczy i po trzecie, że jeśli już czegoś potrzebuje, to mogę to kupić 3 razy szybciej w internecie, po odpowiednim przemyśleniu zakupu i utwierdzeniu się w jego zasadności. Jednak zasadności pod jakim względem? Dobrze wiemy, że dobry zakupoholik napędzany dodatkowo reklamami na Instagramie i innych internetowych podpowiadaczach, jest w stanie usprawiedliwić każdy zakup. Pytanie po co? Co to zmienia w naszym życiu? Czy tylko na chwilę zaspokaja naszą potrzebę kupowania, czy rzeczywiście będzie nam to służyło przez lata. I tak dokonałam pierwszego zakupu…dwóch par dresów. Tak śmiejecie się, typowy zakup kwarantannowy. Ale Kochani! Cóż to są za dresy! 😀 Pół żartując oczywiście, uczciwie stwierdzam, że zakup był właściwy. Dresy są polskiej produkcji, poza tym ich jakość czyni z nich ciuch na lata, jednak też i cena była wyższa, adekwatna do produktu, który otrzymałam. 

I tutaj docieramy do meritum dzisiejszego artykułu: przekonałam się, że zakupy w internecie to w sumie jedyna właściwa forma dla 90% rzeczy, które kupuje. Nie muszę wychodzić z domu, mogę to zrobić w korku, początkowo wrzucając rzecz do koszyka i po 3 dniach, jeśli zauważę, że o danym zakupie nie zapomniałam, kliknąć zapłać, utwierdzona w tym, że nie jest to chwilowa zachcianka. 

Myślę, że do podobnego wniosku doszło wiele ludzi na świecie i chwała im za to. Podoba mi się kierunek, w którym poszło wiele marek luksusowych lub po prostu trochę droższych, przykładających wagę do jakości, materiałów, ekologii i dbałości o dobre samopoczucie Klienta, który w zaciszu swojej kanapy chce kupować świadomie, ale i też bezpiecznie.

Jedną z takich marek, z która od dawna współpracujemy, jest Doram Design. Używam ich jako przykładu, nie tylko dlatego, że spełnia wszystkie kryteria (wysoka jakość, polskie pochodzenie, ponadczasowe walory estetyczne), ale dlatego, że mam kolejny pretekst, żeby napisać post, siedząc w moim ukochanym ogródku, w którym znów pojawiły się nowe rośliny! Ale o tym później. 

 

Odrobina LUXusu w życiu, czyli co zmieniła kwarantanna w moich nawykach zakupowych Odrobina LUXusu w życiu, czyli co zmieniła kwarantanna w moich nawykach zakupowych Odrobina LUXusu w życiu, czyli co zmieniła kwarantanna w moich nawykach zakupowych

Odrobina LUXusu w życiu, czyli co zmieniła kwarantanna w moich nawykach zakupowych

Fakt, że mogę pisać z zacisza mojej sofy Savona, której wygląd nadal mnie zachwyca, mimo że nie jest to trendowy model, to wiem, że swoją ponadczasowością, jakością i prostotą wygra z wszystkimi corocznymi trendami. Co ciekawsze, firma Doram Design postanowiła w 100% przenieść się do sieci. Ruch można by pomyśleć ryzykowny…bo kto zdecyduje się kupić meble ogrodowe z wyższej półki bez wcześniejszej wizyty w salonie firmy, gdzie może usiąść na sofie, dotknąć tkaniny. Okazuje się, że jest to zbędne. Marka, jak już Wam wspominaliśmy na Instagramie, umożliwiła zakup mebli na próbę. Każdemu chętnemu jest przypisywany opiekun Klienta, który przeprowadza nas przez cały proces, również już po zakupie. Celem ułatwienia procesu decyzyjnego wysyłane są bezpłatne próbki tkanin. Meble dostarcza kierowca Doram Design, więc ryzyko uszkodzenia mebli podczas transportu jest zminimalizowane. Ponadto ich specjalista montuje meble i ustawia na tarasie klienta. Usługa dostawy jest gratis. Meble Doram Design produkowane są na zamówienie klienta z indywidualnie wybranej tkaniny, są więc teoretycznie wyłączone z prawa odstąpienia od umowy zawartej na odległość. Jednak Doram pewien jakości swojego produktu, mimo przepisów prawa wprowadzili akcję 'Meble na próbę', która daje Wam 14 dni, by na spokojnie sprawdzić, czy meble spełniają Wasze potrzeby i pasują do przestrzeni tarasowej. Oto szczegóły całego procesu

Odrobina LUXusu w życiu, czyli co zmieniła kwarantanna w moich nawykach zakupowych Odrobina LUXusu w życiu, czyli co zmieniła kwarantanna w moich nawykach zakupowychOdrobina LUXusu w życiu, czyli co zmieniła kwarantanna w moich nawykach zakupowych

Odrobina LUXusu w życiu, czyli co zmieniła kwarantanna w moich nawykach zakupowych

No i Voila! Pomysł na biznes genialny, ja wracam do moich roślinek, sama przymierzając się do zestawu jadalnianego, bo mogę, bo mam na to czas, bo ktoś w końcu zrozumiał mój wieczny jego brak i wyszedł mu naprzeciw. Tymczasem w donicach przed domem, zawiało trochę egzotyką. Odeszłam na chwilę od sielskiego klimatu wokół domu i postanowiłam zasmakować w nieco egzotycznych odmianach palm, drzewek oliwnych, juki i nowych gatunków traw, które dopełnią aranżacji i pozwolą mi te polskie wakacje pokropić odrobiną śródziemnomorskiego klimatu.

asia real