Nigdy nie łącz tego samego koloru ścian z tym na tkaninach. To będzie zbyt mocne. Znajdź wersję tego koloru, wpadającą w odcień szarości.

SALLIE GIORDANO

Pinkie Pie

Nowy folder4

Kolorowe inspiracje wejdą chyba na stałe do repertuaru naszego bloga, mi wyjątkowo przypadły do gustu.

Ostatnio miło się zaskoczyłam widząc w trendach farb Śnieżka na 2015 rok pełno różu, w większości w pastelowych odcieniach. Jak wiecie, to co Beata najbardziej we mnie kocha to to, że ja kocham róż! ( no i Becię moją:) Także nieukrywając więcej swojej miłości przedstawiam Wam ogrom różowych inspiracji. Mi najbardziej przypadły do gustu te w połączeniu z miedzianymi dodatkami.

Ja widać jasny róż nie jest zarezerwowany tylko dla małych dziewczynek, w dzisiejszą szaro-słoneczną niedzielę wyemancypujmy się i wyjdźmy na ulicę krzycząc: KOCHAM RÓŻOWY!!!

No dobra, nie musicie, przesadziłam, wystarczy jak podzielicie się artykułem lub inspiracją z Waszymi znajomymi na Facebooku i Instagramie 😉

ENJOY!

1   22 424  6 31 117 8 9 10  33 2612 13 14 15  17 18 19  21  23  45 3525  

2927 28 

36 16

 30  32     37 38  40 43   44  2 5 3 41 20 34  24 39    

żródło: pinterest.com

asia real

Dzien z życia projektanta…..

Kochani moi!

Odkąd chyba ten blog istnieje, zadajecie mnóstwo pytań w komentarzach jak wygląda nasza praca, jak wygląda nasz dzień, jak doszłyśmy do tego co robimy.

W związku z powyższym w zeszłym tygodniu wzięłam ze sobą aparat do biura i krok po kroku przedstawię Wam nasz dzień. Prawda jest taka, że chyba największą zaletą naszej pracy jest to, że żaden dzień nie jest taki jak poprzedni. To jak dla mnie był najważniejszy powód założenia własnej firmy. Pragnęłam niezależności czasowej i finansowej, a mój charakter nie cierpi nudy.

Dziś nudy zdecydowanie nie ma, wiadomo, są dni gorsze i lepsze, jak w każdej pracy, ale jest po prostu fajnie. Czasami jest strasznie ciężko, jak na przykład w tym tygodniu: Beata na urlopie, ja z dwójką chorych dzieci, nową Pracownicą do przeszkolenia, Beaty Projektantką pod moja pieczą, a mojej Opiekunki córka w szpitalu. Mejle w  skrzynce się piętrzą, zarówno w skrzynce firmowej jak i blogowej, a tu jeszcze skrzynkę nowej Projektantki trzeba sprawdzać. 4 projekty czekają nieruszone, a ja latam jak w ukropie, marząc  o tygodniu gdzieś w hotelu, gdzie cisza, spokój, jedzenie donoszą, można popracować w spokoju od 8 do 20 i na koniec dnia iść na masaż  albo basen. Muszę Beatkę chyba na takie firmowe wczasy namówić…

Ale nie myślcie, że narzekam. Dziś na przykład miałam spotkanie z przemiłą Klientką,  jakby w telewizji leciał program POLISH TOP CLIENT to bym ją bez dwóch zdań zgłosiła. Pani energiczna, z super wyczuciem do wnętrz, gustem bardzo podobnym do mojego i jeszcze się okazuje, że X lat temu chodziła do tego samego liceum co ja! Poranek spędziłam na 25-tym piętrze Gdyńskiego  Sea Towers   (dla ludzi spoza Trójmiasta dodam, że to taki Empire State Building Gdyni J z widokiem na morze i całą zatokę, od Gdańska po Hel z jednej strony, i na całą Gdynię z drugiej). Popijając z moją TOP CLIENT pyszną herbatę z pomarańczą i dyskutując razem  z moją nową Projektantką cóżby tu Pani w jej nowym mieszkaniu zaprojektować. No żyć nie umierać . Dodam jeszcze, że dziś nad morzem zero chmur, piękny wschód słońca był i możecie sobie wyobrazić jak to z wysokości kilkudziesięciu metrów przecudnie wszystko widać.

No ale wróćmy do tych dni przeciętnych, o takiego poniedziałku last week .

8.00

Pominę poranek rodzinny z dwójką dzieci, bo to mało ciekawe. Opiekunka weszła do nas o 8 rano ( poprosiłam ją żeby przychodziła pół godziny wcześniej od tego tygodnia, bo miałam plan zacząć biegać, na razie się kończy  się na tym, że przychodzę wcześniej do biura, żeby spokojnie napić się herbaty, otworzyć pocztę, facebooka i pudelka i też jest bardzo fajnie – aaaa, nie zapomnijmy o zeberce!)

9.00

Do pracy weszła nasza Projektantka Weronika, którą pozdrawiam i bardzo lubię, mega zdolna dziewczyna, oby takich więcej

9.10

Dzwoni Beata pytając czy już jestem, bo umówiła się z Weroniką, ale się spóźni i bała się, że biedna stoi pod galerią bez klucza

9.50

Wpada spóźniona Beata, pyta co słychać. Opowiada pokrótce jak było rano na budowie jednej z inwestycji, które teraz prowadzimy, idzie  do kuchni zrobić nam kawę i przychodzi po buziaka. Ja zdążyłam już ogarnąć pocztę, w międzyczasie pojawiła się też nasza nowa Pracownica Daria, także powoli zaczynamy się poznawać.

10.00

Wychodzi słońce, daje znak sygnał Beacie, że to doby moment, żeby zrobi szybko choć kilka fot na bloga, bo zaraz znów galerię owiję szary cień zimowej rozpaczy. Niestety mówi, że jest zajęta z Weroniką, bo muszą najpierw dokończy mejla do Klienta, w którym wysyłają propozycję wraz wyceną tekstyliów do hostelu w Gdańsk, który właśnie projektują.

W związku z tym siadam z Darią, żeby powoli zacząć ją wdrażać w nasz zakres pracy, bieżące projekty, codzienne obowiązki itp. W zeszłym tygodniu miałam rozmowy wstępne w sprawie projektów 2 mieszkań z Klientami, powoli przekazuje Darii co mi powiedzieli, co im się podoba, przesyłam jej mejle ze zdjęciami inspiracyjnymi i rzutami od deweloperów, które mi przesłali, a które Daria będzie musiała przerysować po wcześniejszej inwentaryzacji.

11.00

Zaczynamy powoli zbierać się do zdjęć. Ja poprawiam makijaż, a Beata ochoczo chwyta za regał od Scandinavianwood, którą dostaliśmy na ekspozycję, a która strasznie przyda nam się na katalogi i próbki.

11.15

Kończę się malować. Beata dalej z zacięciem wkręca kolejny wkręt w metalową ramę tego przepięknego mebla.

11.20

No dobra. Dalsze malowanie nie przejdzie, Weronika woła mnie do pomocy, bo nie sięga, aby pomóc Beacie zamontować najwyższą półkę z przecudnego, acz ciężkiego, litego,drewna.

11.30

Regał zmontowany, brakuje już tylko drabinki. Zaczynamy układać na nim próbki tapet i fornirów oraz blatów drewnianych, które po 3 latach współpracy udało nam się w końcu wydobyć we wszystkich najciekawszych wybarwieniach od naszego Stolarza.

12.00

Dzień zaczyna mi się powoli kurczyć, muszę siadać do właściwej pracy, a tu nieoczekiwanie wpada Nadzorca naszych ekip remontowych ze spóźnionym upominkiem gwiazdkowo-noworocznym! Miła niespodzianka, wino i czekoladki są zawsze w cenie!

12.15

Po szybkim przedstawieniu go nowym Pracownicom, zamieniam z nim parę słów na temat bieżących projektów, pyta kiedy wchodzi na następna budowę, na co ja mogę jedynie pomachać grzecznie głową, bo jak zaraz nie siądę do komputera to żadnej budowy nie będzie! W końcu projekt sam się nie zrobi.

12.30

Powoli zaczynam zbierać na stole próbki tapet i podłóg, starając się na podłodze przy dziennym świetle dobrać jedno do drugiego, na stole zaczyna piętrzyć się od katalogów. Nie może też zabraknąć naszych ukochanych czekoladek Chocolissimo. Kto nie spróbował ten nie wie co traci. Czekoladki warte projektanta i nie tylko, bo każde opakowanie kryje inną czekoladowo-designerską niespodziankę, a tak naprawdę to samo opakowanie w kształcie koperty czy drewnianego piórnika już kusi…mniam….no nic miało być o projektowaniu, a nie jedzeniu także wwwwwróć!

 

14.00

Powoli kończę dobór próbek do projektu, część z nich fotografuję, część znajduję w Internecie. Ostatnio urządzamy na cacy nasze biuro, co strasznie mnie cieszy, bo to oznacza, że mamy u siebie coraz więcej starannie przez nas wyselekcjowanych  próbek podłóg, tkanin, wykończeń stolarskich i wszelkich innych, które strasznie ułatwiają i przyspieszają nam pracę. Długo na to czekałam i kosztowało to mnóstwo pracy i też sporo pieniążków, ale było warto!

15.00

Siadam do komputera w międzyczasie odbierając z 20 telefonów. Lubię kontakt z ludźmi, z dostawcami, uważam, że nawet jest to moją silną stroną, rozmowy, negocjacje, wymiana zdań itp., jednak czasem chciałabym się tylko zamknąć i zająć samym projektem, ale tak się po prostu nie da. Jeśli telefon przestaje dzwonić, to znaczy, że nie ma zleceń, że nie ma budów do nadzorowania, ani Klientów do obsługiwania, a to raczej niepożądany przez nas stan rzeczy po tylu latach pracy.

16.15

Powoli zbieram się do wyjścia. Róża ma przedszkole do 17, a ja jeszcze muszę stanąć po zakupy i wysłać na poczcie kilka umów i faktur. Zresztą nie ma tego złego, wieczorem też jest dzień i jak położę dzieci mogę dalej pracować w ciszy i spokoju.

 

Więc jak widzicie jest ciekawie, ale każdy dzień jest inny, mogłabym napisać miliony takich postów, pokaże Wam jeszcze przykładowy dzień w terenie jak aura dopisze.

XOXOXO

asia real

zapraszam do stołu

Mówią, że serce domu jest w salonie, ale z doświadczenia wiem, i chyba wszyscy się z tym zgodzimy, że podczas każdego spotkania – najlepiej siedzi się w kuchni : ) Nawet, jeśli ma 10 m2, a gości trzydziestu – nie ma zmiłuj się, wszystkim najlepiej rozmawia się w kuchni. Z uwagi na to, że nasza kuchnia połączona jest z jadalnią, odpowiedni stół był bardzo istotnym elementem wyposażenia. Miał być duży, solidny, miły. Dla mnie ważne było, by miał metalowe stabilne nogi i gruby, dębowy blat. Szukaliśmy długo. "Zboczenie zawodowe" nie pozwoliło mi w żaden sposób pogodzić się z tym, że muszę decydować się na to, co aktualnie znajduje się w sklepach, zatem szukałam, szukałam… i znalazłam  : ) 

  3

Stół powstał dzięki bezpośredniej współpracy z moją już bardzo dobrą koleżanką ( tyle razy dzwoniłam w sprawie projektu do Kingi, że myślę, iż z powodzeniem mogę ją tak nazwać : ) ).  Hoom jest nie tylko producentem stołów. Okazało się, że wykonują również inne unikalne meble na zamówienie – w stylu rustykalnym, prowansalskim, w 100% z litego drewna. Dopracowane w najmniejszym szczególe, każdy mebel zachwyca. Sprawdźcie sami.

4 

Znacie mnie dobrze, więc wiecie, że uwielbiam dodatki, a że sezon na miedź trwa, uzupełniłam zapasy o kolejne akcesoria:

1

Doniczka w niezwykle mocnym odcieniu miedzi, zasadzę w niej bazylię. Możecie kupić tu.

Kolejne elementy aranżacji:

Zestaw dwóch domków 

Matowy czarny wazon ( czekam właśnie na kwiatki : ) )

Świeczniki miedziane kupiłam w H&M home na wyprzedaży.

A znanego już Wam żuczka jelonka na plakacie kupiłam tu.

Jeśli natomiast zwróciliście uwagę na krzesła tolix – zabrałam je z poprzedniego mieszkania, które zapewne pamiętacie i moim zdaniem super pasują do nowego tła. Uwielbiam je za ponadczasowość, prostotę i uniwersalność. Znalazłam je w bardzo dobrej cenie 399 zł, w różnych kolorach – sprawdźcie, jeśli Wam się podobają.

5

7

2

Nie mogłam się nie pochwalić wyprzedażową zdobyczą w przepięknym wiosennym kolorze: różu, turkusu i uniwersalnej czerni.

Zarówno serwetki jak i akcesoria do gotowania kupiłam w TKmaxx ( cena odpowiednio 14 zł i 19 zł )

Do tego świetna misa z Bloomingville i zabawne serwetki z tej samej firmy : )

810 11

Teraz czekam tylko na lampę. Jak myślicie, jaki będzie mój wybór?