I prefer drawing to talking. Drawing is faster, and leaves less room for lies.

Le Corbusier

Say hello to LEO

Nadeszła godzina zero….

 

Ostatnie 9 miesięcy minęło bardzo szybko, nie miałam za dużo czasu, aby tę ciążę celebrować….taki los pracującej mamy na działalności gospodarczej. Ale nie narzekam, kocham to co robię, mam dużo szczęścia, że mogę dzielić czas pomiędzy rodzinę, a firmę, co nie do końca pewnie byłoby możliwe przy pracy na etacie.

 

I tak nie mogłabym się do końca cieszyć moim odmiennym stanem, bo samopoczucie niestety nie było najlepsze tym razem. Ciąża Różyczki minęła niczym wizyta w spa, Leoś dał mi bardziej w kość, tym bardziej cieszę się, że już wyjdzie i będę mogła się nim opiekować bez kilkunastokilowego worka na brzuchu. Naprawdę zasmakowałam jak to jest przewlekle chorować, chylę czoła osobom, które zachowują pogodę ducha, gdy ciągle ich coś boli. Nawet ja – osoba raczej uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do świata – złamałam się i na końcówce zamieniłam w wiecznienarzekającegopotwora. Tu mnie kłuje, tam mnie uwiera, na szczęście finał jest miły – Boski Leo (to ksywa nadana mojemu Synkowi przez moją ukochaną Siostrę) będzie już niedługo wśród nas.

 

Pozdrawiam wszystkie przyszłe Mamy, oby lato minęło Wam szybko, porody płynnie i aby Wasze pociechy przesypiały bezkolkowo całe noce  (tego też sobie życzę). W najbliższych tygodniach oddaje Was trochę bardziej pod opiekę Beatki, ale obiecuję, że wrócę szybko z nową dawką inspiracji, może już z mojego placu budowy. Trzymajcie się ciepło i do miłego!

 

asia real

Sing me a Lullaby

Tyka mi bomba w brzuchu, więc postanowiłam w końcu zaścielić łóżeczko dla mojego Synka, tak aby powrocie ze szpitala miał swoje miejsce w naszym domu.

 

Tym razem nie ma miejsca na drugie spektakularne łóżko, tak jak to było w przypadku Róży. Myślę, ze jeśli dojdzie do przeprowadzki to jej piękna koja przewędruje do pokoju Leosia, a dla Róży mam już pomysł na legowisko z Europalet (nie omieszkam pokazać dzieła w swoim czasie jak tylko je wykonam).

 

Na razie Beatka pożyczyła mi kosz Mojżesza, w którym spała moja Chrześniaczka Helenka. Jest super praktyczny, jeździ na kółkach, co pozwoli mi mieć Małego przy sobie w nocy, żeby nie musieć za daleko wstawać, a w dzień płynnie przejedzie do salonu, bo niestety w naszej ośmiometrowej sypialni ze skosem specjalnie miejsca dla niego nie ma. Dodatkowo Beatrycze moja droga podarowała mi pościel specjalnie pod rozmiar kosza, a na Baby Shower moje super koleżanki zrzuciły się na kocyko-kołderkę bambusową, która będzie nam służyć przez parę dobrych lat myślę.

 

Tak więc jestem gotowa,  ale nie zmienia to faktu, że w nowym domku marzę o czymś wyjątkowym dla mojego Malucha. Wygląda na to, ze będziemy musieli jednak zrobić o wiele mniejszy remont, bo koszty całości nas na start przerosły. Tak więc od 2 tygodni buszuję po wszelkiej maści stronach DIY i szukam inspiracji na nowe lokum.

 

Przyznam, że może źle się nie stało, że od razu nie będziemy mogli urządzić wszystkiego jak z katalogu. Co prawda przeżyłam już 2 samorobne mieszkania podczas mojego pobytu na studiach w Niemczech, 4 w Meksyku i 2 w Polsce, W każde z nich wniosłam dużo serca, każde z nich miało pełno rzeczy znalezionych, zrobionych samemu, każde miało też tego coraz mniej, bo coraz więcej rzeczy udawało się po prostu kupić.  A przecież zawsze marzył mi się artystyczny dom, z obrazami Jorge opartymi o ścianę, milionem fotografii i całością mebli zaprojektowaną i choć po części wykonaną przez nas, może przez brak funduszy los chce mi przypomnieć, że mamy talent i że żal go nie wykorzystać, W końcu mój Mąż ma super pomysły, niestety dławione w zarodku przez brak czasu lub nadgorliwą żonę….No nic, buszuję dalej, a w międzyczasie pokazuję Wam kilka niekonwencjonalnych pomysłów na kołyski – z dedykacją dla przyszłych Mam, którym marzy się odrobina bajkowości w pokoju Waszej Pociechy lub które zmuszone są zrezygnować z tradycyjnego łóżeczka.

Ja ostrzę zęby na drewnianą kołyskę księżyc 🙂 Chcielibyście zobaczyć DIY w tak zaawansowanej formie?

asia real

Mam diamentową lampę i nie zawaham się jej użyć

 Jest jest jest !!!

Mam ją ! W końcu podjęłam decyzję i dokonałam zakupu. Miała być kinkietem z inspiracji, znalezionej w jednym z magazynów wnętrzarskich, ale za żadne skarby nie mogłam trafić na nią w sklepach…produkty zastępcze – a i owszem, były, jednak kwota 900 zł za lamę nad lustrem w łazience to stanowczo za dużo jak na moją kieszeń. Jak wiecie, mam problem z decyzyjnością, nie wiem czy to wada czy zaleta, ale zanim wybiorę coś do domu, muszę przespać się z myślą o tym kilka dobrych nocy.. Do tej lampy powracałam po kilkakroć. Do tej pory nie wiem, czy będzie ona miedziana – jak na zdjęciach, czy może przemaluję ją na czarno…może żółto, a może niebiesko… 

Wiecie, że nie miałam pomysłu na łazienkę, dzięki Wam udało mi się postawić na najlepszą ( dziś już to wiem ) aranżację. Zmieniłam tylko układ kafli – te ze ściany są w tej chwili na posadzce. Zaznaczam, że kinkiet na wizualizacji nie jest tym moim wymarzonym, którego tak szukałam.

10313380_644319052314697_699371918855966233_n

A oto powód mojej radości, dostarczyciel dobrego humoru. Miedziany diament zawiśnie nad lustrem i mimo, iż posadzka w moim domu schnie i schnie, to musiałam powiesić sobie tą lampę, choć na chwilę, by nacieszyć oko i pochwalić cię Wam wyborem.

1 DSC_0120

DSC_0128

Brakuje mi ładnej żarówki..powinna być na tyle mocna, by dobrze oświetlała twarz. Jej światło powinno być ciepłe, ale nie żółte. Jakieś pomysły ?

I jeszcze jedno – zostawić miedzianą czy malować na niebiesko/czarno/żółto?

 

beata kwiatkowska