DIY – ozdoby ścienne z włóczki

Każde rękodzieło to sztuka sama w sobie i nie chodzi tu tylko o umiejętności manualne, bo wszak, jak mówi przysłowie: trening czyni mistrza. Wyobraźnia i kreatywność to najważniejsze cechy każdego twórcy. Umiejętność wyobrażenia sobie gotowego dzieła i wykonanie go w taki sposób, żeby to, co wyobrażone faktycznie przypominał, to dla niektórych cechy niedostępne. Na szczęście są warsztaty, na których można się w sztuce tworzenia wprawić. Ja jako fanka DIY gorąco Was do takich prób zachęcam, nic nie daje takiej satysfakcji, jak piękny przedmiot wykonany naszymi rękoma, dodatkowo jako ozdoba długo cieszy oko i możemy z dumą wypinać pierś, mówiąc: jam to stworzyła! W ostatni weekend września miałyśmy przyjemność być współorganizatorkami warsztatów z tkania makatek ściennych. Razem z Tolą z Kilim All, na ten jeden dzień, zamieniłyśmy nasze studio w Sopocie, w centrum kształcenia prząśniczek 😀

Wielu z Was pamięta pewnie jeszcze makatki, kilimy czy gobeliny ścienne wiszące u mamy, babci lub sąsiadki. Jak wiemy, moda zawsze wraca jak bumerang, z tym że, zwykle w lekko uwspółcześnionej formie. Do lamusa odeszły jelenie na rykowiskach i smutna martwa natura, niech żyje nowoczesna forma i prostota. Kiedyś wykonywano je z dostępnych materiałów, czyli z reguły z tego, co było pod ręką, teraz mamy większy wybór i staramy się wybierać materiały naturalne jak wełna, bawełna, len czy drewno. Do wykonania takiej ozdoby ściennej potrzebne jest krosno, gruba igła oraz kilka rodzajów włóczki wełnianej o różnej grubości, strukturze i kolorze. No i oczywiście dobre chęci. Po odmierzeniu odpowiedniej długości włóczki (jak widać, ja stosuję sprawdzoną metodę ''na Łokietka") i wyborze odpowiadających nam kolorów możemy zacząć pleść! A raczej wyplatać. Chwilę zajmuje opanowanie techniki, ale wbrew pozorom nie jest to bardzo trudne zadanie, a na pewno bardzo wciągające.

Pod czujnym okiem Toli wszystkie prace zaczęły w końcu przybierać odpowiednią formę. Ile prząśniczek, tyle pomysłów na wykonanie. I to jest chyba najfajniejsze w tej zabawie, każda ozdoba jest niepowtarzalna. Jeśli więc czujecie, że Wasza inwencja  twórcza domaga się ujścia, koniecznie spróbujcie wykonać taką makatkę do swojego domu. Pięknie ociepli sypialnię, ale będzie też ciekawym detalem w salonie. Bardzo mnie cieszy, że samodzielnie wykonane dekoracje znów wróciły do łask, dodatkowo doskonale wpisują się w aktualne trendy wystroju współczesnych wnętrz. Lubimy łączyć minimalizm z ręcznie robionymi przedmiotami, z naturalnych materiałów, dzięki nim takie wnętrza stają się bardziej przytulne i przyjazne. Coraz bardziej cieszą nas rzeczy unikatowe, wyjątkowe, niekoniecznie idealne, ale dla nas piękne i wartościowe. Niesztampowość i indywidualizm potrafią być rodzicami naprawdę ciekawych wnętrz.

Z dumą prezentujemy efekty naszej ciężkiej pracy. I jak się spisałyśmy? Dajcie znać, jak Wam się podoba pomysł organizowania takich warsztatów.

beata kwiatkowska

TABLE LIFE – Wekować każdy może

Czy ktoś z Was ma mniej niż 40 lat i przygotowuje weki? Wiem, że to tendencyjne pytanie, jednak dla mnie zawsze było to zadania dla bardzo dorosłych Pań…no czasem Panów.

Zauważyłam, że ostatnio bardzo uderzam w nostalgiczną nutę, zastanawiam się jakie rzeczy już nie są odpowiednie do mojego wieku, a jakie nowe możliwości otwierają się, bo właśnie w tym wieku jestem. Jedną z takich rzeczy jest wekowanie. Nigdy nie sądziłam, że będzie to coś, co przyciągnie moją uwagę. Nie jestem typem domatora, lubię jeść na mieście i chyba w tym tkwi sedno….LUBIĘ JEŚĆ! Także wekowane przetwory…ogórki małosolne i kiszone, grzyby w occie, borówki i żurawinę na słodko do mięsa. Na samą myśl cieknie mi ślinka. I to właśnie przez głód i ogromną miłość do ogórków popełniłam parę lat temu ogromny słój, potem drugi, potem robiłam ich tyle, że zaczęłam rozdawać, ładnie pakować, opisywać. Widząc, ile radości sprawiam tym innym, robiłam to dość często, bo przecież fajnie jest dawać. Z każdym rokiem mój apetyt rósł – zakupiłam więc profesjonalną książkę o szumnej nazwie Batch, zaopatrzyłam się w słoiki oraz emaliowane garnki marki Silesia od Altom Design i zabrałam się do pracy. Jednak zauważyłam, że praca ta nie do końca jest przyjemna, bo to jednak praca. Postanowiłam  zadbać o większą ilość rąk do pracy, zakupiłam więc ciasto, zaparzyłam kawę i zaprosiłam całą rodzinkę. Zebraliśmy się na dole i zrobiło się z tego gotowania całkiem sympatyczne wydarzenie.

Od razu zmieniło się moje podejście do zadania. Dzięki gotowaniu mogłam być bliżej rodziny, mogłam nauczyć Różę, jak się robi ogórki, które również uwielbia. Poznała mój sekretny składnik, którym, oprócz soli i chrzanu, jest chilli. Leoś mógł obmyć kurki i dziwił się, czemu nie gdakają.

To, co najbardziej podoba mi się w tym okresie życia to fakt, że zyskuję luz i nie zamykam się w sztywnych ramach. Lubię zarówno jazdę na longboardzie po pracy, jak i opisywanie słoiczków z wekami. Bo wekować każdy może!

asia real

Ikea i jej nowy serial

Życie to nie film i rzadko kiedy go przypomina, nie wszyscy jesteśmy piękni, nieśmiertelni i bogaci 🙂 i nie wszyscy mamy idealne domy, gdzie każdy drobiazg i sprzęt ma swoje stałe miejsce i lśni niczym gwiazda zaranna. Zmieniamy się my, nasze dzieci, nasze potrzeby, a co za tym idzie, również nasze otoczenie. Kto posiada dzieci (a zwłaszcza więcej niż jedno), ten wie, że nie ma absolutnie żadnej szansy na stały ład i porządek w domu, a jeden mebel może mieć kilkanaście zastosowań, zależnie od inwencji naszych pociech. Czasem po prostu mamy wrażenie, że ubrania, zabawki i inne drobiazgi po prostu same wypełzają ze wszystkich zakamarków pod naszą nieobecność, pewnie tylko czekają, aż wyjdziemy do pracy. Jeśli dodatkowo dysponujemy liczną rodziną bliższą i dalszą, tudzież obszernym gronem znajomych, którzy lubią wpaść z niezapowiedzianą wizytą lub po prostu, zwyczajnie czasem potrzebują naszej bliskości, wiemy, że wielofunkcyjność sprzętów, które posiadamy, ma niebagatelne znaczenie. Nieważne jak dużą przestrzenią dysponujemy i jak zasobny mamy portfel, wszyscy pragniemy stworzyć dla siebie i bliskich, nie tylko piękny, ale i funkcjonalny dom, tak by żyło nam się lepiej na co dzień. 

Ostatnio miałyśmy przyjemność gościć na planie zdjęciowym serialu Ikea ''Dom pełen życia'' i nawet jeśli nasze życie filmu nie przypomina, to okazuje się, że serial może całkiem trafnie to życie parafrazować. Bardzo nam się spodobał pomysł pokazania życia  i naszych codziennych drobnych problemów w zwyczajny, naturalny sposób, ale w lekko komediowym tonie. Wiele z serialowych sytuacji, aż za bardzo przypomina nam nasz własny, nieidealny świat, w którym pies upodoba sobie naszą ulubioną poduszkę jako legowisko, a meble wędrują po domu, bo nagle zmieniamy przeznaczenie pokoju. Sprytne rozwiązania Ikea mogą być bardzo inspirujące w planowaniu naszej przestrzeni lub rozwiązaniu naszych obecnych domowych bolączek. Niech pierwszy uniesie rękę ten, kto nigdy nie wściekał się, że jedyne duże, dostępne lustro znajduje się w sypialni, gdzie akurat nasza latorośl odbywa drzemkę, a my naprawdę koniecznie musimy przed wyjściem sprawdzić, jak komponuje się nasz strój, a jesteśmy już spóźnieni. Bywają też sytuacje, gdy nagły zjazd rodzinny zaczyna przypominać oblężenie Malborka, a my z tyłu głowy mamy jedną myśl: gdzie ja ich wszystkich położę?! Zamiast rwać włosy z głowy można dzięki prostym rozwiązaniom, czy drobnym zmianom dostosować nasz dom do naszych potrzeb i naszego stylu życia, w nowym serialu Ikea możemy znaleźć sporo analogii i inspiracji.

Czy i Wy wierzycie, że uporządkowanie swojego otoczenia może mieć wpływ na uporządkowanie naszego życia? Nie bez przyczyny wielkie rewolucje i zmiany w mieszkaniach są bardzo często następstwem ogromnych zmian życiowych i symbolicznym otwarciem się na nowe etapy w życiu i zakończeniem poprzednich. Czy wprowadzacie je ze względów praktycznych, czy terapeutycznych, na pewno warto pomyśleć o wielofunkcyjności mebli i sprzętów, zwłaszcza jeśli dysponujemy małym mieszkaniem. Pomysłowe i funkcjonalne rozwiązania dają nam więcej spokoju i zimnej krwi w sytuacjach awaryjnych ;). Stojak na kwiaty, taboret i przenośna drabinka w jednym? Dlaczego nie! Podręczny stolik, który w razie potrzeby będzie służyć jako taca, czy przenośne lustro do zawieszenia na dowolnych drzwiach w domu? Jak najbardziej! Takie małe-wielkie rozwiązania jak stołek BEKVÄM, lustro GARNES ,czy leżanka FYRESDAL pozwalają zaoszczędzić przestrzeń, co jak wiemy w przypadku małych pomieszczeń, ma ogromne znaczenie. Żaden najazd rodzinny nam niestraszny, jeśli w każdej chwili możemy leżankę przemienić w łóżko, a w pojemnikach pod nią znaleźć dodatkowe koce i poduszki, które na co dzień nie plączą się pod nogami. Dom ciągle ewoluuje razem z mieszkańcami, Ikea pokazuje nam, w jaki sposób sprytnie pomóc mu w ewolucji i spełnić marzenie o lepszym domu, nie powodując przy okazji rewolucji w budżecie. 

A jak Wy zapatrujecie się na takie zmiany? Jesteście zwolennikami stopniowej ewolucji w domu, czy natychmiastowej rewolucji? Czekamy na Wasze opinie w komentarzach.

asia real

Last month

W tym roku wakacje trwały niemalże miesiąc dłużej. Wszystko za sprawą pogody, która rozpieściła nas jak nigdy dotąd. Wrzesień, pomimo stresu związanego z pójściem do szkoły, minął w atmosferze spacerów oraz rodzinnych wypadów. Wspominałyśmy wakacje i nasz rodzinny wypad w góry Sowie do miejsca zwanego Zapomnienie. Opowiadałyśmy o tym niezwykłym miejscu, jego właścicielce i ekologiczych futonach, które produkuje, aby móc zrealizować swoje marzenie życia na wsi.

Beata przedstawiła nowego członka swojej rodziny. Hajsika pokochaliśmy od pierwszego wejrzenia. Niestety pies to również obowiązek, więc zdradziliśmy parę sekretów, jak dbamy o nasze pupile. Pieski są idealną wymówką do zakupów (prawie jak małe dziecko). Beata wyposażyła się w kosmetyki do pielęgnacji małego szczeniaka, natrafiła również na całkiem ciekawy wynalazek – wino dla pupili!

Wrzesień nie był wolny od inspiracji. Pokazałyśmy Wam marmurową łazienkę, która przypadła do gustu chyba wszystkim. Nieczęsto zdarza się taka realizacja, w której odbiorze wszyscy byliby tak zgodni!  Jednak biel we wnętrzach nadal się broni, pomimo mody na kolory.

Sesja lamp z drewna na plaży była moją ulubioną. Spędziłam przemiłe popołudnie w moim ukochanym miejscu. Sopot to perła Bałtyku i nikt nie wmówi mi, że jest inaczej! 

Aaaa, mówiłam Wam już, że Helenka użycza nam pieska i czasem Beata przyprowadza go do biura? Młody jest jeszcze i  nieokrzesany, nadal dociera się z Kostkiem – psem Darii, i centem – psem Martyny, ale wybaczamy mu niefrasobliwość i zapachy, które notorycznie unoszą się za nim 😉

Podczas gdy Beata korzysta z jesieni w ogrodzie, ja odkryłam przecudny świat wekowania. Zaopatrzyłam się w zestaw do pasteryzacji od firmy Tescoma, odkurzyłam swoją książkę Batch, o której Wam już pisałam rok temu i popełniłam ogórki małosolne i kiszone, jabłka na szarlotkę i marmoladę śliwkową. Marzy mi się pędzenie cydru, bo za oknem mam jabłonkę, która niedługo złamie się od ciężaru jabłek. Ktoś z Was może miał już okazję go produkować? Dam radę?

Podczas gdy Beata cieszy się nowym Synkiem, ja wyposażyłam Córeczkę w łóżko ze sklejki od My Label i cieszę się, że dzieci rosną. Nie tylko fizycznie, rosną również mentalalnie. Coraz trudniej trafić w ich zainteresowania i gust. Wraz z początkiem września, nasze małolaty rozpoczęły edukację w klasie pierwszej. Na dobry początek kupiłyśmy dziewczynom książki, godne polecenia – Girl Power, opowieści dziewczyn, które chcą zdobyć świat. Wydanie ciekawe, na miarę innowacyjnego podejścia do edukacji i rozwoju dzieci w wieku szkolnym. Teraz poszukuję takiego wydania dla chłopaków : )

Lato dobiegło końca, blog pomaga nam pamiętać te dobre chwile i odważnie wkraczamy w jesień. Słuchamy namiętnie Taco Hemingwaya  mając nadzieję, że nie dopadnie nas nostalgia i może kiedyś pojedziemy na Fiji…..

asia real