Nigdy nie łącz tego samego koloru ścian z tym na tkaninach. To będzie zbyt mocne. Znajdź wersję tego koloru, wpadającą w odcień szarości.

SALLIE GIORDANO

Niecodzienny sposób na spędzenie czasu w pięknych okolicznościach przyrody – sauna na plaży

Wiosnę czuję już w kościach, jednak nadal trudno nie zauważyć śniegowych kopców na plaży, skutecznie przypominających, że to wciąż jeszcze zima. Biały puch oczywiście znika w coraz szybszym tempie, ale nadal jest. Czy mam dosyć zimy? Trochę tak, ale zdążyłam nauczyć się korzystać z jej uroków, nawet nad morzem, gdzie o zjazdy na nartach czy sankach jest raczej ciężko, a wiatr znad Bałtyku podstępnie wdziera się za kołnierz. Dziś kontynuujemy spacer po Trójmieście i tym razem skupimy się na czymś zupełnie wyjątkowym.

Czy słyszeliście o saunach na plaży? Dosłownie o krok od opisywanego w poprzednim poście M15, mieści się kompleks saun, w których można odpoczywać i relaksować duszę oraz ciało, wpatrując się jednocześnie w niebieski Bałtyk. To bardzo urokliwe miejsce. Nie byłabym sobą, gdybym nie wypróbowała tej przyjemności na własnej skórze. Miesiąc temu pierwszy raz miałam sposobność skorzystać z odpoczynku w saunie, a jako że lubię dzielić się radością, zaprosiłam koleżanki i razem wybrałyśmy się na wieczorną przygodę. Niby nie taka niecodzienna rozrywka, w końcu pewnie większość z Was miała już okazję z tego typu przyjemności korzystać, ale nie zawsze kończy się to kąpielą w morskiej wodzie. Prawda? Na komendę „biegniemy do wody”, jak jeden mąż lub jedna baba, bo co to za dyskryminacja w końcu, wybiegłyśmy z rozgrzanej sauny, by po przegalopowaniu kilku metrów zrzucić z siebie ręczniki i trafić do lodowatego o tej porze roku morza. O mamo! Jak o tym piszę, to nie wierzę, że się na to odważyłam : ) Do tego dnia, taki pomysł był na mojej liście, w kolumnie „nigdy w życiu”. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu okazało się, że było to bardzo przyjemne doświadczenie! Nie było mi wcale zimno, kiedy stałam na plaży w stroju kąpielowym w styczniu o godzinie dziewiętnastej, nie nabawiłam się ani kataru, ani anginy, ani nawet zapalenia pęcherza – o co bałam się najbardziej. Powtórzyłyśmy to jeszcze trzy razy, zatem niczym mors przedszkolak, dumnie staję dziś przez Wami i powiadam: CHCIEĆ TO MÓC: ).

Kompleks saun nie tylko pozwala na korzystanie z morza przez cały rok. Oprócz tego dodatkowo cieszy oko, ponieważ jest lekką i prostą architekturą o minimalistycznym charakterze, bardzo dobrze współgrającą z otoczeniem. Szkieletowa konstrukcja, drewniana elewacja i tak lubiany przeze mnie czarny akcent w postaci ram okiennych. To miejsce nie tylko atrakcyjne ze względu na możliwość spędzenia wolnego czasu. Każdy powinien tu zawitać i zafundować sobie niezwykły pakiet doznań, które urozmaicą naszą codzienność…może Walentynki będą dobrym pretekstem, by z takich przyjemności skorzystać? Pomyślcie za Waszych mężów czy partnerów życiowych i rzućcie im wyzwanie. Potem napiszcie koniecznie w komentarzu czy podołali!. 3…2…1…start!

beata kwiatkowska

Warto odwiedzić – M15, w którym nie tylko widok jest pyszny

W Trójmieście, od pewnego czasu, powstaje coraz więcej przyjemnych miejsc, w których można wypić ciepłą herbatkę, przed południem spędzić czas w miłym otoczeniu, wieczorem zjeść kolację z przyjaciółką, a w weekendy spędzić czas z rodziną. Normą już są psi goście, dzięki którym restauracje i kawiarnie nabierają bardziej domowego i przytulnego klimatu, który bezpośrednio wpływa na komfort spędzania w nim czasu. Świadomość restauratorów rośnie w zaskakującym tempie i coraz więcej z nich zdaje sobie sprawę, że samo, nawet pięknie zaaranżowane miejsce już nie wystarczy. Ważna jest aura, ludzie i duch wnętrza, a tych elementów bez wątpienia nie brakuje w M15 – restauracji w Sopocie, przy samej plaży, do której dziś zapraszam Was na wspólny obiad.

Restauracja ma genialną lokalizację. Doprowadzi nas do niej droga wiodąca przez piękny park, dzięki czemu z jednej strony można obserwować spacerujące rodziny i buszujące wśród drzew ptactwo, z drugiej zaś oko cieszy piaszczysta plaża i niebieski horyzont. Zimą nie wypada nie zatrzymać się tu choćby na rozgrzewającą herbatę, a wiosną i latem mamy dodatkową atrakcję w postaci placu zabaw na sopockiej plaży, przy którym można spokojnie zjeść obiad, mając swoje pociechy na oku przez cały czas. W miesiącach zimnych M15 też ma do zaoferowania wiele atrakcji dla dzieciaków. Główną inicjatorką różnorodnych warsztatów i spotkań z najmłodszymi jest moja wieloletnia koleżanka Maja, która wspólnie z mężem prowadzi i rozwija to miejsce. To właśnie miłe jest w Trójmieście. Niby rozległy obszar, ale tak naprawdę, wszyscy się tu znamy i lubimy: ).

Teraz najważniejsze…kuchnia. Potrawy wegetariańskie, a niekiedy i wegańskie, już na stałe mają swoje miejsce w menu każdej dobrej restauracji. Czasem śmieję się, że odkąd emitowane są Kuchenne Rewolucje, szefowie kuchni mają twardy orzech do zgryzienia. Staliśmy się niesamowicie wymagającymi klientami, szczególnie pod względem jakości posiłków i składników zawartych w daniach. Nie ma takiej możliwości, by potrawa nieświeża lub zwyczajnie niesmaczna, mogła zostać przez gościa przemilczana. W M15 zdają sobie z tego sprawę doskonale, przy czym wszystkie produkty wytwarzane są w samej restauracji. Nawet chleb pieczony jest tu według własnego przepisu. Wszystko jest świeże i smaczne, a do tego wygląda bardzo zachęcająco. 

O samym wnętrzu postanowiłam napisać osobny wpis, ponieważ warto rozłożyć je na czynniki pierwsze, a wiele detali jest wartych uwagi. Mimo połączenia złota z lustrami i nasyconą paletą niebieskich głębi restauracja jest lekka i przyjemna w odbiorze.  Jest przytulnie i miło, a jednocześnie to miejsce nadaje się zarówno na rodzinny obiad, jak i wieczorną randkę…choćby walentynkową : )  Jestem ciekawa Waszych wrażeń z blogowej relacji? Rozumiem, że widzimy się na herbacie niebawem?

beata kwiatkowska

Sztuka tworzenia, czyli drugie życie mebli

Dziś chcę Wam przedstawić wyjątkową artystkę i jej niebanalną twórczość. Marta Tańcula jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i oprócz ogromnej pasji do malarstwa, zapałała również miłością do starych mebli. W pełni zgadzam się z nią, że stare, dobre polskie wzornictwo zasługuje na wsparcie, promowanie i ratowanie od zapomnienia. Marta postanowiła przyjść z odsieczą takim właśnie meblom, z charakterem i duszą, często wykonanym z drewna i o świetnym designie. Daje im drugie życie, ponieważ poczuła empatię do mebli, których nikt już nie chce, a przy odrobinie chęci i inwencji można przywrócić im świetność.  

Marta mówi: ''Jestem w stanie odnowić, pomalować i wystylizować, każdy rodzaj mebla, o różnym stopniu uszkodzenia oraz zaniedbania, dopasować go do różnego klimatu i rodzaju wnętrza. Stare meble są wyjątkowe, a po stylizacji stają się unikatowe i jedyne w swoim rodzaju. Chcę ratować meble, którym grozi wysypisko śmieci i dać im drugie życie. Największą satysfakcją jest dla mnie wielkie zainteresowanie, jakie wzbudzają w ludziach meble po moim tuningu''.

Absolutnie zachwyciłam się meblami po stylizacji Marty, czuć w nich artystyczną duszę i fantazję i na pewno kiedyś wykorzystamy je w naszych projektach. Zresztą jestem wielką fanką diy i odnawiania tego, co stare, a jeśli jeszcze ktoś robi to w takim stylu, to siadam i biję brawo! Byłam bardzo ciekawa techniki, jaką tworzy i skąd czerpie inspiracje. Sama Marta swoją technikę określa jako ''tańculową", czyli swoją i niepowtarzalną, mówi, że sama czasem nie potrafi powiedzieć, w jaki sposób dany mebel powstał i nie jest pewna czy potrafiłaby powtórzyć dokładnie to samo na innym. Nawet jeśli plan i pomysł na dany mebel jest całkiem inny, daje się ponieść twórczym emocjom i w trakcie tworzenia dzieło żyje własnym życiem. Marta również maluje obrazy i widać silną inspirację malarstwem na tworzonych przez nią meblach, sama mówi, że traktuje je trochę jak płótna i bardzo indywidualnie podchodzi do każdego z nich.

My Polacy jesteśmy coraz odważniejsi w aranżacjach swoich wnętrz i jestem przekonana, że dzieła Marty znajdą swoich odbiorców. Jeśli szukacie czegoś niepowtarzalnego i lubicie jedyne w swoim rodzaju meble, zajrzyjcie na  jej fanpage oraz zobaczcie portfolioMarta postanowiła swoją miłość do starego połączyć z oryginalnym designem, odważną kolorystyką i ciekawymi wzorami. Taki stary-nowy mebel zyskuje całkiem inny charakter i po prostu zachwyca. W końcu prawdziwą sztuką jest stworzenie czegoś wyjątkowego tam, gdzie inni nie widzą potencjału.

Tworczość Marty Tańculi to cudowny mariaż starego z nowym, o wyjątkowych walorach estetycznych i artystycznych. Jak Wam się podoba takie podejście do recyklingu i rodzimego designu? Jestem ogromnie ciekawa Waszych opinii.

beata kwiatkowska