Slow life

Ostatnio zwalniam.

Zwalniam oddech, w aucie zwalniam, życie zwalniam. Jeszcze daleko mi do ideału i nie oznacza to, że nie pracuję, leżę i pachnę i nic nie robię, ale trochę czyszczę swoje życie z niepotrzebnych rzeczy. I dosłownie, bo przez ostatni miesiąc udało mi się uporządkować od domu po pulpit komputera,  ale też wybieram czynności, które naprawdę mnie cieszą, wykonuje je w swoim tempie i z należytą starannością. Zapisałam się na Jogę i końcu parę razy na nią dotarłam. Strasznie mnie cieszy i nie rozumiem, czemu nie mogłam już od września ćwiczyć tak jak sobie obiecałam. Jem mniej mięsa, ale nie dlatego, że muszę, tylko dlatego, że akurat mam ochotę oraz świadomość, że służy to mojemu zdrowiu. Szukam nowych sposobów i rozwiązań, aby po szamotaniu się przez życie od 25-tego do 30-tego roku życia, a następnie pracy po 15 godzin dziennie i wychowaniu dwójki małych dzieci móc kolejne 5 lat przeżyć w świętym spokoju, świadomie, bez pośpiechu i chaosu.

Co z tego wyjdzie? Nie wiem. Może w końcu pojadę z Jorge do Paryża, może w końcu namaluję obraz. Na razie kupiłam 2 plakaty, aby wisiały w korytarzu i w delikatny sposób przypominały mi o moich marzeniach.

To co mnie zawsze relaksowało  sprawiało wiele frajdy to projektowanie wnętrz. Niestety jeśli hobby zamienimy w zajęcie na stałe i prężnie działającą firmę, wiele przyjemności znika, a mnożą się obowiązki z definicji nieprzyjemne. Udaje mi się oderwać od tego i przypomnieć sobie jak to fajnie jest buszować w internecie i obmyślać urządzenie mieszkania na wynajem. Jak fajnie jest trafić na kanapę rozkładaną i w beżu i w szarości i w nocy zasypiając myśleć, która będzie lepiej wyglądać. Jak miło jest projektować, ale nie tak profesjonalnie, tylko tak po babsku, na kartce, na pintereście, na aukcjach internetowych, tak jak kiedyś dawno, dawno temu w Meksyku. Back to the roots, chciałoby się rzec.

Nie sądzę, że jestem wyjątkowa, myślę, że dużo ludzi po 30-tce tak ma, ale też fajnie przeczytać, że podobnie mają inni, dlatego piszę. Mnie to motywuje i uspokaja. Mainstream uspokoja, jak hipsterscy byśmy nie chcieli być. 

 

żródło: ebay.com, allegro.pl, pinterest.com, amazon.com

asia real

Paryż jest cudny! Nigdy mi się nie znudzi:) A ostatnie zdjęcia Kasi, sprawiają, że mam ochotę znowu się tam wybrać!

———————————–
http://www.notatnikweselny.pl
———————————–

Zgadzam się z Tobą. Mam 35 lat, bardzo intensywną pracę, dwoje małych dzieci i od paru lat przestałam oglądać tv. Dzięki temu mam dodatkowo czas na czytanie książek i naukę gry na pianinie☺.
Pozdrawiam

Dodany przez: Książę Myszkin @

Rety, ja w tym roku kończę 30 lat i czasem mnie to przeraża. Wiem, wiem, to głupie, przecież to tylko liczby, nic nie zmieniają. Ale jednak… Ja i 30 lat? Ale staroć 😛 Mimo wszystko staram się o tym nie myśleć. W końcu całe życie przed nami 🙂

Dodany przez: Marta @

Droga Asiu! U mnie wkrótce zmiana kodu na 4 z przodu, jednak czuję się wyjątkowo młodo i witalnie, bo od ok. 2 lat żyję bardziej świadomie. Joga stała się moją higieną, to po prostu czas tylko dla mnie, choćby się waliło i paliło;-) Życzę Ci wszystkiego dobrego i 3mam kciuki za wytrwanie i w pozostałych postnowieniach, co do jogi jestem pewna, że pokochasz:-)))
Pozdrawiam słonecznie z południa PL
Marta:-)

Dodany przez: Marta @

Wole ruch/

mam dokładnie tak samo, akcja 24h dwójka dzieci… moment uświadomienia sobie że pęd życia pochłonął nas całkowicie i zestresował pozbawiając spontaniczności, relaksu, radości jest w pewien sposób traumatyczny! też zwalniam… 🙂

Dodany przez: joanna @

Też zauważyłam tą tendencję. W nowym mieszkaniu kolory neutralne: biel, beż, szary. Białe meble w kuchni. W poprzednim mieszkaniu: kolory niemal neonowe: zieleń i pomarańcz. To samo w stroju. Jako, że duszę mam artystyczną, nigdy nie bałam się wyrazistych kolorów. Nienawidziłam pasteli. A teraz raczej baza stroju neutralna. Nawet kolor włosów się zmienił. Dawniej czerwienie i rudości, a teraz naturalny brąz, przestałam farbować. Niech żyje slow!

Oczywiście zmiany tuż po 30. 😉

Asiu, chyba wszystkim przydaloby sie nam troche spokoju I zwolnienia. Ja sie staram ale poki co ciezko idzie, dziecko, maz, praca, dom. Mieszkam w USA I tu zycie wydaje sie pedzic w zdwojonym tepie (umyslem jestem jeszcze w lutym a tu polowa marca!!). Coz czas na zmiany zwlaszcza ze w tym roku stuknie mi juz 30.
Pozdrawiam I udanego ‚zwalniania’ zycze

Dodany przez: AGA @

Asiu, czy możesz polecić meble Jana? czy ten materiał się nie wyświeca, nie mechaci? czy są wygodne do spania? mają dość niską cenę, i nie wiem, czy idzie za tym też średnia jakość, czy wręcz przeciwnie?
pozdrowienia serdeczne – marta

Dodany przez: marta @

skończyłam właśnie 34 – przez kilka pierwszych lat małżeństwa praca, dom dziecko to było całe moje życie- myśląłam że nie mam czasu na nic więcej. Ale 3 lata temu odkryłam że dam radę znaleźć czas na siłownię, zajęcia fitness. Zajęcia po 3 albo 4 razy w tygodniu i choćby się waliło i paliło, padało wstaję rano i idę albo wieczorem po ciężkim dniu idę się zresetować. To jest mój czas, moje zajęcie więc doskonale Cię rozumiem.
I nieśmiało zauważam, że mam więcej energii więcej radości z życia, więcej dystansu, ba nawet wyglądam młodziej niż moje leniwe koleżanki. Nie pamiętam kiedy byłam choćby przeziębiona, żeby bolała mnie głowa, czy odczuwała zmiany ciśnienia. Marudom dookoła mówię idźcie się poruszać to Wam wszystko przejdzie 😉

Dodany przez: madzia @

no ja na przykład nie muszę już prosić Jorge, żeby mi pomógł wstać z kanapy:) taki szczegół

Dodany przez: Asia @

strach pomyśleć co by mogło być za kilka lat skoro tuż po 30 potrzebowałaś pomocy do wstania z kanapy. Trzymam kciuki aby udało Ci się wytrwać w postanowieniu i pozostać przy jodze. Dbaj o siebie. Przesyłam pozytywne fluidy

Dodany przez: madzia @

Podpisuję się pod tym, co piszesz! Ruch czyni cuda. Zdrowie, witalność, dobra odporność i dystans do siebie i świata:-)
Pozdrawiam świeżo po jodze;-)
Marta

Dodany przez: Marta @

Bardzo ładne te plakaty, pozdrawiam i zapraszam na mój blog dotyczący wnętrz https://pomyslynawnetrze.wordpress.com/

Dodany przez: wnetrzniak @

Uwielbiam rozmyślać na temat wnętrz, buszować w necie w poszukiwaniu idealnej kanapy, czy kinkietów do łazienki. Ograniczam się do wnętrz swojego domu, aby zawsze te zajęcia sprawiały mi przyjemność, a nie były tylko obowiązkiem, który muszę wykonać. Asiu myślę, że krótki urlop i tzw reset wystarczy, abyś nabrała więcej energii i chęci do działania, w końcu idzie wiosna 🙂

Ps. Lampa „szyszka” cudo, mam taką w sypialni.

Dodany przez: Weronika @

a skad ta lampa szyszka czarna? pozdrawiam

Dodany przez: karina @

Ja tak troszkę z innej beczki, jeśli mogę 🙂
Bardzo ładną masz bluzkę, można dowiedzieć się coś więcej o niej?

Dodany przez: Asia @

Sinsay

Dodany przez: Asia @

Wszyscy wokół ostatnio zwalniają i bardzo dobrze! Troszkę tego zazdroszczę, bo mi to totalnie nie wychodzi! – biorę na siebie sporo obowiązków a jako że lubię być perfekcjonistką w każdym calu i wymagam od siebie bardzo dużo, nawet coś niepozornego staje się dla mnie znakiem, że sobie z czymś nie radzę. Postanowiłam, że do końca tego roku daję sobie czas na zajęcie się tymi projektami, które dotychczas na siebie wzięłam i nie pakować się w kolejne. Póki co dopiero marzec i bardzo ciężko mi to przychodzi… niby odczuwam fakt, że z tygodnia na tydzień mam coraz bardziej zorganizowany kalendarz i sporo rzeczy udaje mi się zakończyć, które dotychczas ciągnęły się za mną jak przysłowiowe „ogony”. Z drugiej jednak strony wydaje mi się, że przez to sporo tracę i za rok mogę żałować tej decyzji. Ah, żeby to slow-life było takie proste… 😉

Najlepiej iść za przysłowiem „Śpiesz się powoli” 😉 Ja próbuję tak działać, znaleźć czas też na małe przyjemności w tym domowo-zawodowo-wychowawczym zamieszaniu. I jakoś idzie. I dobrze jest.

Kiedyś, jak prowadziłam, wydawałoby się normalne życie uważałam, że wszystko jest ok… praca, dom, dziecko, mąż. Dawałam radę, bo uważałam, ze każdy tak ma i daje radę, więc ja też tak powinnam, muszę. Korporacja dawała pieniądze, które trzeba było wydać, pięknie urządzony dom, zdrowe jedzenie, najlepiej samemu przygotowane, super sylwetka zawdzięczana najlepiej codziennym ćwiczeniom, super wycieczka, bo „niby trzeba się zresetować” etc. etc. Organizmu i psychiki się nie oszuka. Wylądowałam w łóżku i totalnie nic mnie nie obchodziło, dziecko, mąż, dom, praca – wszystko miałam gdzieś. Po dwóch latach farmakologicznego leczenia i wizytom u terapeuty cieszę się życiem, które totalnie przemeblowałam. Zachowajcie rozsądek, bo każda z nas jest inna!

Dodany przez: Malena @

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *