WABI-SABI – perfect imperfection

WABI-SABI - perfect imperfection

Ukochanie niedoskonałości moich i innych to coś nad czym pracuje od jakiegoś czasu. Z obserwacji widzę, że dopada to wielu trzydziestoparolatków, chyba taka kolej rzeczy. Po latach nieprzewidywalnego dzieciństwa, chaosie, który jest domeną dwudziestolatków, jeszcze większym chaosie jaki wnoszą dzieci, nie pozostaje nam nic innego jak się z tym pogodzić. ‘Easier said than done’ no ale cóż, od świadomości do sukcesu podobno niedługa droga.

Internet huczy o nowym trendzie Wabi –Sabi. Ja się dowiedziałam o nim od Oli,  intrygującej Pani Architekt, która niedawno dołączyła do naszego zespołu. Filozofia wabi-sabi to nic innego jak akceptacja niedoskonałości w naszym otoczeniu. Coś się obtłucze – nie wyrzucaj tego tylko sklej, a pękniecie uwydatnij złotą spoiną. Oderwał się pompon od poduszki, oderwij co drugi, będzie ciekawiej. Podłoga drewniana, która jeszcze niedawno tworzyła idealną powierzchnię, teraz jest pełna śladów po zabawie Twoich dzieci? Pokochaj to, dom to historia, którą piszecie razem.

Po krótkiej lekturze od razu chwyciłam za aparat, aby pokazać Wam co u mnie domu tworzy klimat – właśnie te niedoskonałości!

Zawsze strasznie się cieszę, że moi goście po wizycie mówią jak u nas ciepło i przyjemnie. To przedmioty, które nazbierałam przez lata dają ten klimat. Gałązka z sesji świątecznej, którą ususzyłam i powiesiłam nad stołem, bo tak mi się spodobała ( tym samym przewieszając gdzie indziej obraz Darii, dla którego nie wyobrażałam sobie innego miejsca niż właśnie centralnie nad stołem), stara zdobyczna skrzynia od Made from Wood, szalonej pary z gór, która ukochała stare drewno i nadaje im nowe życie, stare, wychodowane przez moją Mamę Chrzestną drzewko szczęścia, które podarowała nam na nowy dom, gałązka jarzębiny z ogrodu, która została po jesiennym sprzątaniu, uchwyty w kuchni, już nie tak czyste i idealnie jasne jak po zakupie, ale za to przypominające o tych wszystkich posiłkach, które spożyliśmy z masą ludzi przy naszym nierównym stole, no i zdjęcie od mojej przyjaciółki Hoffi, na którym sama dorysowała weselszą rzeczywistość, którego ramka dawno odpadła, a szybka pękła, ale wędruje z nami z mieszkania do mieszkania już prawie 20 lat!

Mi ten trend zdecydowanie pasuje, już planuje jak go dalej rozprzestrzenić w innych pomieszczeniach. A Wy tez ukochacie wabi-sabi?

WABI-SABI - perfect imperfection WABI-SABI - perfect imperfection WABI-SABI - perfect imperfection WABI-SABI - perfect imperfection WABI-SABI - perfect imperfection WABI-SABI - perfect imperfection WABI-SABI - perfect imperfection WABI-SABI - perfect imperfection WABI-SABI - perfect imperfection WABI-SABI - perfect imperfection WABI-SABI - perfect imperfection WABI-SABI - perfect imperfection WABI-SABI - perfect imperfection

asia real

Pierwsze słyszę o tym trendzie wabi-sabi ale od razu mi się spodobał. U mnie w domu jest dużo niedoskonałości do zaakceptowania 🙂

Zaraz kojarzy mi się stara reklam mentosa z oderwaniem obcasa…
Trend chyba istniał zawsze. Kiedyś nazywał się oszczędnością , czy gospodarnością a teraz staje się modą 🙂

hahaha, ma wiele imion: ochrona środowiska, szacunek do historii, zdrwoy rozsadek itd itd

Dodany przez: Asia @

No to u mnie wabi-sabi znajdzie się pełno. Od pracowni począwszy a na sypialni skończywszy. Co prawda nie trzymam popękanego szkła, prababcia mówiła, że to nieszczęście przynosi, ale może ze złotym spoiwem nie byłoby złe. Najmilszy komplement jaki usłyszałam pod adresem mojego wabi- sabi to to, że to wnętrze jest takie niewymuszone, może to właśnie chodzi o to zaakceptowanie tych niedoskonałości? Pozdrowienia z Berlina <3

Tak to jest super, dzięki temu mieszkanie ma klimat i nie wygląda jak z katalogu.

Dodany przez: Kasia @

Jestem jak najbardziej na tak!!! 🙂

Dodany przez: Ania @

Z tych wszystkich rzeczy w trend wpisuje mi sie tylko pekniefa szybko ze zdjeciem.

Dodany przez: Madzik @

Akceptacja zmiany w naszym życiu, otoczeniu i najważniejsza akceptacja , że zmieniam się Ja i moi bliscy.
To daje spokój .

Ja jestem z tych perfekcyjnych, bardzo lubię jak coś przez cały czas użytkowania wygląda jak nowe. Przez to cały czas muszę o to dbać, a to kosztuje mnóstwo energii i doprowadza do frustracji gdy mimo ogromu pracy włożonego w „szanowanie” danej rzeczy, przedmiot się niszczy. Mąż się śmieje, że na starość osłabnie mi wzrok, to się uspokoję 🙂 Całe szczęście jestem świadoma, że to jest moja cecha, żeby nie powiedzieć wada i nie zabraniam rodzinie siadania na kanapie, żeby się nie zużyła 🙂 Ale mam kilka rzeczy, na których widać ząb czasu, stół i stolik na których bawił się mój synek jak był malutki z odciśniętymi nogami ludzików z klocków lego. Mam też krzesło, które ugryzł jak był czterozębny i zrobił z niego wycisk ortodontyczny.

Dodany przez: Aneta @

Pierwsze zdjęcie od razu skojarzyło mi się z okładką najnowszej powieści Joanny Bator „Purezento”. Bohaterka będąc w Japonii uczestniczy w kursie kintsugi a to właśnie jest starodawne technika łączenia złotem pokruszonych / pękniętych naczyń. P.S. Samą powieść polecam, choć zaczyna się niepokojąco i mrocznie, to gdzieś w połowie książki, te nauki wyciągnięte z kintsugi zaczyna przenosić na własne życie.

Dodany przez: Marlena @

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *