witaj w domu

Dziś kompletnie nie w temacie wnętrz. Piszę ten wpis na Waszą wyraźną prośbę, kierowaną w wielu wiadomościach do nas. Prawdę mówiąc, nie przyszło mi do głowy, że będziecie mieli ochotę na podsumowanie zwieńczenia poszukiwań Hajsa. Tym bardziej dziękuję i utwierdzam się w przekonaniu, że jesteście naprawdę niesamowici.

Koniec lipca nie był dla nas łaskawy. Jak wiecie spotkała nas bardzo przykra historia, która zupełnie zmieniła mój pogląd na temat własnego bezpieczeństwa w tak zwanym codziennym życiu. Całe zdarzenie nie trwało więcej niż kwadrans. Zdążyliśmy wejść do domu na obiad, by po chwili wrócić do ogrodu, zastając zniszczone od frontu metalowe ogrodzenie. W ogrodzie nie było też naszego psa, Hajsika. Dopiero po chwili doszło do nas, że to nie są żarty i ktoś zwyczajnie porwał pupila. W takich chwilach zazwyczaj wypieram czarne scenariusze i działam. Niezwłocznie zawiadomiłam policję, zaczełam obdzwaniać okoliczne lecznice dla zwierząt i schroniska. Wtedy też poprosiłam Was na Instastories o pomoc w obserwowaniu otoczenia. Radek jeździł po Gdyni, z najdzieją, że złodziej opamięta się i wypuści psiaka, albo ten mu ucieknie….w takich chwilach analizujesz tysiące różnych wyjść z sytuacji i chwytasz się każdego pomysłu.

Kiedy wieczorem wróciłam do domu z poszukiwań, które nie dały żadnych efektów, wstawiłam zdjęcie Hajsa na swoje prywatne konto na facebooku. To co zaczeło się dziać, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Ilość udostępinień rosła z godziny na godzinę o setki w końcu tysiące reakcji. O zaginięciu wiedzieli już chyba wszyscy. Dosłownie. Niektórzy sami drukowali ogłoszenie i wywieszali je w swojej okolicy. Z niedowierzaniem czytałam i rozmawiłam z setkami osób, których wsparcie było na wagę złota.  

Jak już wiecie, ta historia miała swój happy end. Hajsa spotkaliśmy w tym samym ogrodzie, z którego został zabrany, po tygodniu nieobecności. Był wychudzony do cna i słaniał się na łapkach. Do dziś nie wiemy jak to się stało, że wrócił, czy ktoś go wyrzucił kiedy zorientował się co dzieje się w sieci. Może zlitował się i "włożył" go w nocy na teren posesji. Pewnie na zawsze pozostanie to tajemnicą. My sami chcemy ten koszmarny czas wykasować z pamięci i zwyczajnie cieszyć się, że w tej całej historii wydarzyły się dwie bardzo pozytywne rzeczy. Mam nadzieję, że rozgłos, który towarzyszył poszukiwaniom zniechęci innych porywaczy. Na koniec kolejna, najważniejsza sprawa. Ludzie. Dziękujemy Wam z całego serca za to, że bezpośrednio przyczyniliście się do szczęśliwego zakończenia. Bez Was nie udałoby się Hajsowi wrócić do domu. Jestem tego pewna. Dlatego, jeśli jeszcze nie dotarły do Was podziękowania z mojego profilu na instagramie @bea_loko, dziękuję Wam ponownie tu <3

witaj w domu

witaj w domu witaj w domu

witaj w domu

beata kwiatkowska

Najważniejsze że piesek jest już z wami. Kochajcie go!

Tak <3

Dodany przez: Beata @

Ojej, aż mam łzy w oczach, gdyby to przydarzyło się mojemu psu to nie wiem :((((
Dobrze, że historia dobrze się skończyła! Uściski

Hajs pozdrawia 🙂

Dodany przez: Beata @

Co za okropna historia. Ominęła mnie, bo nie bywam w mediach społecznościowych, raczej mam do nich negatywny stosunek, ale ta historia i parę innych każe mi zweryfikować pogląd, choć nadal trzymam się z daleka. Bardzo się cieszę, że psina się znalazła i jest z Wami, pewnie to straszne przeżycie dla takiego pieszczoszka, o Was nie wspominając.
Całus w wilgotny nosek dla Hajsika.

Z pewnością przekażemy : ) Dzięujęza dobre słowa. Co do mediów społecznościowych, to myślę, że wszystko w umiarze jest dobre. Ten przypadek pokazuje dobrą stronę i buduje, że i w mediach społecznościowych można spotkać się z olbrzymią dawką empatii i dobra. To by znaczyło, że nie wszystko jednak jest na niby :*

Dodany przez: Beata @

Drodzy czytelnicy kilka lat temu zaginął mój ukochany kot. Plakaty ze zdjęciem kota (koniecznie kolorowym) i dokładnym opisem rozkleiłam dosłownie wszędzie w promieniu 2 km od miejsca zaginięcia, zalogowałam się na kilku forach, nagłaśniałam temat również na FB (chociaż 8 lat temu FB nie miał chyba takiej mocy jak teraz). Po 12 dniach kot został złapany przez dziewczynę, która widziała plakat. Łapała go przez 2 godziny. Nie mogłam wówwczas uwierzyć w szczęście jakie mnie spotkało, było ogromne;-) Apeluję do wszystkich, którzy znajdą się w takiej sytuacji, nie poddawajcie się, nagłaśniajcie temat wszędzie gdzie się da, namawiajcie do tego swoich znajomych jeśli spptka ich taka przykra sytuacja. Cieszę, że Wasz czworonożny członek rodziny jest znów z Wami!!!

Dodany przez: Joanna @

Wow ale historia!!!!!

Kolejny dowód na to, że większość ludzi ma dobre serce. Pozdrawiam Ciebie i Kotkę  : )

Dodany przez: Beata @

I wszystko się zakończyło jak w bajkach. To lubię!

Jejku dobrze, że wszystko skonczylo się szczęśliwie…biedny psiutek ……

Dodany przez: Kamila @

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *