Zalety pracy z pupilem

Zalety pracy z pupilem

Do napisania dzisiejszego posta zainspirowała mnie wizyta w pewnym biurze na obrzeżach Trójmiasta, którego projektu mamy się wspólnie z Asią podjąć. Pomijając wytyczne funkcjonalne, jakie projekt powinien spełnić, pojawiło się jedno życzenie pracowników tegoż biura…otóż, chcieliby się czuć jak w domu. Ktoś podsunął pomysł przyprowadzania psów do pracy, który niestety nie spotkał się z aprobatą większości. Postanowiłam zgłębić temat obecności pupili w miejscu pracy, szczególnie że w naszej pracowni taki zwyczaj praktykujemy od lat.  Zwierzęta są sprawdzonymi reduktorami stresu. O tym wiemy nie od dziś. Sami zauważcie, że kiedykolwiek wrócicie do domu po długim, stresującym dniu i pogłaszczecie swojego psa lub kota, wraca poczucie spokoju i czujemy ulgę. Kto wie, czy kiedykolwiek będzie można wyjaśnić dokładnie, jak działa to zjawisko, ale badania naukowe potwierdzają to, czego doświadczamy. Międzynarodowy Zarząd Zdrowia przeprowadził badania w kilku wybranych miejscach pracy, w których przyjrzeli się poziomowi stresu u pracowników i sprawdzili, czy wpłynęła na niego właśnie obecność psa. Zrobili to, sprawdzając poziom kortyzolu rano i na koniec dnia. Ludzie, którzy spędzili dzień z psem, mieli znacznie niższy poziom stresu pod koniec dnia w porównaniu z tymi, którzy tego nie robili. 

Zalety pracy z pupilem

Zalety pracy z pupilem

Co jednak zrobić, by psy nie odwracały naszej uwagi od pracy? Najzwyczajniej w świecie należy znaleźć im zajęcie. Są rasy, które potrafią spać całymi dniami i są mniej żwawe niż pozostałe. To zależy również od ich charakteru – dokładnie tak samo, jak u ludzi. Sama mam w domu zderzenie dwóch światów, w których owczarek trochę osowiały, czasem nie nadąża za ekspresją ruchliwego teriera. Młody natomiast potrzebuje wielu bodźców, które pozwolą mu na rozładowanie jego niespożytej energii. Wystarczą zabawki, gryzaki, coś, co zajmie młodego psiaka na wiele godzin i umożliwi nam dokończenie zestawienia lub napisanie posta : ) Sama często muszę wymieniać ''czasoumilacze" moich podopiecznych, bo bezlitośnie je dewastują, jeśli ten problem nie jest Wam obcy, na pewno coś ciekawego znajdziecie u polskiego producenta psich akcesoriów Dingo. Sama zaopatrzyłam moje psy w kilka nowych gryzaków i dwustronne legowisko, które świetnie sprawdza się w deszczowe dni,  jedna strona jest wykonana ze skóry, co ogromnie ułatwia utrzymanie jej w czystości. Zadbajmy o zajęcie i wygodne posłanie dla pupila, wówczas nie będzie się nudził i przeszkadzał, a przecież tego z pewnością nie chcemy ani my, ani nasz szef. 

Zalety pracy z pupilem

Zalety pracy z pupilem

Zalety pracy z pupilem

Każdy, kto jest wielbicielem i posiadaczem czworonoga, ten wie, jakie spustoszenie potrafi siać psiak wbiegający do domu prosto z dworu i oczywiście akurat w tym momencie czujący potrzebę wskoczenia na kanapę… Te urocze cztery łapki zostawiają ślady wszędzie wokoło, łącznie z naszym ulubionym fotelem. O ile w domu jesteśmy w stanie spojrzeć na to pobłażliwie, w miejscu pracy może już nie być tak różowo. Zarówno w domu, jak i w pracy, warto pomyśleć o wyborze łatwych do czyszczenia tkanin obiciowych na meble tapicerowane, które ułatwią nam codzienne funkcjonowanie w towarzystwie czworonożnych przyjaciół. Przymierzając się z Asią do projektu biura przyjaznego pracownikom, jak i ich pupilom, natrafiłyśmy na tkaniny Toccare, które w bardzo prosty i szybki sposób można czyścić za pomocą…wody. Wystarczy plamę spryskać wodą, przetrzeć miękką ściereczką i pozostawić do wyschnięcia. Tak zaprojektowane meble pozwolą spać spokojnie szefom, którzy obawiają się nieporządku związanego z przyprowadzaniem psów do pracy i tym samym obalają ostatni argument przeciw psom w biurze.
Zalety pracy z pupilem

Ponadto zwierzęta w pracy pomagają utrzymać zadowolenie pracowników. Pozytywne nastawienie personelu i utrzymanie wysokiego morale, nie zawsze są najłatwiejszymi zadaniami do wykonania. Jeśli chodzi o ogólny sukces organizacji, utrzymanie dobrych pracowników jest dla każdej działalności wręcz kluczowe! Według Fortune.com, 53% osób pracujących twierdzi, że rozważałoby pozostanie w firmie, gdyby pozwoliła im na zabranie swojego zwierzaka do pracy. Zwierzęta zachęcają do inicjowania rozmowy, poznawania się, nawiązywania relacji. To z kolei przekłada się na lepszą współpracę w zespole. Ludzie, którzy są w stanie nawiązać więź, mogą skuteczniej współpracować i zasadniczo są bardziej produktywni. Na jednym z uniwersytetów w Michigan sprawdzono, czy obecność psa w miejscu pracy sprawi, że ludzie będą bardziej efektywnie współpracować. Okazało się, że ci, którzy mieli psa, bardziej cenili swoich kolegów z zespołu w kwestii zaufania i spójności  zespołu. W gruncie rzeczy, ujmując to już bardzo rzeczowo – taka sytuacja opłaca się obu stronom.

Zalety pracy z pupilem

Co zrobić, kiedy nasz pupil będzie domagał się uwagi z naszej strony? To wspaniałe, że możemy na chwilę oderwać się od rutynowego działania, uwolnić myśli i potarmosić z psem jedną z jego ulubionych zabawek. Nie ma w tym niczego złego, dodatkowo w żadnym wypadku nie wpływa to negatywnie na naszą produktywność. Wręcz przeciwnie! Sama po sobie wiem, że oderwanie się od zadania, przy którym siedzę godzinami dostając całkowitego "zatwardzenia mózgu", zawsze działa na plus, przywraca świeżość umysłu i moją kreatywność. A to cecha, która przydaje się w każdym zawodzie.

Zalety pracy z pupilem

Wyobraźmy sobie, jak czujemy się po powrocie ze spaceru lub przerwy na lunch. Lekko i świeżo, prawda? Dlatego też nie widzę niczego złego w tym, by dłuższa przerwa na lunch była zamieniona na szybki spacer z psem na świeżym powietrzu. To może dać pracownikom energię niezbędną do przejścia przez dzień pracy. W moim przypadku działa to w stu procentach.

Ludzie chcą zabierać ze sobą swoje psy, ponieważ nie muszą się martwić, że zostają same w domu. Coraz częściej też spotykam się z bardzo dobrą opinią klientów na temat zwierzaków w naszej pracowni.  Klienci lubią widzieć zwierzęta w biurze, budzi to sympatię i tworzy dobre wrażenie, a to z kolei bez wątpienia wpływa pozytywnie na wizerunek firmy.

Zalety pracy z pupilem

Zalety pracy z pupilem

A jaki Wy macie stosunek do pupili w pracy? Jesteście za, czy przeciw? Z chęcią poznamy Waszą opinię.

beata kwiatkowska

Świetny post i przydatne rady;-) Akurat coś wiem o tak słodkich domownikach (jestem właścicielką 2 buldogów francuskich). Osobiście uważam, że posiadanie czworonoga w domu ma więcej zalet niż wad;-) Nasz 2-letni synek pięknie się bawi ze swoimi przyjaciółmi, aż miło patrzeć jak się o nich troszczy (mimo wieku już bardzo dużo rozumie).
W Polsce psy/koty w biurze to jednak rzadkość, a wg. niektórych nawet uznawane za fanaberię. Myślę, że to kwestia świadomości,ale i pewnego rodzaju odwagi…W moim biurze niestety zwierząt nie ma,a szkoda,bo wielu „psiarzy” mam w zespole.
Przy okazji zapytam: co to za piękna podłoga? Biorąc pod uwagę, że macie 2 tak wspaniałych pieszczochów, pewnie solidna i odporna?;-)
Pozdrawiam ciepło
Emilka

Serio? A co z osobami, które psów nie lubią lub się ich boją? Zwalniać ludzi, bo ‚piesek’? Bardzo często ludzie posiadający psy zapominają, że nie wszyscy podzielają ich preferencje.

Czy ktoś orientuje się co to za kwiatek na półce z książkami? 😀

Zalet pracy z pupilem jest naprawdę wiele, jeśli tym pupilem jest pies. Kot niestety raczej przeszkadza, niż pomaga.

A ja przychodzę z psem do pracy od przeszło 8 lat i bardzo sobie chwalę 🙂
Od prawie 3 lat robię to regularnie w dużym biurowcu w Warszawskim Mordorze, na tzw. Open Space’ie. Co więcej pomagam innym firmom organizować przestrzeń przyjazną psom i przygotować zarówno dwu- jak i czteronożnych pracowników.
Wszystkich zainteresowanych zapraszam do Pets At Work Alliance 🙂
Pozdrawiam!

W open-space?! Przepraszam, ale to oburzające. To brak szacunku do współpracowników. Co z osobami, które psów się boją (albo zwyczajnie nie lubią)?

Z lękami to zdrowiej powalczyć niż je w sobie pielęgnować. Nikt, kto zabiera psa do przestrzeni publicznej nie zrobi tego z psem agresywnym, bo nikt nie będzie świadomie wpędzał się w kłopoty. Psy, które chodzą ze swoimi właścicielami do pracy są z reguły przyjazne i spragnione pieszczot, dobrze byłoby je wykorzystać do dogoterapii, która pomoże zwalczyć takie lęki.

Dokładnie tak : )

Dokładnie nie. Są osoby które nie życzą sobie żeby zwierzęta ‚domagały’ się od nich pieszczot, bo tego zwyczajnie nie lubią i rolą właściciela jest to uszanować. Miejsca publiczne, pracy profesjonalnej to miejsca dla wszystkich ludzi, również tych którzy nie podzielają Waszych preferencji. Trochę szacunku.

Dodany przez: nn @

Szanujmy się nawzajem : )

Dodany przez: Beata @

Ha Ha Ha Już sobie wyobrażam mojego labradora 1,5 roku w mojej pracy, toż to istny szatan, na pewno nikt by się nie skupił. Zero roboty, sama zabawa.

I dlatego go nie zabierasz. Mój natomiast mardzo lubi ze mną chodzić do pracy :  ten mniejszy, bo większy nie chce zwyczajnie – więc jak zwkle do wszystkiego należy podchodzić z tzw. głową.

Cudowna inicjatywa. Byłoby pięknie móc pracować ze swoim pupilem 🙂 Ale to prawda, że psy raczej bardziej się do tego nadają, są bardziej posłuszne i nie tworzą takiego chaosu wokół siebie (oczywiście generalizując).

Dodany przez: Agnieszka @

szkoda że nie promujecie adopcji psów, pies nie jest ładnym dodatkiem, to jest zwierzę. To nie towar. A hodowle są nieetyczne, sztucznie hodują psy o danej rasie za które ludzie płacą kosmiczne pieniądze. Czy ładne dzieci też powinny być na sprzedaż?

W tym roku, jadąc na wakacje z dzieciakami, jaiś kierowca przed moim autem, wyrzucił z samochodu dwa psy. Zatrzymałam się, jeden uciekł w las, kolejny wskoczył nam do auta. Był cudny, postanowiliśmy zabrać go do domu. Najpierw pojechałam z nim i z dziećmi do weterynarza. Pytałam o kwarantannę, zaproponowałam, że zostawię psa na dobę by wykonano mu wszystkie niezbędne badania. Zaznaczyłam, że w miejscu w którym pies spędzi tydzień wakacji, zanim trafi do nas do domu, będzie przez cały czas przebywało 13 dzieci i inny pies. Pani weterynarz następnego dnia, powiedziała, ze Bobek ( tak go nazwaliśmy ) jest całkowicie zdrowy i spokojnie możemy go ze sobą zabrać. Tak więc, mój synek pokochał go, cieszył się, że może z nim chodzić na spacery, dbał o niego. Historia jak z bajki. Śmiałam się, że Bobek spadł nam z nieba. W sielskiej atmosferze spędziliśmy babskie wakacje z dziećmi i wróciliśmy do domu. W sobotę – dzień po powrocie pies przestał jeść, kolejnego dnia przestał pić, kolejnego dnia już tylko wymiotował. Badania u naszego weterynarza wykazały bardzo ciężką chorobę, która wykluwa się w organizmie psa do 14 dni. Nociłam Boka na rękach z dzieciakami wciąż, na kroplówkę codziennie, przez 5 dni, na 6 godzin. Czekaliśmy aż się ocknie, ale niestety. Ostatniego dnia, kiedy zeszłam do niego do piwnicy, młodziak już spał. Dla nas, dla dzieci było to okropne przeżycie. Byłam wściekła na weterynarza pierwszego kontaktu, który tak naprawdę nei zroił żadnych badań, który powinien powiedzieć, że każdą znajdę należy oddać na 15 dniową kwarantannę do schroiska, by upewnić się czy nie wykluwa się w niej żaden nieporzadany wirus. Było mi przykro, że naraziłam na niebezpieczeństwo dzieci z którymi pies spędził wakacje i na koniec bylam wściekła, że zafundowałam tak traumatyczne przezycie moim dzieciom. 

Ale to nie koniec.

Postanowiliśmy odwiedzić schronisko, by wybrać drugiego psiaka do naszej rodziny. W schronicku nie było żadnego psa poniżej 2 roku życia, a to była główna wytyczna, ponieważ nasz obecny pies ma 4 lata i generalnie bardzo obawialiśmy się, że nie będzie jej łatwo zaakceptować nowego towarzysza. Czekaliśmy na pojawienie się młodszego psa jakiś czas. W końcu zaczełam szperać w internecie, trafiłam do hodowli, w której psy rozmnażane są hurtowo (co zgłosiłam do związku). W końcu trafiłam na szczeniaka, który nie jest z hodowli, nie posiada rodowodu, którego właściciele bardzo chcieli zwyczajnie oddać w dobre ręce. I tak w naszym domu zjawił się Hajsik. 

Zatem, problem adoptowania psów ze schroniska i takich znalezionych jest o wiele bardziej złożony. Wybacz ale nie uważam aby było to tak czarno-białe jak to przedstawiasz. Jedno co rzeczywiście mnie bulwersuje to taśmowa produkcja w hodowlach psów, to rzeczywiście straszliwy przemysł, nad którym mam wrażenie nikt nie panuje…moja oba psy są rasowe, ale Trawa trawiła do nas za zwrot pieniążków za karmę i szczepienia, życiorys hajsa też juz nasz. Pozdrawiam ciepło i życze milszych doświadczeń z czworonogami. B

Dzięki za odpowiedź. Strasznie przykre to co Was spotkało z Bobkiem i rozumiem Twoją złość. Super że probowaliscie znaleźć pierw psiaka w schronisku i rozumiem że nie zawsze znajdziemy tam zwierzaka który pasuje do naszej sytuacji. Masz rację że adopcja zwierząt to bardziej złożony problem, ale myślę że warto promować adopcję i pierw dać szansę zwierzakom które już są na tym świecie i nie pogłębiać problemu wspierając hodowle. Pozdrowienia!

Ściskam : )

Muszę powiedzieć, że nie lubię takich skrajnych ocen. Sama mam psa ze schroniska, ale poprzednie psy były z hodowli. Jeden z odzysku, bo właściciele nie dawali sobie z nim rady i chcieli komuś oddać w dobre ręce, a kolejnego kupiłam. Tak, chciałam mieć psa określonej rasy, o określonych cechach wyglądu i charakteru, i nie wstydzę się tego. Dlaczego nikogo nie razi wielowiekowa hodowla koni, a już hodowla psów określonej rasy tak? Pomijam to, że w Polsce jest niska kultura hodowli i dochodzi do wielu nadużyć, ale nie można tak wszystkich potępiać w czambuł. Pies ze schroniska to loteria, nie zawsze wiadomo co przeżył, co w nim siedzi i w jakich okolicznościach wyjdzie na jaw. Niektórzy wolą wychowywać psa od szczeniaka i wiedzieć dokładnie co z niego wyrośnie. A druga rzecz, zawsze zabierałam moje psy do pracy, bo mam nienormowany czas, więc czasami nie chciałam żeby zbyt długo były same w domu, nie codziennie ale często, wszystkie były (i obecny też jest) pieszczochami, ale nie pozwalam im „domagać się” pieszczot, bo rozumiem, że nie wszyscy to lubią, pozwalam tylko kiedy ktoś sam wyrazi chęć pogłaskania psa. Pies żeby mógł funkcjonować w miejscu pracy musi być do tego przygotowany, zrównoważony, nie wyobrażam sobie pracować z jakimś rozbrykanym, nieokiełznanym szczeniakiem, i jest to tak oczywiste, że nie rozumiem jak można mieć co do tego wątpliwości. Dlatego nie lubię ludzi, którzy nie lubią zwierząt, są (najczęściej ze strachu) bardziej agresywni niż jakiekolwiek zwierzę i zazwyczaj więcej sobie wyobrażają niż w rzeczywistości jest, więc wolą zaatakować na zapas niż po prostu przejść w spokoju 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *